Kilka tygodni temu Laurie Meldon umieścił nagranie na Facebooku, które zrobiło furorę. Chłopak stanął w obronie imigrantów. O odważnym nastolatku mówiły media w całej Europie. Teraz Meldon po raz kolejny odważnie wypowiedział się na temat postawy swoich rodaków wobec przybyszów z innych państw w wywiadzie dla portalu PolishPost.

Dajcie spokój imigrantom!

"Cieszę się, że są ludzie, którzy się ze mną zgadzają. Nigdy nie oczekiwałem takiego zainteresowania moją osobą. Jeśli jednak to komuś pomaga, jeśli ktoś zaczyna walczyć o swoje prawa, wówczas jestem zadowolony" - powiedział 19-letni student z miasta Shrewsbury. Laurie Meldon wprost mówi o rozgoryczeniu postawą rodaków, którzy nie akceptują ciężko pracujących imigrantów: "Miałem już dość. Nie mogłem zaakceptować tego, jak obcokrajowcy są postrzegani w Wielkiej Brytanii, jak są prezentowani w mediach, jak mówią o nich zwykli ludzie. Oskarża się ich o problemy, które nie są ich winą" - broni obcokrajowców Brytyjczyk.

Nastolatek mieszka w Shrewsbury, małym mieście, w którym nie ma zbyt wielu imigrantów. Stąd opinie, że Meldon tak naprawdę nie wie nic o problemach, jakie stwarzają obcokrajowcy w innych rejonach kraju. Jednak jego zdaniem negatywna opinia o osobach spoza Zjednoczonego Królestwa jest jedynie wynikiem braku wiedzy. Jak przyznał, po zamieszczeniu w sieci swojego filmiku otrzymał tysiące wiadomości od imigrantów, którzy ciężko pracują, mimo to są obiektem dyskryminacji, rasizmu i nienawiści. Dlatego dziękowali młodemu Brytyjczykowi, że nareszcie pojawił się ktoś, kto zabrał głos w ich imieniu.

UKIP kłamie

"W Wielkiej Brytanii panuje przekonanie, że w rządzie nikt nas nie reprezentuje. Dlatego wiele osób uważa UKIP za alternatywę, ale to nieprawda. To tacy samy politycy jak reszta" - mówi Meldon. Jego zdaniem błędny przekaz informacyjny i zmęczenie polityką powodują, że zwykli ludzie uderzają w tych najbardziej narażonych na atak, czyli w mniejszości, którym odmawia się prawa głosu.

19-latek przekonuje, że imigranci muszą walczyć o prawdę: "Wszyscy, którzy krytykują imigrantów, którzy twierdzą, że oni kradną pracę Brytyjczykom, nie mają na to żadnych dowodów" - podkreśla Meldon. Jak zapewnia, musi nastąpić zmiana w sposobie mówienia o obcokrajowcach na Wyspach. "Słowo imigrant tak często wypowiadamy w złym kontekście, że zaczyna ono tracić swoje ludzkie znaczenie. Imigrant to coś dziwnego, coś złego, coś, czego trzeba się bać. A przecież to są zwykli ludzie mający rodzinę, którzy nie znaleźli szczęścia we własnym kraju. Odważyli się i wyjechali, a to nie jest takie proste, jeśli nie masz pracy, nie mówisz dobrze po angielsku" - stwierdza Brytyjczyk.

Zdaniem studenta nauk politycznych propozycja zamknięcia granic dla osób z innych państw to czysty rasizm. "Dlaczego ja, jako Brytyjczyk, miałbym mieć więcej praw, aby tu żyć, niż Polak czy Niemiec. Urodziłem się tu, ale nie miałem na to wpływu. Dlatego inni też powinni takie prawo mieć" - przekonuje.

Laurie Meldon otrzymał tysiące pozytywnych głosów. Jednak nie obyło się bez pogróżek. "Grożono mi śmiercią i pobiciem. Dostałem też wiadomość o treści R.I.P. [rest in peace - niech spoczywa w pokoju - przyp. red.]" - mówi Meldon. Młody chłopak nie martwi się tym i nadal zamierza otwarcie mówić o swoich poglądach. "Jeśli ktoś w ten sposób reaguje na logiczną wypowiedź, popartą statystykami, nie możesz się nim przejmować. Zawsze znajdą się osoby, które tak będą reagować". #Wyspy Brytyjskie #emigracje