Na przestrzeni lat do życiorysu Angeliny Jolie dopisywano kolejne rzeczowniki: Jolie córka aktora Jona Voighta, Jolie modelka, aktorka, reżyser, najpiękniejsza kobieta na świecie w rankingu "People", żona Brada Pitta, matka... W 2013 roku, po tym jak Angelina Jolie poinformowała świat o dokonaniu podwójnej mastektomii, zobaczyliśmy w niej po prostu człowieka. Nieosiągalna piękność z Hollywood, bogini współczesnych czasów, tak jak każdy z nas musi walczyć ze słabościami.

Rak zapisany w genach

Tak piękna kobieta w swoim kodzie genetycznym ma zapisaną skłonność do choroby nowotworowej. Angelina Jolie jest nosicielką zmutowanego genu BRCA1. Badanie krwi wykazało, że prawdopodobieństwo wystąpienia raka piersi u Angeliny wynosi 87 procent, a jajników do 50 proc. Na chorobę nowotworową zmarły jej babka, matka i ciotka. W obliczu tak wysokiego ryzyka Angelina Jolie podejmuje decyzję o usunięciu piersi, o czym informuje na łamach poważnego dziennika - "New York Times" - w 2013 roku. Niestety w dwa lata później sytuacja się powtarza. Tym razem wyniki badań wykazały, że wzrosło ryzyko raka jajników i jajowodów. Po wielu medycznych konsultacjach Angelina Jolie zdecydowała się na adneksektomię - operację usunięcia jajników. Skutkiem ubocznym zabiegu jest - w przypadku 39-letniej aktorki - przedwczesna menopauza.

Angelina Jolie daje przykład, jak walczyć z nowotworem

Można dyskutować o tym, czy usunięcie przez Angelinę Jolie piersi, a następnie jajników było właściwym rozwiązaniem. Można krytykować jej decyzję, uznając ją za paniczną obawę przed śmiercią. Można ją wykpić, bo kto nam zabroni. W końcu Angelinę Jolie znają wszyscy i wszyscy mogą dorzucić swoje trzy grosze na temat znanej aktorki, uciekającej przed groźbą śmiertelnej choroby. Wobec tych wszystkich "można" nikt nie może odebrać Angelinie Jolie jej heroicznej postawy wobec zagrożenia. Jak czuje się kobieta, która usunęła piersi, a potem jajniki, pozbawiając się fizycznych atrybutów kobiecości? Za odpowiedź posłużą słowa Angeliny wypowiedziane na łamach "New York Times":

"Nadal czuję się kobieco i jestem pewna swojej decyzji, którą podjęłam dla siebie i swojej rodziny (...) jestem spokojna, bez względu na to, co się wydarzy. I nie dlatego, że jestem silna, ale dlatego, że jest to część życia. Nie należy się tego bać".

W całej tej historii pocieszający jest sam fakt rozmowy o problemie. Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepszą metodą leczenia jest zapobieganie chorobie. Być może przypadek Angeliny Jolie, która usunęła piersi i jajniki, stanie się dla kobiet impulsem do częstszych wizyt kontrolnych. Im bardziej jesteśmy świadomi zagrożeń, tym łatwiej nam jest ich uniknąć.

Źródło: nytimes.com, polityka.pl #Plotki