Od dłuższego czasu mieszka pan na Ibizie. Jej kultura jest bliższa pana sercu niż rodzinny Kraków?

Zdecydowanie. Mieszkam tam od 7 lat. Będąc jeszcze w Anglii kupiłem bilet w jedną stronę właśnie na Ibizę. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Do tej pory niezmiennie fascynuje mnie jej kultura, miejscowi traktują mnie tak, jakbym był stamtąd. Do Krakowa, Małopolski pozostaje oczywiście tęsknota, jednak sercem, ciałem i duchem pozostaję na Ibizie.

Co daje panu najwięcej bodźców, inspiracji? Ludzie czy miejsca?

Definitywnie ludzie. Ich energia to coś, co pobudza mnie do tworzenia. To, co dają mi z siebie jest niesamowite...

Ulubiona muza Daniela Jacoba Dali to...?

Paris Hilton. I nie będę tego ukrywał. (śmiech)

Polki i ich poczucie stylu.

...Mają go coraz więcej. Gdy wyjechałem z Polski miałem 17 lat. Dziś mam 32. Przez te kilkanaście lat zmieniło się w naszym kraju bardzo wiele. Polki dbają o swój wygląd, fryzurę, makijaż.

Odbiegają od Europejek w swobodzie, jeśli chodzi o zabawę modą, trendami?

Definitywnie tak. Polska diametralnie różni się pod tym względem od reszty Europy. Kobiety tu bardzo dbają o siebie - ubierają się elegancko, przywiązują sporą wagę do tego, co na siebie włożą.

Czyli my, Polki, mamy to wpojone, że jeżeli np. idziemy po zakupy, to już choćby nakładamy makijaż?

Tak. Wymalowane, ładnie ubrane... Nie w piżamie, jak to robią np. w Anglii.

Daniel Jacob Dali Fashion. Jak to się wszystko zaczęło?

Zaczęło się, gdy moja mama szyła w domu na maszynie. Jako dziecko stale ją podpatrywałem. Na wagary nie chodziłem, tak jak inni, do parku czy do kolegi - gdy mamy nie było, non stop oglądałem Fashion TV. W wyobraźni widziałem tam siebie na pokazach mody, jako projektanta. Jako tego, dla którego ludzie klaszczą. Od zawsze.

Pamięta pan pierwszy impuls, który dał początek kreowaniu własnej marki?

Oczywiście. Cztery lata temu przyjechałem do Polski z Ibizy. Pijąc kawę w Bunkrze Sztuki stwierdziłem, że natychmiast muszę znaleźć krawcową. Dałem w prasie ogłoszenie i ją znalazłem. Współpracujemy ze sobą do dzisiaj. Ostatnio w 35 dni uszyliśmy 24 stroje.

Co przeważało w pierwszej kolekcji?

Była całkowicie szalona. To były wszystkie moje nagromadzone przez lata pomysły. Te 16 czy 17 projektów pokazałem najpierw na Ibizie. Wzbudziły spore zainteresowanie, przyjechała nawet wtedy moskiewska telewizja.

A jak ewoluowały na przestrzeni lat kolejne kolekcje?

Były już tematyczne - kwiaty, zwierzęta, motywy roślinne. "Quatro”, którą pokazałem teraz w Krakowie, jest pierwszą kolekcją z materiałów jednokolorowych, inspirowaną moją podróżą do Rzymu.

Wspomniał pan o jednej krawcowej. Kto jeszcze pracuje nad pańską marką?

Łącznie jest to 5 osób - oprócz krawcowej mam 2 asystentki, jedną pomocnicę i marketingowca. Relacje między nami są typowo biznesowe.

Jak brzmiałaby esencja Daniel Jacob Dali Fashion w kilku słowach?

Wystrzałowość, kolory, kobiecość, seksualność, elegancja i nowoczesność.

Krakowscy przyjaciele pana wspierają, czy raczej patrzą pobłażliwie na pański biznes w branży mody?

Wspierają. Na pokazie kolekcji Quatro w krakowskim Celestacie zjawili się wszyscy. Było naprawdę typowo po krakowsku.

Plany na najbliższe miesiące. Nad czym pan obecnie pracuje?

Nad organizacją pokazu w Warszawie, który odbędzie się wiosną. Będzie się różnił od krakowskiego. Zaprezentuję swoje zupełnie inne oblicze. To będą projekty, których nigdzie jeszcze nie było, ani kolejnych takich nie będzie. Oczywiście serdecznie zapraszam.

Zakończmy rozmowę pytaniem w kontekście polskiej branży mody. Jak pan ocenia to środowisko w naszym kraju?

Na jego niekorzyść. Na szczęście dla siebie, mieszkam za granicą i mam styczność z tamtejszymi ludźmi z branży. To daje mi dużo wiedzy, inspiracji, a zarazem doświadczenia. Przed polską branżą mody widzę jednak przyszłość. Ludzie tu idą do przodu, ale ja jestem o krok dalej.

Rozmawiała Anna Żmuda

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #moda #społeczeństwo #wywiady