Feminoteka opierając się na raporcie Hollback! Polska podaje, że aż 85% kobiet mogło się zetknąć z molestowaniem w przestrzeni publicznej. Jaka jest prawda? Tego do końca nie wiadomo, ponieważ wiele ofiar milczy. Problem sam w sobie jest bardzo poważny i nie powinien być bagatelizowany. Ale co kierowało twórcami, żeby go wyolbrzymić i narazić na śmieszność?

Molestowanie = molestowanie seksualne?

Na wstępie należy zaznaczyć, że definicja molestowania jest bardzo szeroka i obejmuje szereg zachowań, niekoniecznie na podłożu seksualnym. Jednak w społeczeństwie utarło się, że #molestowanie równa się molestowanie seksualne. I tego będę się trzymać w poniższym tekście.

Feminoteka chcąc zwrócić uwagę na problem wypuściła spot "Słowa też gwałcą". Po włączeniu filmu, przed jego właściwą treścią pojawia się ostrzeżenie "Uwaga! Wulgaryzmy". Widz nastawiony na coś mocnego przeżywa lekkie rozczarowanie, ponieważ samych wulgaryzmów wiele nie ma, a komentarze nawiązujące do molestowania są w mniejszości i pojawiają się dopiero w połowie. Spot jest skonstruowany w banalnie prosty sposób. Bohaterki cytują komentarze z jakimi spotyka się ich płeć. Film jest stopniowany, zaczyna się od zwykłych odzywek a kończy stwierdzeniami, jakie kobieta może usłyszeć w trakcie gwałtu. Całość zamykają słowa "A teraz wrócisz do domu i nikomu o tym nie powiesz". Sporo ze stwierdzeń jakie padają w spocie zaliczyłabym raczej do chamskich odzywek lub mocnych żartów, które można powiedzieć w bliskim gronie przyjaciół niż do molestowania. Dopiero w 44 sekundzie pojawia się coś wartego uwagi. "Jesteś moją żoną, to twój obowiązek", to słowa, które nie tylko uwłaczają godności kobiety, ale mają na celu jej uprzedmiotowienie. Przechodząc do sedna, czy przypadkiem pomysłodawcy spotu coś się w głowie nie pomyliło? Jak można do jednego worka wrzucać tekst "ile blondynek trzeba do wkręcenia żarówki" z "najchętniej sprawdziłbym cie na biurku"? I skąd się tam wzięło "Jesteś gruba"? Nijak ma się to do tematu powszechnie rozumianego molestowania. Takie zestawienie na moich ustach wywołuje raczej uśmiech politowania niż współczucie czy głębsze przemyślenia. Co gorsza właśnie przez to, spot stał się obiektem drwin. Rozumiem, że autor chciał pokazać jak najwięcej, w możliwie najkrótszym czasie. Jednak w tym wypadku zdecydowanie przesadził. Chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Zamiast materiału, który rusza wyobraźnie i zmusza do refleksji mamy... no właśnie, co mamy? Mamy niespełna dwuminutową, ciężkostrawną papkę, złożoną z wyrwanych z kontekstu zdań, wypowiadanych przez losowo wybrane kobiety. Wisienką na torcie jest to, że niemal wszystkie bohaterki silą się by brzmieć autentycznie, a są sztywne jak świeżo wykrochmalony kołnierzyk. Całą tą akcję można porównać do budowy autostrad w naszym pięknym kraju, cel szczytny, idea słuszna, ale wykonanie o kant tyłka rozbić.

Zobacz >>> Polka najlepszą studentką w Wielkiej Brytanii

Zobacz >>> Zamieszki po śmierci kibica