Współczesna londyńska polonia różnie sobie radzi w światowej metropolii. W zależności od wyznawanego światopoglądu, motywów wyjazdu z RP oraz poczucia własnej wartości polscy emigranci przyjmują różne strategie przetrwania. Duża część z nich poprzestaje na minimalistycznych wymaganiach, ograniczających się do sfery zarobkowej i socjalno-bytowej. Znalezienie dobrze płatnej pracy i taniego mieszkania w zupełności im wystarcza. Nie angażują się politycznie, nie biorą udziału w życiu społeczno-kulturalnym polonii, nie protestują przeciwko warunkom pracy czy traktowaniu ich przez pracodawców. Zarabiają, oszczędzają, wysyłają pieniądze do rodzin w kraju - są tanią siłą roboczą i taka rola im odpowiada. Taką postawą unikają konfliktów i kłopotów, co przedłuża ich szanse na utrzymanie pracy i pobytu w UK.

Ambicje bycia równoprawnym

Jest też grupa Polaków, rekrutująca się m.in. z najnowszej fali emigracyjnej, wykształconych, patriotycznych, świadomych praw, jakie daje członkostwo RP w UE. Mają oni większe ambicje, poczucie wartości, rozbudzone potrzeby kulturalne i społeczne. Oczekują równego traktowania, poszanowania polskiej tradycji i kultury. Nie są kosmopolityczną siłą roboczą, a wręcz przeciwnie - akcentują swą narodową tożsamość jako cenioną wartość. Co więcej, swój równoprawny status manifestują pełnym uczestnictwem w organizacyjnych i instytucjonalnych formach życia społecznego, w tym polonijnego. Mają ambicje bycia dobrymi, porządnymi obywatelami i pracownikami. Legalnie pracują i mieszkają, płacą podatki, zapisują się do brytyjskich związków zawodowych, biorą nawet udział w życiu politycznym, i to zarówno głosując w lokalnych wyborach samorządowych, jak i w nich nawet osobiście kandydując.

Czy warto być Polakiem na obczyźnie?

Osoby te nie są tam jednak zawsze szczególnie mile widziane, i to zarówno ze strony pracodawców, jak i wśród swoich - nieafiszujących się swym pochodzeniem, pragnących pozostać głównie, a nawet wyłącznie, najemną siłą roboczą. Przypadek pana Mariana Łukasika, wspomnianego w artykule "Komu służą związki zawodowe we współczesnej gospodarce?", pokazuje, że dążenia do bycia pełnoprawnym obywatelem i pracownikiem zamiast do akceptacji mogą wywoływać trudności. Od kilku lat aktywnie stara się on egzekwować równorzędność osiągniętego statusu, na jaki sobie zapracował. Zrozumienie zyskał w pewnych kręgach polonijnych. Nie zmienia przy tym swych poglądów, iż wszystkim uczciwym Polakom przysługują te same prawa co innym narodowościom. Spotykają go za to różne nieprzyjemne zdarzenia. Ostatnio dokonano hakerskiego ataku na jego prywatnego laptopa, co w efekcie doprowadziło do uszkodzeń sprzętu i systemu oraz wycieku danych osobowych. Sam zainteresowany łączy to zdarzenie z intensywną kampanią informacyjną, jaką prowadził od jakiegoś czasu w internecie. Na szczęście jeden z istotnych wątków jego sprawy, dotyczący kwestii zwrotu części kosztów, jakie poniósł na dochodzenie swych racji w sporze z pracodawcą na drodze prawnej, zostanie wkrótce rozpatrzony przez londyński sąd. Obecnie to nie pracodawca, ale związki zawodowe, które miały reprezentować wobec niego pana Mariana, są stroną pozwaną. Miejmy nadzieje, że rozstrzygnięcie przywróci panu Marianowi nadszarpniętą wiarę i zaufanie do nobliwego, brytyjskiego społeczeństwa i jego instytucji. #praca #Wyspy Brytyjskie #prawa człowieka