Mamy kolejną odsłonę afery opisywanej przez tygodnik "Wprost" z narkotykami i molestowaniem w tle. W podtytule do "Nietykalny" redakcja pisze: "#Kamil Durczok (…) dopuszczał się molestowania i lobbingu wobec swoich pracowników". Następują opisy sytuacji i zdarzeń, jak młoda researcherka poddawana jest próbie wytrzymałości na przychodzące SMS-y z propozycjami. Przywoływane są przykłady zdarzeń, które miały miejsce w czasie różnych wyjazdów służbowych. Niełatwo się to czyta. Potem następują konsekwencje, brak awansu, marginalizacja, rodzi się bunt, próba ratunku u przełożonych, która nic nie daje. To nie jest lektura dla ludzi, którzy mają wyobraźnię. Każdy ma córkę, żonę, albo przynajmniej miłą i sympatyczną znajomą. To mogło zdarzyć się każdej z nich… ciarki przechodzą.

Socjalistyczne piekło

Czy na pewno mogło? "Moje najlepsze lata" przypadły na czasy tzw. "realnego socjalizmu", wtedy nic nie mogło się zdarzyć, musiało się zdarzyć. Biuro projektowe, hierarchia służbowa, znajomości, plecy. Naczelny, dyrektor, kierownik działu, pracowni, zespołu projektowego, inżynierowie, i dalej - pomoce techniczne, kreślarki, gońcówne, sprzątaczki, a nawet administracja to już same kobiety. Która nie miała "swojego" przynajmniej inżyniera, musiała przez piekło molestowania i mobbingu przejść, bardzo, bardzo często na tym się nie kończyło.

Komentarze

Pan Pospieszalski w "SE" swój komentarz do informacji we "Wprost" ujął słowami przysłowia: "nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka". Oto w rewanżu za komentarz TVN, po katastrofie w Smoleńsku (który p. Pospieszalski nazywa operacją), jego zdaniem p. Durczok stał się ofiarą podobnej operacji. Afery, operacje, męskie sprawy, a gdzie są poszkodowane kobiety? Nigdzie, bo nie chcą stać się "bohaterkami" mediów, basuje mu "Wprost", gdyż mógłby napisać znacznie więcej, ale dziewczyny nie chcą podawać nazwisk, więc nie może. Tak robi się swoje nazwisko i tytuł na cudzych kłopotach, na cudzych tragediach.

Spocony macho

Nie wszystkie kobiety narażone na #molestowanie i lobbing pracują w stacji telewizyjnej, nie wszystkie w stolicy, przeważnie "w Polsce", w małych miasteczkach, na niezbyt eksponowanych stanowiskach, lub wręcz pomocniczych. Co innego panowie macho, nawet kierownik hurtowni piwa, nawet magazynu. Piją, ślinią się, mają spocone dłonie, obleśnym wzrokiem codziennie weryfikują swoje pracownice, obmacują, szepczą, bełkoczą. "Każdy ma swoje słabości", "Musi się wyszumieć", "Pije, ale swój chłop", mówią ludzie, którzy są szczęśliwi, że ich te patologie nie sięgają. A kobiety niech się same martwią co robić, żeby dumnie nosić swoją kobiecość, która po urodzeniu pierwszego dziecka przestaje przypominać poderwaną laskę i staje się powodem i usprawiedliwieniem dla kolejnego molestowania.

Kiedyś…

Kiedyś ludzie wierzyli, że Ziemia jest płaska, że czarny kot przynosi pecha. Dzisiaj wierzą, że kiedyś świat będzie bez molestowania i mobbingu. Ludzie, czyli kto, ci, którzy nie chcieli dać kobietom praw wyborczych, mówili, że mają rodzić, gotować i się modlić? A może te matołki biznesu, właściciele różnych firm, a nawet korporacji, którzy swoją upublicznioną materialną jurność mierzą wysokością konta, lub przynajmniej długością limuzyny? A może nie ci, którzy mają i korzystają, lecz ci, którzy tworzą obraz nowej, nieznanej kultury kobiet?

Knury do dziury

Afera mobbingowa to dobra rzecz, ale tylko w sensie społecznym, jak każda operacja na dziurawej dwunastnicy, która daje możliwość znalezienia nowego, bardziej przydatnego zdrowiu pacjenta rozwiązania. Kamil Durczok, nawet gdyby w konfrontacji z mediami poległ, w jakimkolwiek sensie byśmy to oceniali, niechby stał się symbolem początku procesu dawania kobietom nie tylko szans, ale równych szans, nie tylko w pracy, życiu, ale przede wszystkim w konfrontacji z wielowiekowymi przesądami, że kobieta nie, bo jest słaba, głupia i nie potrafi. A wszystkie knury, które uważają inaczej, niech się schowają do dziury. #mobbing