Akcja rozegrała się w jednym z miast na Śląsku. Wczesnym majowym popołudniem, na przystanku autobusowym w centrum miasta. 16-letni chłopak zostaje zaczepiony przez starszego mężczyznę, który informuje go, że znalazł jego ebilet. Nie zwraca mu go, jak przystało na uczciwego obywatela, tylko żąda 15 zł znaleźnego za zwrot ekarty. Chłopiec jest świadom, że na ekarcie było niecałe 18 zł. Nie ma przy sobie pieniędzy, dzwoni po poradę do matki. Ta z kolei radzi synowi, by zrezygnował z karty, gdyż gra nie warta jest przysłowiowej świeczki. Jeśli facet dobrowolnie nie zwrócił ebiletu, znaczy to, że usiłuje wyłudzić pieniądze.

Wyłudzenie znaleźnego

Na piechotę trasę tę można było pokonać w 30 minut, niekoniecznie chłopak musiał wracać autobusem.

Facet zatrzymuje ebilet i wsiada do autobusu. Okazuje się, że ma uprawnienia kontrolera biletów! Zdezorientowany chłopak biegnie za nim i domaga się zwrotu swojej własności. Mężczyzna uparcie twierdzi, że należy mu się znaleźne w wysokości 15 zł. Chłopak tłumaczy, że jest uczniem, nie pracuje i nie ma przy sobie żądanych pieniędzy. Poza tym, 10 procent wartości w tym przypadku wynosiłoby co najwyżej 2 złote a nie 15. W jaki sposób obliczył sobie 15 zł jako 10 procent z 18 zł, trudno powiedzieć...Najwyraźniej z matematyką stoi na bakier.

 

Wezwanie policji niekoniecznie rozwiązuje problem

Po dłuższej sprzeczce chłopiec wzywa policję. W międzyczasie kontroler usiłuje wmieszać się w tłum nadjeżdżającego autobusu...Chłopak wraz ze świadkiem zajścia blokuje "kanarowi" wstęp do autobusu. Szantażysta zostaje więc na przystanku do przyjazdu policji. Nadjeżdża patrol, legitymują poróżnionych, policjant strofuje mężczyznę za niewłaściwe zachowanie, zwraca chłopakowi odebrany e-bilet. Jak później okazuje się, zwrócona e-karta jest pusta. Jak skomentować tego typu incydent? Co sądzić o kontrolerze? Aż trudno uwierzyć, że facet okazał prawdziwe dokumenty. Czy aby na pewno mężczyzna miał wskazane uprawnienia?

 

Co na ten temat mówi kodeks?

Kodeks cywilny (art. 186) wyraźnie mówi, że: "Znaleźne nie przysługuje, jeśli rzecz jest znaleziona w budynku publicznym albo w innym budynku lub pomieszczeniu otwartym dla publiczności, w wagonie kolejowym, na statku czy w innym środku transportu publicznego." W praktyce w grę wchodzi bardzo wiele miejsc - od galerii handlowej poprzez bibliotekę, przystanek autobusowy, dworzec, czy autobus, aż do metra. W tego typu sytuacjach znalazca musi oddać rzecz zarządcy budynku lub pomieszczenia albo właściwemu zarządcy środków transportu publicznego.

Również: "funkcjonariusz policji, który w czasie wykonywania czynności służbowych i w związku z tymi czynnościami znalazł rzecz nie posiada roszczenia o wypłatę znaleźnego"(Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 października 1982 r., III CRN 242/82 (OSNCP 1983, z. 7, poz. 91); kontroler biletów na terenie dworca, przystanku jak i samego środka transportu publicznego podczas wykonywania obowiązków służbowych jest funkcjonariuszem publicznym. Nie przysługuje mu zatem prawo roszczenia o wypłatę znaleźnego.

E-karty (e-bilety) często są przedmiotem szantażu. Znalazcy wymyślają różne sposoby na uzyskanie dodatkowych środków pieniężnych lub innych rzeczy, o wartości nie zawsze równej znaleźnemu. Często nie kończy się na jednym wymuszeniu. Ofiarą padają przeważnie młodzi ludzie, w tym dzieci, które w obawie przed reakcją rodziców wchodzą w układy z szantażystą #prawa człowieka #społeczeństwo