#Kamil Durczok, który został opisany przez tygodnik 'Wprost' jako delikatnie mówiąc babiarz i prawdopodobny narkoman nie jest już pracownikiem stacji. To efekt pracy speckomisji ds. afery Durczoka, która – jak wynika z komunikatu TVN – ustaliła, że „trzy osoby zostały narażone na niepożądane zachowania. Jako zadośćuczynienie TVN SA zaoferuje tym osobom kwoty do wysokości 6-krotności ich miesięcznego wynagrodzenia". Dalej komisja zapewnia, że odejście Durczoka odbędzie się za porozumieniem stron a pracownicy „zostaną zapoznani z wytycznymi, jak należy reagować w przypadku, który może okazać się niepożądanym zachowaniem". Durczok zaprzeczył, jakoby miał molestować kobiety. Ale nie wykluczył, że jego sposób bycia jako szefa mógł być postrzegany, jako trudny.

Raport komisji trafił na biurko Markusa Tellenbacha, prezesa zarządu TVN który wątpliwości nie miał co do dalszych losów kontrowersyjnego dziennikarza. Tellenbach testuje właśnie nowy sposób TVN radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi w organizacji. Frontalny atak na Durczoka zaszkodził wizerunkowi stacji i tak mocno nadszarpniętemu przez kilkuletnią akcję blogerów i dziennikarzy nieprzychylnych stacji, której efektem było ponad 700 niepochlebnych artykułów dotyczących TVN i jej pracowników, z czego połowa była doskonale pozycjonowana w internecie, oraz książka „Resortowe dzieci”, której bohaterami stali się znani dziennikarze i celebryci związani ze stacją.

Zarząd TVN pokazuje jednocześnie, że dla dobra spółki jest w stanie zrezygnować nawet z najbardziej popularnego prezentera, jeżeli tylko ten może niekorzystnie wpływać na wizerunek firmy.

Dziennikarze zadają sobie pytanie, czy następna będzie Monika Olejnik, autorka flagowego programu TVN „Kropka nad i”. Abstrahując od jej obecności w „Resortowych dzieciach” i skargach sładanych na nią przez zapraszanych do TVN gości, głównie z prawej strony sceny politycznej (m.in. o brak obiektywizmu i wyraźne sprzyjanie rządowi), dziennikarce przypisywany są również problemy z alkoholem, m.in. przez jej niefrasobliwe wrzucanie do serwisów społecznościowych zdjęć z imprez, w których brała udział i na których jest hmm... zmęczona. Monika Olejnik dała się również złapać na noszeniu kapelusza zaproszonego do studia transwestyty, co od tygodni wytykają jej internauci, podkreślając, że noszenie strojów gości jest w mediach nieprofesjonalne.

Nawet wyjątkowa popularność programu może nie okazać się pomocna, bowiem TVN już raz pozbył się równie rozpoznawalnego dziennikarza Tomasza Lisa (przed Durczokiem, również w „Faktach”), który żegnał się ze stacją tylko dlatego, że podpuszczony przez dziennikarzy i mile połechtany badaniami opinii publicznej, z których wynikało, że jego ówczesna popularność pozwoliłaby mu wygrać wybory prezydenckie, radośnie zadeklarował, że może i wystartuje. Niedługo później szukał nowej pracy. #molestowanie #afera taśmowa