Państwowa Inspekcja Pracy zapowiedziała kontrolę w TVN-ie. Jak poinformowało PIP, inspekcje dotyczyć będą doniesień o przypadkach molestowania, które rzekomo w tej stacji miały mieć miejsce. W tej chwili nie jest jednak znany ani zakres kontroli, ani szczegóły tego przedsięwzięcia.

Od anonimowego listu do afery z twarzą Durczoka

Wszystko zaczęło się od artykułu w tygodniku Wprost. Zmieszczono w nim wypowiedź anonimowej dziennikarki, która miała doświadczyć molestowania ze strony przełożonego - znanej osobistości telewizyjnej. Choć nie zostało wyjaśnione, o jaką stację chodzi, ani nie padły też żadne nazwiska, to jednak szybko pojawiły się spekulacje, że chodzi o Kamila Durczoka.

Z doniesień mediów wynika, że po wybuchu „Durczokgate”, prezenter trafił do szpitala. Jego żona wystosowała do Wprost list otwarty, w którym oskarża redakcję o zniszczenie życia dziennikarzowi. „W dwa tygodnie, publikując nieudokumentowane zarzuty oraz wchodząc z butami w prywatne życie, zniszczyliście człowieka, naraziliście jego zdrowie oraz życie jego, moje i bliskiej nam osoby. Jeśli zatem chcecie dochować rzetelności, musicie poczekać na wyniki działań Komisji TVN. Uważam, że to, co robicie, jest gorsze niż to, co zarzucacie”.

Telewizja szybko zareagowała na doniesienia o możliwym mobbingu. Stworzyła specjalną komisję, która miała zająć się badaniem całej sprawy. Oprócz tego, pracownicy stacji otrzymali także zbiór zasad antydyskryminacyjnych, które wkrótce zaczną obowiązywać w firmie.

Co wyjaśni PIP?

Inspekcja PIP-u w TVN-ie rozpocząć ma się jeszcze w lutym. Jakie rezultaty może przynieść ta kontrola? Trudno przewidzieć, choć wiadomo, że nie będzie to już pierwsza taka interwencja w TVN-ie. Jedna z osób zatrudnionych wcześniej w krakowskim oddziale stacji, już tam niepracująca, opowiedziała nam o wcześniejszej kontroli Inspekcji Pracy, która miała tam miejsce. „Połowę z nas wywalili ze stacji na zdjęcia żeby nie było widać jakie jest zagęszczenie w pokojach. Każdy niby musi mieć swoje miejsce pracy a reszta która była w redakcji grzecznie siedziała. Państwo z PIP przyszli, popatrzyli i poszli. Nikt nas nie zapytał o umowy i ile lat pracujemy na umowach o dzieło. Podejrzewam ze kontrola wyszła śpiewająco”.

Szukać, by nie znaleźć

Sprawa rzekomego molestowania dziennikarek TVN ma zostać wkrótce wyjaśniona. Niezależnie od tego, jaki będzie rezultat kontroli PIP, pojawia się pytanie: czy dopiero doniesienia o molestowaniu seksualnym są „warte uwagi”, kiedy tajemnicą poliszynela jest, że w dużych korporacjach nagminne jest łamanie praw pracowniczych? TVN jest z pewnością nie jedynym miejscem, gdzie pracownicy zatrudnieni na umowę o dzieło pracują jak na etacie - to jedna z powszechnych bolączek. Powyższa wypowiedź anonimowej, byłej już dziennikarki krakowskiego TVN-u pokazuje, że kontrola PIP-u okazuje się niekiedy zwykłą wizytą, podczas której nie padają nawet podstawowe pytania. Na czyją pomoc zatem mają liczyć pracownicy?

„Jak już przestałam tam pracować poszłam do PIP na dyżur prawnika. Opowiedziałam całą historię o umowach o dzieło, mobbingu. Bardzo mi współczuli i chcieli pomóc do momentu kiedy to nie powiedziałam, o jaką firmę chodzi. Baba mało mnie z gabinetu nie wyrzuciła i życzyła powodzenia” - komentuje była pracownica TVN. I dodaje: „Mam nadzieję, że sprawa z Durczokiem coś zmieni”.
#Plotki #Kamil Durczok