Z jednej strony wrażliwy i młody mimo wieku, z drugiej mający etykietę skandalisty. Choć jego muzyka zbiera w ostatnich latach wiele pochwał, sam mówi: "Piszcie o mnie źle!". Dlaczego? W rozmowie Maciej Maleńczuk opowiada o swoich muzycznych planach, o tym, co doprowadza go do obłędu i zdradza dlaczego zamiast Krakowa wybiera wieś.

Adrianna Kuśmierek: "Szlag go trafia, gdy czyta złe recenzje swoich płyt" - czytamy w jednym z wywiadów z Panem. Zdawałoby się, że nie zabiega Pan o to, by o Panu i Pana muzyce mówiono wyłącznie pochlebnie.

Maciej Maleńczuk: Już dawno nie czytałem złej recenzji. Szag mnie trafiał, to prawda, ale szybko zauważyłem jedną prawidłowość: im gorsza recenzja, tym lepsza sprzedaż. Moja płyta Psychocountry zebrała świetne recenzje, a sprzedała się dość słabo. Jak się okazuje nie jest to też zależne od wartości merytorycznej, która w przypadku wspomnianej płyty była bardzo duża. Wracając do pytania... Cofam te słowa, piszcie o mnie źle!

AK: "Rock'n'roll to umiejętność mówienia nie. Symbol asertywności, symbol tego, że nie będę żył jak inni". Czy chodzi wyłącznie o to, by nie żyć jak inni?


MM: To zależy komu. Jeśli podoba Ci się życie Twojego otoczenia, żyj jak ono. Mnie się nigdy nie podobało.

AK: W jakim miejscu jest Pan jako artysta? Jakie ma Pan plany na najbliższe miesiące, lata?

MM: Moim celem jest jazz. Chcę pokazać ludziom jazz XXI wieku [śmiech]. Dla mnie jest to muzyka swobodna, wyzwolona, z niewielkim naciskiem na formę, a ogromnym na treść. Duża improwizacja. Dawniej my, artyści, mieliśmy do wykorzystania bęben, kontrabas, saksofon i słabo wzmocnioną gitarę. Teraz mamy do dyspozycji wszystko to, o czym zamarzymy. Takie czasy. Mając nieograniczone możliwości powinniśmy prezentować znacznie więcej, niż prezentujemy. Współczesny polski rynek muzyczny zdaje się tego nie widzieć.

AK: Nazwał się Pan swego czasu "Chrystusem polskiego rock'n'rolla". Tego polski rock'n'roll potrzebuje?

MM: [śmiech] Świat potrzebuje Chrystusa? Ludzie... Psychiatry raczej!

AK: Jaka w tym Pana rola?

MM: Żadna. W sumie ani ja, ani rock'n'roll nie mamy tu nic do rzeczy. Powiedziałem tak, ale to było... Powiedziałbym dawno i nieprawda. Dziś za dużo mamy tego "Chrystusa" gdziekolwiek spojrzymy. Ja się z tego wypisuję.

AK: "Dla mnie możliwość pisania własnych piosenek i ekspresjonowania swojej osobowości jest ostatnią deską ratunku przed popadnięciem w obłęd". Co doprowadza Pana do tego obłędu?

MM: Ten kraj popada w obłęd, masowo, wiele razy w roku. Trzech Króli, 1. maja, 3. maja, rocznice kwietniowe, listopadowe. Długo tak można wymieniać. Na szczęście zawsze następnego dnia wszystko wraca do normy - istne szaleństwo, a później żyjemy tak, jakby tego w ogóle nie było. To dopiero obłęd. Szaleństwo w kontekście Polski - można by się na tym doktoryzować.

AK: Stwierdził Pan kiedyś, że etykieta skandalisty zaczęła Pana uwierać i przesłoniła Pana osobowość. Jaki jest zatem Maciek Maleńczuk bez tej etykiety, bez pancerzyka?

MM: Jest inteligentny, zdolny, młody mimo wieku. Moje życie niedawno weszło na nowe, tym razem proste tory. Mój umysł funkcjonuje zupełnie inaczej. Wszystko działa sprawnie, napisanie 20 tekstów na płytę zajmuje mi dwa miesiące. Czuję, że muzycznie mogę teraz wszystko.

AK: Największe sukcesy w Pana karierze, błędy, których drugi raz by Pan nie popełnił?

MM: Jeśli chodzi o moje błędy to są one raczej poza show-biznesem. Z wszystkiego tego, co dotyczy stricte muzycznej kariery jestem dumny. Wiele rzeczy mógłbym pewnie zrobić inaczej, ale intuicyjne wybory doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. To miejsce bardzo mi odpowiada. Chyba właśnie o to chodzi, prawda?

AK: Czy da się tę karierę oddzielić od życia osobistego?

MM: Uwierz mi, że nie. Każdy kto myśli, że jest inaczej, myśli naiwnie. Można tylko próbować, jak sądzę nieskutecznie.

AK: Gdyby miał Pan wybierać między kameralnym światem, a obecną dużą karierą muzyczną, wybrałby Pan...

MM: Ta kariera nie jest wcale taka duża, jak i cały polski show-biznes. Jesteśmy stosunkowo mało ważnym krajem. Być może jestem królem, ale królestwo jest niewielkie. Obecnie mieszkam na wsi, wolę żyć tam, bo w mieście sytuacja jest chora. Wychodzę na ulicę, widzę cyrk. Wracam na wieś i wszystko staje się prostsze.

Wywiad przeprowadziła: Adrianna Kuśmierek
#Plotki #religia