W nocy z piątku na sobotę w kopalni "Wujek" nastąpił silny wstrząs. Po ewakuacji górników okazało się, że dwóch nie wróciło na powierzchnię. Trwa akcja prowadzona przez ratowników.

Wstrząs został spowodowany przez odprężenie górotworu. W rejonie pracowało wówczas dwudziestu dwóch górników - dwudziestu powróciło na powierzchnię, gdy okazało się, że brak dwóch z nich, do akcji ruszyła ośmioosobowa ekipa ratownicza. Jak na razie nie udało się nawiązać kontaktu z zaginionymi, sieć telefoniczna została zerwana na skutek wstrząsu, co jeszcze bardziej utrudnia akcje. Teren, który należy przeszukać, jest spory - od wejścia do wyrobiska po ścianę to ok. 750 metrów. W momencie pisania tego tekstu ratownicy znajdują się na odległości ok. 200 metrów, ich działania utrudniają zawalone szyny stalowe, drewniane belki oraz inne elementy zapory przeciwpyłowej, które runęły. Dzięki tłoczeniu powietrza za pomocą wentylatorów, ratownicy mogą pracować swobodniej, nieobciążeni aparatami tlenowymi. Dodatkowo zainstalowano rurociąg ze sprężonym powietrzem, który tłoczy je w obszar za zaciśnięciem, dostarczając świeży tlen uwięzionym tam (prawdopodobnie) górnikom.

Śmierć czyha pod ziemią

W akcji ratowniczej bierze udział osiem ekip ratowniczych, każda liczy sobie pięć osób. Na jej efekty oczekują na miejscu żony zaginionych, którym towarzyszą psychologowie. Kopalnia "Wujek" w swojej historii pochłonęła wiele ofiar - w 2009 roku miał miejsce wybuch metanu, na skutek, którego śmierć poniosło 20 osób, a 35 zostało rannych. Prezydent Lech Kaczyński ogłosił wówczas dwudniową żałobę narodową (21-22 września). Miejmy nadzieję, że w tym przypadku żadna żałoba nie będzie potrzebna, zaś górnicy powrócą na powierzchnię o własnych siłach. Od momentu wstrząsu nie minęła nawet doba, więc jeżeli nie zostali ranni na skutek wstrząsu, jest duża szansa, że wyjdą z tego cało. Jednak nim ratownicy dotrą do końca wyrobiska, minie jeszcze wiele godzin wytężonej pracy ratowników, pozostaje więc tylko trzymać kciuki. #górnictwo #katastrofa