Przeglądając dzisiejszą "papierową" prasę, zelektryzowała mnie wiadomość, że Carmen Jorda podpisała kontrakt z Lotusem Renault i będzie po Susie Wolff z Williamsa drugą kobietą w Formule 1. Mam już tyle lat, że pewne rzeczy pamiętam, a prasie kolorowej nie wierzę, więc jest mi łatwiej.

Przypomniałem sobie, że inna Hiszpanka, Maria de Villota, po wielu latach startów w różnych kategoriach wyścigów trafiła do WTCC, a stąd na testy do Formuły 1 w barwach Lotus Renault. Na torze Paul Ricard przejechała 300 kilometrów, wymagane do licencji F1. W marcu 2012 roku została kierowcą Marussia F 1 Team, niestety kilka miesięcy później, w czasie testów, uległa poważnemu wypadkowi. Rok później zmarła.

Przypomniałem sobie, że Susie Wolff (jeszcze jako Susie Stoddart), od roku 2006 ścigała się i zdobywała doświadczenie w niemieckiej serii wyścigów DTM, a w roku 2010 zdobyła w niej pierwsze punkty. Musiało to zrobić duże wrażenie na szefie działu sportowego Mercedesa Toto Wolffie, gdyż już po roku byli małżeństwem. W roku 2014 na torze Silverstone, w barwach Williamsa, Susie zakończyła trening, rozbijając bolid F1 na pierwszym zakręcie, pamiętam to bardzo dobrze, gdyż moja żona tego samego dnia, nową Yariską, pod domem zaparkowała na drzwiach auta naszego sąsiada. Tak zakończyła się kariera Susie w F1, zanim jeszcze się zaczęła.

Przypomniałem sobie, że Włoszka Giovanna Amati była najbliżej startu w wyścigu Grand Prix F1. W 1992 roku trzy razy startowała w kwalifikacjach do G.P. RPA, Meksyku i Brazylii, ale się nie zakwalifikowała. Podobnie jak Desire Wilson z RPA, która w 1980 roku na Brands Hatch nie przeszła kwalifikacji. Największym jednak zaskoczeniem było, gdy przypomniałem sobie historię Diviny Galicy, brytyjskiej alpejki, trzykrotnej olimpijki, wnuczki Polaka, który do Anglii wyemigrował w 1939 roku. Oprócz sukcesów na stoku próbowała zdobyć sławę w F1, skończyło się na kwalifikacjach do G.P. Brazylii i Argentyny w 1978 roku.

Przypomniałem sobie też, a może przede wszystkim, że pierwszą kobietą, która wystartowała w wyścigu F1 była Włoszka Maria Teresa de Filippis, która w barwach Maserati w G.P. Belgii zajęła 10 miejsce, a jej rodaczka Maria Grazia "Lella" Lombardi, adorowana przez Vittorio Zanona (kawowego potentata), który w 1975 roku sfinansował start bolidu March 751 w barwach "Lavazza", co zaowocowało zdobyciem pierwszych "kobiecych" punktów w Formule One (a dokładnie pół punktu za szóste miejsce w G.P. Hiszpanii, wyścigu przerwanego po wypadku, w którym zginęło czterech kibiców).

Wszystko, co sobie potrafiłem przypomnieć, spowodowało, że mój dystans do informacji przekazywanych przez prasę kolorową jeszcze się zwiększył. Tym bardziej, że po pierwszym zaskoczeniu doczytałem, że Carmen nie będzie jeździła bolidem F1 po torze, a tylko na symulatorze.

W ten sposób zdałem sobie sprawę, że w roku gdy padł Mur Berliński, a w jednym z podberlińskich budowlanych megasamów (których u nas jeszcze wtedy nie było), można było oglądać kolekcję bolidów F1 i za ówczesne 5DM przejechać się w symulatorze po G.P. Niemiec na Hockenheim, zostałem - jak Carmen Jorda - kierowcą Formuły 1. #Plotki #Moto GP