Kampanię Fundacji Mamy i Taty na temat opóźnionego macierzyństwa oraz zagrożeń związanych ze stosowaniem antykoncepcji hormonalnej można już określić ogólnokrajowym fenomenem. Trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatnio zaledwie półminutowy spot poniósł ciśnienie tak dużej grupie kobiet w tak krótkim czasie. W sieci zaczęły nawet pojawiać się memy w prześmiewczy i ironizujący sposób nawiązujące do całej akcji. Prócz rozwścieczonych internautów, głos w sprawie zabrały też nasze rodzime celebrytki.

Szum dezinformacyjny

Justyna Steczkowska, wypowiadając się w programie "Druga Kawa", była przekonana, że kampania Fundacji Mamy i Taty jest spotem wypuszczonym przez... polski rząd! Zachęcała więc polityków, by zajęli się tworzeniem skuteczniejszej polityki prorodzinnej niż wydawaniem pieniędzy publicznych na nieudane akcje społeczne. Agnieszka Szulim, prócz ostrych słów krytyki, chętnie dała fundacji kilka przydatnych rad. Na jej Facebooku przeczytamy, że najlepiej jakby fundusze oddać na potrzebujące dzieci, a nie wywalać na tak żałosne, oderwane od realiów akcje. Fundacja w rzeczywistości zajmuje się głównie kampaniami społecznymi, nie zaś działalnością charytatywną na rzecz potrzebujących.

Czuły punkt

Wydaje się jednak, że niektóre celebrytki kampania dotknęła. Przyznała się do tego Joanna Horodyńska. W wywiadzie dla PudelekTV potwierdziła: "Sama walczę o to, żeby mieć teraz dziecko. Można mnie zaliczyć do tej grupy, że nie, że kariera, że się spóźniłam, a może przez wiele lat próbowałam? Zabolała mnie ta kampania". Innego zdania jest Paulina Młynarska, naczelna feministka show-biznesu. Uważa ona, że kampania jest nietrafiona ponieważ skierowana jest do wąskiego grona odbiorców, tak zwanych "cholernych suk z wielkich miast", które stać na aborcję i antykoncepcję. Skrytykowała również to, że w spotach pokazana jest tylko matka, tymczasem #rodzicielstwo także dotyczy mężczyzn. Karolina Korwin-Piotrowska nazwała jedynie twórców kampanii "debilami".

Niesmak pozostał

U większości celebrytek kampania budzi po prostu niesmak. Prócz wielu słów buntu czy krytyki można też znaleźć wypowiedzi, w których poruszona jest kwestia tych kobiet, które po prostu nie mogą mieć dzieci, a takie spoty mogą przyczynić się do ich stygmatyzacji przez społeczeństwo. Ten problem poruszyła w jednym z wywiadów Odeta Moro, była żona Michała Figurskiego. Pojawiło się też kilka głosów tych kobiet, które bywają się na salonach, pracują zawodowo, są spełnione, a do tego zdążyły zostać... mamami. Wśród nich jest Agata Młynarska, która wychowała czwórkę dzieci i Zosia Ślotała, która niebawem zostanie mamą po raz pierwszy. Obydwie są zdania, że kampania jest nietrafiona, ponieważ karierę i macierzyństwo można ze sobą pogodzić.

To ja zadecyduję!

Edyta Herbuś komentując spot podkreślała wielokrotnie, że jest kobietą wolną, która spełnia swoje pragnienia i nie podporządkowuje się innym. To ja zdecyduję, który moment będzie właściwy na macierzyństwo! - wyraźnie zadeklarowała. Natalia Siwiec również stwierdziła, że czuje się naciskana przez tę kampanię  czuje, że ona musi mieć dziecko. "Chciałabym, żeby to był mój wybór" - dodaje. Natura rządzi się jednak własnymi prawami i to ona dyktuje tutaj warunki, bo pomimo wielu prób naukowcom wciąż nie udało zatrzymać się tykania kobiecego zegara biologicznego.

Źródło: pudelekTV, facebook.pl, afterparty.pl #celebryci