Restauracja o nazwie Obora? Na taki pomysł wpadł Waldek z partnerką Mariolą. Lokal mieści się bowiem w zabudowaniach gospodarczych pobliskiego pałacu. Właściciele, bez doświadczenia w gastronomii, szybko zauważyli, że prowadzenie restauracji to trudny biznes. Aby przyciągnąć klientów, wprowadzili tanie obiady po 14 złotych. To zachęciło robotników, którzy często korzystali z tej oferty. Ale te zabłocone buty… I w dodatku nie odnosili brudnych naczyń… Waldek liczył na „lepszych” klientów. Tak więc odpowiedź miała być jedna: „#kuchenne rewolucje” z Magdą Gessler.

Wybuchowy właściciel i problemy od wejścia…

Dlaczego nie ma klientów? Już kucharki zauważyły, że szef jest nieprzyjemny i wybuchowy, nie zawsze miły dla gości oraz nie pali się do pomocy. Kucharki samodzielnie muszą rozstawiać bardzo ciężkie krzesła i stoły przed budynkiem. „To jest bar, restauracja, a nie cyrk” – stwierdził Waldek, uznając, że nie będzie „klaunem”. Magda Gessler miała zatem twardy orzech do zgryzienia.

Już przy obsłudze Magdy Gessler pojawiły się problemy. Zamówiona zupa kalafiorowa, przyszła… pieczarkowa. A w międzyczasie flaki wołowe. „Ja chciałam kalafiorową, a mam flaki”#Magda Gessler była jednocześnie rozbawiona, jak i podenerwowana. Obsługujący ją Waldek był coraz bardziej nieprzyjemny. „A co do picia może dla mnie?” – zagadnęła. „A co pani sobie życzy?” „No tak ogólnie już chyba nic, jak pan jeszcze raz powie takim tonem, to stąd wyjdę” – prowadząca zaczęła tracić nadzieję. W końcu dotarła kalafiorowa „robiona wczoraj”. „Ohydna” – krótka diagnoza. Flaki też nie zdały egzaminu. Gwiazdą miały być pierogi, ale okazało się, że mięso ma smak… wody. „Jak można szynkę gotować w wodzie? Ja pie.dolę” – Magda Gessler była coraz bardziej załamana. „Ja pie.dolę, ja też pie.dolę” – reakcja Marioli na stronie. „My też” – dodał głośniej Waldek.

Demolka i pracodawca do psychiatry?

Kolejny dzień upłynął pod znakiem poznawania Obory od środka. Mimo tak wielu edycji „Kuchennych rewolucji” właściciele wciąż nie nauczyli się, że trzeba dokładnie sprzątać w lokalu. Magda Gessler zrobiła też porządki za barem, gdzie kryło się morze bibelotów. Realia pracy zespołowej również nie były przyjemne. Niskie zarobki, krzyki, arogancja i pogarda. „Nie jesteś człowiekiem, który buduje zespół. Jesteś człowiekiem, który publicznie rozwala zespół. Rządzisz, krzyczysz, one są zmaltretowane. […] Pracodawca, który krzyczy, nie ma racji. Powinien iść do psychiatry albo psychologa” – prowadząca próbowała uświadomić Waldka, że coś robi nie tak.

Okazało się też, że Mariola, partnerka Waldka, jest niemal niewolnicą – bez pensji, własnych pieniędzy i ZUS-u. „O nią trzeba zadbać, skoro panu, k.rwa, robi tę knajpę!” – Magda Gessler wyraźnie wychodziła z siebie. Postawiła warunek – bez unormowanego stosunku pracy kolacji nie będzie. W międzyczasie zrodził się pomysł na lokal w nowej odsłonie – pod nazwą Zajezdnia. W końcu krnąbrny Waldek był kiedyś tramwajarzem.

Im dalej, tym tylko gorzej. Niewinna zabawa miała lekko rozruszać Waldka i sprawić, by nabrał dystansu. Skończyło się krzykami oraz groźbami o zamknięcie lokalu. Magda Gessler postawiła warunek – 50% lokalu dla Marioli i dopiero będzie rewolucja. Kłótnia przeniosła się do domu, a kolejnego dnia Mariola się nie pojawiła. Waldek nie godził się na 50% dla niej, tylko… 45%. W końcu interwencja Magdy Gessler pomogła – plan udało się zrealizować.

Zajezdnia ruszyła do boju

Po rodzinnych dramatach i krzykach udało się wpędzić w ruch machinę „Kuchennych rewolucji”. W nowym lokalu Zajezdnia pojawiła się długa lada chłodnicza do produktów garmażeryjnych. Do tego proste menu z polskimi daniami: głównie kotlety schabowe i mielone oraz codziennie trzy zupy. Jedną z gwiazd – aromatyczny krupnik. Kolejna – schab po warszawsku, w galarecie.

Kolacja bardzo udana, powrót i inspekcja – trochę mniej, ale Magda Gessler uznała rewolucję, mimo drobnych potknięć. W kontekście trudnej metamorfozy nie były aż tak istotne. #gotowanie