Całkiem nieoczekiwanie (gdyż kto mógłby przypuszczać, że na szczycie celebryckich elit może dziać się coś niezwykłego?), zostaliśmy poczęstowani aferą(?) "Durczokgate". Informacje, które tygodnik Wprost przedstawia jako fakty, które stają się "suportem" kolejnego wydania tygodnika, już kilka dni później trochę bledną i wyglądają jak domniemania. Zwykłego czytelnika oczywiście omamiają słowa kluczowe: "Durczok, narkotyki, pornografia, seksualne gadżety". Tych słów, które nie mówią co wydarzyło się pomiędzy 16 stycznia (gdy "coś" się wydarzyć miało), a 13 lutego, gdy naczelny zażądał interwencji policji, głodnym sensacji czytelników, nie brakuje. A wydarzyć mogło się wszystko. Każdy z nas potrafi sobie wyobrazić, jak "dowody" w tym czasie "wparowują" do apartamentu. Dowody, które mogły być podmiotem wcześniejszej kradzieży. Najłatwiej, ogarnąć zaistniałą sytuację jest wyobrazić sobie, że dotyczy to nas samych.

Prywatność

Co robimy w domu? To na co mamy ochotę, to czego nie możemy robić w pracy, na spotkaniu z przyjaciółmi. Z żoną, mężem, kochankiem, koleżanką z sąsiedniego działu, nawet z jakiem. Możemy po stresujących godzinach pracy nadmuchać sobie lalkę, walnąć lufę, obejrzeć porno, pobawić się gadżetami, a kto nie ma miejsca na jaka, nawet z kozą. Anglicy mówią, że nasz dom jest naszą twierdzą. Nasz dom jest nasz, nie jest miejscem gdzie redaktor, nawet naczelny, może grzebać w naszych rzeczach. I teraz wyobraźmy sobie, że mamy takie zwyczaje, przypadłości, inklinacje. Tak samo jak z papierosami, alkoholem czy obżarstwem, jest nam z tym dobrze, albo źle. Walczymy pod osłoną prywatności z naszą słabością. Nikt o tym nie wie, to nasza ciężko skrywana za parawanem naszego mieszkania tajemnica. W pracy jesteśmy solidnym pracownikiem, kompetentnym kierownikiem, sprawnym menedżerem. Publicznie spełniamy normy wymagane na naszym stanowisku.

Deklaracja

Myślę, że ludzie, którzy z takimi problemami się mierzą, godni są szczególnego podziwu. Pokonać uzależnienia, które nie ułatwiają im codziennego życia, w każdej chwili grożą "dekonspiracją", nie sprzyjają sprawnemu funkcjonowaniu w społeczeństwie, to duża, wymagająca wysiłku sztuka. Jak długo mamy komfort, że jest to naszą prywatną sprawą, wszystko jest w porządku. Patrzymy na siebie, podobamy się sobie, podziwiamy się, często się nie lubimy, ale na szczęście nie wiemy co robimy, gdy się nie widzimy. I nagle przychodzi pan redaktor naczelny, zagląda do czyjegoś kibla, do kosza z bielizną z nieświeżymi majtkami… W pierwszym odruchu obrzydzenie, zniesmaczenie, potem ulga, że to nie do naszego zajrzał i w końcu oburzenie… jakim prawem?

Powiem wprost

Boję się (a nie chciałbym), że "wstęp" Wprost stanie się początkiem "afery mobbingowej". Wszystko, co zostało brutalnie wyszarpane na jaw, nawet gdyby było prawdą, byłoby jedynie powodem do poważnego wstydu i śmieszności, którą jednak czas w końcu przykryje patyną zapomnienia i wyrozumiałości. Gdyby jednak tak nie było… Wszystko ległoby w gruzach.

Kamil, udowodnij, że jesteś nie tylko wielkim dziennikarzem, ale przede wszystkim człowiekiem! #Kamil Durczok #mobbing