Premiera trzeciego sezonu "House of Cards" odbędzie się w piątek, 27 lutego. Zgodnie z tradycją, Netflix udostępni wszystkie odcinki serii i niczym serialowy bóg, da fanom wolną wolę. Możesz na dwa dni zamknąć się w domu i pochłonąć #serial jak paczkę chipsów (nie da się zjeść jednego!) lub podzielić ten tort na kilka kawałków i dłużej rozkoszować się smakiem.

Produkcja, której twarzą, głosem , bohaterem i antybohaterem jest Kevin Spacey przekonuje nas, że nawet najbardziej brutalne mafie mają więcej zasad i lojalności niż politycy. Niewątpliwie scenarzyści musieli dla dobra serialu podkręcić atmosferę, ponieważ nudne zebrania i kolacyjki raczej nie zatrzymałyby nas na długo. Znajomość z Frankiem Underwoodem uczy jednak pewnych zasad gry, które budują system odpornościowy przed strumieniem szlamu, który płynie z oficjalnych przekazów, programów i dyskusji.

Dzięki temu wiesz, że każdy szczegół, słowo, nawet strój - wszystko jest przemyślane i dopasowane do odbiorcy. Wiesz, że politycy mogą przeprowadzać zacięte batalie na wizji, obrażać się publicznie i wytykać błędy, jednak prywatnie bardzo rzadko są ze sobą poróżnieni i w otoczeniu lojalnie milczących ścian bogatych gabinetów uzgadniają to, co obywatel ma usłyszeć w wieczornych wiadomościach.

Każdy z nas staje się ofiarą 

 

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że polityka to jeden wielki teatr. Warto być jednak świadomym obserwatorem przedstawienia. Nie brać tak bardzo na poważnie publicznych wystąpień, deklaracji przyjaźni i nienawiści. Ta lekcja przyda się zwłaszcza teraz, gdy wkraczamy na szlak kampanii wyborczych.

Sam Underwood, chorobliwie żądny władzy demokrata, sprytnie powstrzymuje falę nienawiści poprzez bezpośrednie zwroty do widza i wprowadzanie go w swój hermetyczny świat. Polityk ufa tylko żonie i… tobie, drogi widzu. Stajesz się jego przyjacielem, powiernikiem, wiesz rzeczy, o których nie ma pojęcia sam prezydent. Tak zażyła przyjaźń puszcza płazem wiele podłości. Tym samym widz ma okazję nie tylko przyjrzeć się mistrzom socjotechniki, ale także paść ich "ofiarą". To doprawdy genialne posunięcie twórców.

Głównemu bohaterowi towarzyszy dostojna, niewzruszona Lady Makbet. Frank i Claire stanowią doskonale zgrane i samowystarczalne małżeństwo. Pani Underwood (w tej roli znakomita Robin Wright) ze stoickim spokojem towarzyszy mężowi w drodze na szczyt. Jest pięknie ubraną kobietą, mistrzem dyplomacji, prowadzi działalność charytatywną. Za tą fasadą kryje się jednak drugie oblicze, równorzędna partnerka Underwooda, która nie tylko asekuruje grzechy małżonka, ale samodzielnie również nie stroni od podłości.

Co przyniesie trzeci sezon "House of Cards"? To pytanie już wkrótce doczeka się odpowiedzi. Dziś Underwood ma większą władzę niż kiedykolwiek. Ukazał się w roli bohatera, kończąc konflikt z Chinami, który sam rozpętał. W jaki sposób zapisze kolejne karty kronik Białego Domu? Czy utrzyma swój zwycięski marsz, będąc tym razem w świetle reflektorów? Możemy być pewni, że Francis pozostanie wierny swojej diabolicznej filozofii, która głosi, że "na szczycie łańcucha pokarmowego panuje tylko jedna zasada - poluj lub zostań upolowany".