Konkurs Eurowizji to nie tylko muzyka i specyficzna rywalizacja pomiędzy europejskimi krajami. To także wielkie show, przyciągające co roku przed telewizory miliony widzów z całego kontynentu. W tym roku eurowizyjna gorączka dotarła nawet na Antypody. Za sprawą rozszerzenia konkursu o Australię, także widzowie tego odległego kontynentu mogli na żywo obserwować muzyczne zmagania.

Tradycją tej telewizyjnej produkcji jest łączenie się na żywo z przedstawicielami jury poszczególnych krajów i przekazywanie swoich werdyktów do eurowizyjnej centrali. Jest to stały element show, budzący czasem nie mniejsze emocje niż same występy muzycznych reprezentantów. Choć wejście antenowe trwa zaledwie kilka sekund, to dla stacji zrzeszonych w Europejskiej Unii Nadawców jest to okazja do jak najlepszego zaprezentowania siebie. Polska nie wykorzystała nawet tej możliwości. Oprócz słabo ocenionego występu naszej reprezentantki Moniki Kuszyńskiej, dla polskich widzów był to tego wieczoru kolejny powód do sporego wstydu. Punktację przyznaną przez Polskę zaprezentowała bowiem na eurowizyjnej antenie niejaka Ola Ciupa, znana bliżej jako "Słowianka od Donatana". Ta hojnie obdarzona, blond modelka rozpoznawalność zyskała dzięki występie w klipie do piosenki"My Słowianie", duetu Donatan i Cleo. Później pojawiły się okładki w magazynach dla panów oraz udział w polsatowskim show "Celebrity Splash", gdzie modelka na oczach widzów wykonywała akrobatyczne skoki do wody.

Blond-kompromitacja

W sobotni wieczór to właśnie Ola Ciupa była "twarzą"polskiego jury. Teoretycznie scena Eurowizji nie powinna być jej obca. Rok temu, wraz z innymi "Słowiankami" ubijała na niej masło podczas występu Donatana i Cleo. Niestety, na tym występie się nie skończyło. W tym roku miliony widzów w Europie i Australii zobaczyły jak polska "prezenterka" z kwiecistym wiankiem na głowie ledwo duka po angielsku. Ciupa, swoją łamaną angielszczyzną nie potrafiła prawidłowo odczytać kilku zdań z werdyktu polskiego jury. Podczas wejścia antenowego nie była też w stanie wejść w jakąkolwiek interakcję z prowadzącymi show i wymienić z nimi swobodnie nawet dwóch zdań kurtuazyjnego powitania.

Występ reprezentantki polskiego jury nie uszedł uwadze internautów. Razem z występem rosyjskiego przedstawiciela jury został uznany za największy obciach tegorocznego konkursu. W przypadku Rosjanina, odwrotnie niż u Ciupy zawiodła zbytnia gadatliwość. Pozwolił on sobie na paździerzowy dowcip, który na koniec skwitował idiotycznym rechotem. Rosyjski juror najwyższą notę przyznał bowiem... reprezentantce Rosji. Eurowizyjna publiczność przyjęła ten żart z uśmiechem politowania, a prezenterkom konkursu trudno było było ukryć konsternację. Rosyjscy widzowie mogą się pocieszać tym, że ich reprezentantka wypadła w konkursie o niebo lepiej niż polska piosenkarka. Widocznie należy się przyzwyczaić, że Polska w tym konkursie nie ma szczęścia do swoich reprezentantów. Po sobotnim występie do ich grona należy dopisać także polskich przedstawicieli jury. #Eurowizja #Monika Kuszyńska