TVN wyemitował pierwszy odcinek dwunastego już sezonu „Kuchennych rewolucji”. Czasy świetności gdańskiej restauracji Czardasz to okres PRL. Z poprzedniej epoki zachowały się liczne wpisy zachwyconych gości. Lokal zyskał też order za popularyzację kultury węgierskiej. Ale w ostatnich latach nie było już tak wesoło. Menu straciło swój węgierski charakter, o daniach bratanków nie miała też większego pojęcia szefowa kuchni. Obecni właściciele, Wanda i Andrzej, nie radzą sobie najlepiej, w dodatku często dochodzi między nimi do konfliktów. Ostatnia deska ratunku? Tylko Magda Gessler.

Kiczowato i mało węgiersko

Magda Gessler nie była zachwycona ani wystrojem, ani menu, któremu daleko było do kuchni węgierskiej – i tatar wołowy, i caprese… Gdy złożyła zamówienie, w restauracji zrobiło się nerwowo. Czas mijał, a jedzenia nie było widać. W końcu rosół: „Tragedia nie rosół, dramat!” – krótko podsumowała. Słabo wypadł też bogracz. W międzyczasie okazało się, że choć w menu jest informacja o używaniu specyficznych przypraw, to w kuchni nikt ich nie widział. „Piszecie nieprawdę! To jest oszukiwanie gości, że używacie prawdziwych ziół węgierskich” – krytykowała Magda Gessler. Długo też musiała czekać na ostatnie danie. „Aaa, nudy!!!” – w końcu nie wytrzymała. A gdy już dotarło… „Ja pie*dolę” – tyle można było usłyszeć o placku po węgiersku. „Ale ohydne!”

Krótka konfrontacja z szefową kuchni pozwoliła się dowiedzieć, że brakuje pojęcia o daniach węgierskich. A nie powinno się uczyć jej założeń na gościach – podsumowała restauratorka.

Na drugi dzień inspekcja pomieszczeń kuchennych, która również wypadła blado. „Takiego syfu już dawno nie widziałam” – mówiła prowadząca. „W kuchni takiego pie*dolnika być nie może!” Właściciel zaś stwierdził, że to nie są brudne rzeczy, tylko… stare.

Właścicielka Wanda miała zaś problem z tym, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Skończyło się łzami i małą ucieczką. „Ja jestem od tego, żeby pomóc, ale pani mi musi zacząć mówić prawdę” – Magda Gessler próbowała załagodzić sytuację. „Ja nie dam rady psychicznie. Jestem słaba po prostu” – odpowiedź Wandy, ze łzami w oczach. W tle dramat małżeński… Andrzej oskarżał Wandę o to, że chce rozbić związek.

Rewolucja jednak ruszyła!

Mimo problemów rewolucja ruszyła pełną parą. W menu zakrólowały dania kuchni węgierskiej, a wystrój zyskał madziarskie kolory – czerwień, zieleń, biel i czerń. Na degustację trafił węgierski deser naleśnikowy. Również szefowa kuchni świetnie sobie radziła podczas gotowania i szybko się uczyła. W końcu pojawili się goście.

Jako czekadełko intensywnie paprykowy węgierski smalec i czerwone wino. Później rosół cielęcy z kluskami kładzionymi z kaszy manny, bogracz i wreszcie pierś z kaczki z morelą i marmoladą z czerwonej papryki. Goście byli zachwyceni takim menu.

Cztery tygodnie później…

Po powrocie na Magdę Gessler czekała restauracja pełna gości. Dania zdecydowanie się obroniły – świetny smalec, rosół, bogracz i oczywiście pierś z kaczki. „Tak dobrej węgierskiej kuchni nigdzie nie ma” – podsumowała prowadząca. Jednym słowem: sukces. #gotowanie #kuchenne rewolucje