"#Kamil Durczok winny molestowania! Jedna z ofiar ujawnia seks-taśmę" - taki krzykliwy tytuł ma kolejny wirus na Facebooku. Użytkownicy popularnej społecznościówki znowu dają się nabrać na chwytliwy tytuł i klikają w niesamowite doniesienia fejkowych portali. Tym razem facebookowicze zachęcani są rzekomym ujawnieniem seks-taśmy Kamila Durczoka.

Laura P. ujawnia seks-taśmę Kamila Durczoka

W krótkiej zajawce materiału pojawia się taka oto informacja: "Laura P. podająca się za ofiarę molestowania Kamila Durczoka odważyła się w końcu przemówić i- jak ona sama to..." - aby przeczytać więcej, należy już kliknąć w okno nieprawdziwego newsa. Kim jest Laura P. oczywiście się nie dowiemy, bo osoby takiej najpewniej nie ma. Ważne jest, że użytkownik Facebooka - zaciekawiony - kliknie. Początkowo wygląda prawie tak tajemniczo, jak tajemnicza była swojego czasu Anastazja P. Tym razem jednak chodzi o nabranie facebookowicza na kolejny fałszywy temat. Co ciekawe, podejrzliwości użytkowników nie budzi nawet wyjątkowo stare zdjęcie dziennikarza, wykorzystane w "materiale".

Scenariusz tego wirusa jest taki sam, jak w przypadku afery z obowiązkowym poborem do wojska czy też ujawnieniem dowodów na to, iż katastrofa polskiego samolotu w Smoleńsku była zamachem. Wszystkich ostrzegamy przed klikaniem w informację "Kamil Durczok winny molestowania" - w ten sposób przyczyniamy się jedynie do rozprzestrzeniania fałszywej informacji i spamowania Facebooka.

Jak media wykorzystują Durczoka

Tak zwana "afera z twarzą Durczoka" przez dwa tygodnie stanowiła wdzięczny temat do wykorzystania przez wszystkich zarabiających pisaniem ludzi. Żadna strona tytułowa nie mogła się obejść bez zdjęcia dziennikarza, którego nazwisko odmieniano w zamieszczonym pod nim artykule przez wszystkie możliwe w języku polskim przypadki. Na platformie Blasting News także znalazło się co najmniej kilka tekstów, poświęconych temu lubianemu przez czytelników tematowi. Pisząca również dołożyła tutaj swoje trzy grosze, zastanawiając się, ile prawdy w zakresie łamania praw pracowniczych przez duże firmy odkryje podczas prowadzonej kontroli PIP, który w związku z ujawnionymi nieprawidłowościami miał wkroczyć do TVN-u oraz powątpiewając, czy jakiekolwiek niedociągnięcia w tym zakresie w ogóle zostaną wykryte.

Co się naprawdę liczy - chwytliwy tytuł czy ciekawa i podana dobrym językiem treść?

Zastanawiające jest to, dlaczego tylu ludzi chce o tym czytać? Czy w naturze Polaka tkwi coś takiego, co każe mu wchodzić w butach w cudze życie i cieszyć się nagannym zachowaniem osoby będącej do niedawna na świeczniku, co więcej: wydawać na nią wyrok, jeszcze zanim sprawa została zbadana. Czy jesteśmy narodem zakompleksionych jednostek, które - czytając o różnego rodzaju aferach obyczajowych - dowartościowują swoje ego, w wyniku czego czujemy się lepsi, mądrzejsi, bardziej uczciwi itp.?

Co skłania potencjalnego czytelnika do zwiększania liczby odsłon takiego czy innego tekstu? Jak to się dzieje, że niektóre naprawdę wartościowe artykuły mają skromną liczbę odsłon, a czytają się dobrze nie zawsze te najlepsze? Czy to odpowiednio sformułowany tytuł każe potencjalnemu czytelnikowi dokonać odsłony, czy też jego ciekawość wynikająca z zapotrzebowania na sensację, która ubarwia szare życie?

Twórcy wirusów internetowych, z których jeden stał się punktem wyjścia do powyższych pytań, w większości retorycznych, też umiejętnie wykorzystują ciekawość lub obawy internautów. Nie trzeba być wielkim znawcą ludzkiej psychiki, żeby ustalić, dlaczego mnożą się one w zadziwiającym tempie.

>>> Zobacz: Kiedy rodzi księżna Kate? 
#Plotki