W Polsce prawa do opieki nad dziećmi najczęściej przypadają matkom. Ojcowie zostają za to obciążeni alimentami. Ich wysokość najczęściej jest uzależniona od realnych potrzeb dziecka oraz możliwości finansowych ojca. Nie ma jednak w prawie zapisu na temat górnej kwoty, jaką sąd może przyznać matce. Przez to doszło do sytuacji, w jakiej znalazł się pan Krzysztof Grzegorczyk.

Romans

Pan Krzysztof prowadzi działalność gospodarczą. Posiada m.in. stację LPG i sklep na niej zlokalizowany. W 2012 roku zatrudnił w swojej firmie młodego człowieka. Jego żona wdała się w romans z pracownikiem. Przedsiębiorca próbował ratować małżeństwo. Miał nadzieje, że wszystko się ułoży, jednak tak się nie stało. Kiedy pan Krzysztof uznał, że nie uratuje małżeństwa chciał rozdzielności majątkowej. Reakcja żony była szybka. Wniosła do sądu o alimenty w wysokości 10 tysięcy złotych. Sąd przychylił się do jej wniosku. Problem w tym, że ta kwota znacznie przekracza dochód, jaki uzyskuje przedsiębiorca.

Dowody w sprawie

Krzysztof Grzegorczyk przedstawił w sądzie jako dowód zeznanie podatkowe z 2013 roku, z którego wynikało, że uzyskał niewiele ponad 23 tysiące złotych dochodu. Skąd w takim razie kwota 10 tysięcy, jaką pan Krzysztof ma przekazywać, co miesiąc swojej żonie? Kobieta zeznała, że jej mąż w rzeczywistości zarabiała 45 tysięcy złotych miesięcznie. Sąd uznał jej słowa za bardziej wiarygodne niż wyniki kontroli skarbowej. Grzegorz Gozdór, adwokat pana Krzysztofa przyznał, że pierwszy raz spotkał się ze sprawą, w której Sąd wydał takie uzasadnienie jak w tym wypadku: "Trzeba, bowiem zaznaczyć, że choć z treści zeznania podatkowego wynika, iż w 2013 roku uzyskał od roczny dochód jedynie w wysokości 23 371,97 złotych (...), to jednak zdaniem Sądu, faktyczne jego dochody z prowadzonej działalności gospodarczej muszą plasować się na zdecydowanie wyższym poziomie. Rzeczą powszechnie znaną i z doświadczenia życiowego dla Sądu wiadomą, jest bowiem znaczne zawyżanie przez przedsiębiorców kosztów uzyskania przychodu, czynione przez nich przede wszystkim dla celów podatkowych".

Żona pana Krzysztofa miała możliwość przejąć dobrze prosperującą, jej zdaniem, firmę. On chciał jedynie 5 tysięcy złotych argumentując, że dla niej zostałoby 40 tysięcy. Kobieta nie zgodziła się.

Kulawa sprawiedliwość

Pan Krzysztof żyje z dnia na dzień. Nie stać go ani na zakup towaru ani tym bardziej na opłacenie kredytów, które były zaciągane wspólnie z żoną. Jego firma utraciła płynność finansową i znajduje się na skraju bankructwa. Wszystko to przez Sąd, który w trakcie wydawania wyroku winien brać pod uwagę dowody, dał wiarę słowom. Słowom osoby, która była stroną. Stroną, której zależało na jak najwyższej kwocie. Przy takim "dowodzie" zeznania podatkowe stały się nic nie wartymi skrawkami papieru.

źródło: TVP Info #skandal #sądownictwo