Wydawca portalu plotkarskiego "Pudelek", który podał fałszywą informację o śmierci aktorki Anny Przybylskiej miał zapłacić 300 tysięcy złotych rodzinie aktorki. Tak http sp. z o.o deklarowała pod naciskiem opinii publicznej w październiku zeszłego roku. Do dziś na konto rodziny nie wpłynęła ani złotówka.

Pudelek uśmiercił Annę Przybylską

Sprawa dotyczy sytuacji z 16 lipca zeszłego roku, kiedy to portal "Pudelek" opublikował niesprawdzoną informację o śmierci Anny Przybylskiej. Zanim informacja została wycofana przez wydawcę strony zdążyły powielić ją inne portale, a wśród nich serwis pomorska.pl. Aktorka przed swoją śmiercią postanowiła wytoczyć plotkarskiemu portalowi proces, w którym zażądała od firmy http sp. z o.o 300 tysięcy złotych. Mecenas Katarzyna Leder-Salgueiro, pełnomocniczka Przybylskiej, pozew uzasadniała stwierdzeniem, że Pudelek naruszył "podstawowe i nadrzędne prawo do poszanowania życia prywatnego", a materiał "godził w najbliższe osoby aktorki i dotykał najintymniejszych sfer jej życia, w trudnym czasie, gdy walczy z chorobą".

Portal nie czuł się winny

Wydawca serwisu plotkarskiego odrzucił oskarżenia wystosowane przez Annę Przybylską, twierdząc, że "Nie może być mowy o jakimkolwiek naruszeniu dóbr osobistych osoby publicznej na skutek publikacji o jej śmierci spowodowanej określoną chorobą. Nie może być też mowy o naruszeniu prywatności, albowiem tego typu informacje należą do sfery publicznej" - napisał pełnomocnik Pudelka, radca prawny Łukasz Rdzeń. Odpowiedź na zarzuty wysłał radca wysłał już po śmierci aktorki. W oświadczeniu użyto również argumentu, że informacja została szybko zdjęta i zostały opublikowane przeprosiny, "więc szkoda została naprawiona". Po reakcji opinii publicznej i informacji w mediach o stanowisku Pudelka wydawca zadeklarował jednak wypłatę odszkodowania: "Jako pełnomocnik wydawcy serwisu Pudelek, oświadczam, iż zadośćuczynimy roszczeniom Pani Anny Przybylskiej w pełnej wysokości. W imieniu wydawcy serwisu Pudelek pragnę raz jeszcze wyrazić głębokie ubolewanie z powodu publikacji w serwisie Pudelek, w dniu 16 lipca, nieprawdziwej informacji, której skutki boleśnie dotknęły Panią Annę Przybylską i Jej Najbliższych" - napisał w październiku 2014 roku w rozesłanym oświadczeniu pełnomocnik Łukasz Rdzeń.

Na obietnicy się skończyło

Pomimo, że od wystosowania oświadczenia, w którym wydawca serwisu Pudelek.pl obiecuje wypłatę odszkodowania, to do wtorku, 14 kwietnia tego roku na konto rodziny Anny Przybylskiej od wydawcy serwisu nie wpłynęła ani złotówka. O sprawie we wtorek wieczorem poinformował na swoim Facebooku mecenas Roman Giertych, który zajmuje się sprawą. " Zwróciliśmy się, więc do wydawcy, aby oświadczenie o uznaniu powództwa przedstawił do sądu. Do dnia dzisiejszego tak się nie stało. Jutro natomiast rozpoczyna się proces, gdzie w miejsce matki wstąpiły Jej dzieci. Wydaje mi się, że jeżeli można gdzieś podać przykład działania haniebnego to właśnie w takim zachowaniu portalu Pudelek" - napisał mecenas Roman Giertych. "Informację podaję publicznie, bo nie wierzę już w dobre intencje wydawcy tego portalu i liczę, że przynajmniej zostaną ponownie napiętnowani za swoją postawę." - dodał.

Wydawca portalu plotkarskiego albo miał dobre intencje i faktycznie chciał wypłacić to odszkodowanie, ruszony sumieniem, albo była to próba pokazania sztucznej skruchy i myślenie, że jakoś to będzie, może zapomną. Jednak jak wszyscy wiemy, mecenas Roman Giertych jak czegoś się podejmuje to nie odpuści. Ta sytuacja pokazuje niestety, że nie wszyscy maja zamiar płacić za swoje błędy, nawet tak haniebne. #Plotki #Anna Przybylska