Każdy z nas obejrzał jakiś film o dzikim zachodzie. Czy w trakcie filmu zwróciliście uwagę na turlające się po planie filmowym suche krzaczki? To tumbleweed`y - rośliny bez korzeni, które toczą się w różne strony niesione wiatrem. Tumbleweed`y przypominają niektórych ludzi.

Cienka nić łącząca dziecko z historią jego rodziny

W historii ludzkości dziecko nie cieszyło się rangą najwyższego dobra społecznego. W czasach dawnych dziecku nie przypisywano nawet cech ludzkich, nie uważano go za "małego człowieka". #dzieci to były po prostu dzieci, nieco inny gatunek istoty żywej. Dorośli próbowali zarządzać populacją przez dokonywanie nieraz drastycznych egzekucji na dzieciach chorych, z wadami wrodzonymi lub o "niewłaściwej" płci. Wieki średnie obfitowały w plączące się po ulicach dzieci "niczyje". Nie wszyscy, bowiem odczuwali potrzebę zaopiekowania się dzieckiem zmarłych krewnych, dlatego większość sierot trafiała wprost na ulicę. Dla tych sierot zaczęto w końcu organizować "szpitale", pełniące poniekąd rolę dzisiejszych domów dziecka. Na topie było też podrzucanie dzieci niechcianych pod drzwi zamożniejszych obywateli - z nadzieją na dobre życie dla podrzutka. Matki starały się zostawić przy dziecku drobną rzecz, choćby medalik lub ręcznie haftowaną chusteczkę z inicjałami, która miała utrzymać mentalną więź dziecka z jego prawdziwą rodziną oraz mogła pełnić rolę swoistego drogowskazu w przyszłych poszukiwaniach matki i ojca.

Obecna sytuacja dzieci niechcianych

Problem dzieci niechcianych wcale nie zanika pomimo wielkiego postępu w rozwoju humanitaryzmu. Wciąż zdarzają się (wcale nierzadkie) przypadki porzucenia dziecka w warunkach niegwarantujących przeżycia. Nadal dzieci są uśmiercane, wyrzucane na śmietnik, pozostawiane w lasach lub na torach kolejowych czy w piwnicach. Jakąż trzeba być bestią, żeby własnemu dziecku zafundować tak okrutny los? Bo chyba owa "matka" lub "ojciec", którzy porzucają niemowlę w miejscu odosobnionym nie snują marzeń o dobrym życiu dla ich dziecka? Zdarza się, że porzucone dziecko ktoś odnajduje. Zdarza się też, że ustalani są sprawcy tego porzucenia i choć historia jest trudna do przyjęcia, obrzydliwa i dramatycznie ciężka to jednak daje dziecku szansę na poznanie swoich korzeni, na spotkanie z rodzicami, krewnymi i rodzeństwem.

Każda matka, która z tylko sobie znanych przyczyn nie chce wychować swojego dziecka, może je pozostawić na oddziale noworodkowym. Po sześciu tygodniach od porodu matka ma do załatwienia tylko jedną niewielką formalność w postaci podania zrzeczenia do protokołu sędziowskiego. W tym celu matka może się spotkać z dowolnym sędzią w dowolnym sądzie rodzinnym. W przypadku mężatek, wymagane jest wspólne oświadczenie obydwojga małżonków. Nikt nikomu nie robi z tego powodu żadnych przykrości, nie jest to czyn karalny ani zabroniony. Zrzeczenie daje natomiast duże prawdopodobieństwo adopcji dziecka we wczesnym dzieciństwie, wziąwszy pod uwagę kolejki rodzin oczekujących. Akt zrzeczenia pełni rolę podobną do roli owych drobnych przedmiotów pozostawianych przy podrzutkach. Jest śladem, po którym młody człowiek może dotrzeć do własnej rodzinnej historii.

Okna życia

W odpowiedzi na niehumanitarne sposoby pozbywania się niechcianych dzieci powstały okna życia. Najstarsze okno życia utworzono już w 1198 roku w Rzymie. W Polsce współczesnej pierwsze okno życia otwarto w 2006 r. w Krakowie, obecnie działa ich ponad 50 na terenie całego kraju. Sytuacja dzieci z okien życia z jednej strony jest dobra, ponieważ dziecko zawsze w porę znajduje pomoc i opiekę. Z drugiej jednak strony, sytuacja ta wcale nie jest godna pozazdroszczenia. Okna życia są tak anonimowe, że kompletnie nic nie łączy dziecka z matką i ojcem. Historia tego małego człowieka nie zaczyna się w najstarszych opowieściach o przodkach. Jego historia ma początek w dniu wyjęcia z okna życia. On się nie urodził, on się stał. Zmaterializował się i ukazał nie wiadomo skąd. Rodzice adopcyjni nigdy nie będą mogli towarzyszyć swojemu przybranemu synowi lub córce w poznawaniu jego (jej) korzeni, ponieważ ich dziecko po prostu tych korzeni nie ma. Jest tumblemanem wśród ludzi. Na całe życie. #rodzicielstwo