O Kamilu Durczoku wszyscy dzisiaj piszą wprost - molestował, pomagał w karierze za seks. Z redakcji "Faktów" zrobił sobie prywatny harem... Jak było naprawdę?

Doczekaliśmy się - mamy w końcu polską aferę obyczajową. Znany i popularny dziennikarz jednej z największych stacji telewizyjnych w tej części Europy, szef redakcji jest oskarżony - choć nie formalnie - o #molestowanie seksualne podległych mu dziennikarek. I to jakie! - propozycje seksu analnego rzucane zupełnie oficjalnie w pracy dziennikarkom, które wiedzieć miały, że jak się nie oddadzą, to nie tylko nie zrobią kariery, ale też stracą pracę. Do tego narkotyki, policja. Komisja śledcza w miejscu pracy i postępowanie dyscyplinarne. Najbliższe miesiące Polacy będą żyli upadkiem popularnego dziennikarza, a po paru miesiącach będą, niczym Grek Zorba, mówić "to była piękna katastrofa".

Nie miał szczęścia - wpisuje się w modny ostatnio trend cielesnych uciech na najwyższych szczeblach władzy i mediów. Dołącza więc Durczok do listy osób, o których w Europie mówi się często i zawsze w tych samych okolicznościach - Berlusconi, Strauss-Kahn, Polański, brytyjscy dziennikarze i prezenterzy, którzy 20 i 30 lat temu zabawiali się z dziećmi. Marna to lista - i chyba nie do końca zasłużona.

Co wiemy na pewno?

Że Durczok jest szefem "Faktów". Że w zespole ma koleżanki - w większości atrakcyjne, ale w końcu jest to warunek sine qua non pracy przed kamerą. Telewizja, która zatrudniałaby niewiasty o wątpliwej urodzie szybko straciłaby widzów.

Wiemy również, jak dziennikarki ubierały się na co dzień - w końcu widywaliśmy je w naszych telewizorach. Każda z nich podkreślała swoją kobiecość, co trochę wynikało z próżności, trochę z wymogów stylistów. Wiemy również, że każdy mężczyzna nad Wisłą przynajmniej raz dziennie mówi jakiejś kobiecie komplement - tak to już w Polsce jest. Komplement nie będący próbą flirtu, a już najmniej otwartą propozycją wspólnego tet-a-tet między zachodem a wschodem Słońca. To oczywiście taka gra - chętnie do niej przystępują kobiety. Lubią się podobać - to dlatego dbają o makijaż, depilują nogi i wydają majątek na kosmetyki, po których skóra ma być aksamitna. Ale przecież to nic odkrywczego - zawsze tak było, choć dopiero od niedawna zaczęto ową grę wykorzystywać, jak najbardziej niebezpieczną broń.

Oskarżenie o molestowanie seksualne jest, czymś z czego nie sposób się wyplątać. Każda porzucona niewiasta w ramach zemsty może powiedzieć, że była wykorzystana. Że poszła do łóżka, bo została zmuszona - bardziej przez okoliczności, niż partnera, chociaż tak, to on kazał wypiąć pupę i rozłożyć nogi. A to, że minęło kilka miesięcy, czy lat, a ona nie poszła z tym na policję opinia publiczna i tak złoży na barki stresu pourazowego.

Oczywiście prokuratura i policjanci nie olaliby takiej sprawy - nawet gdyby molestował prezydent, premier i cała rada ministrów naraz, co dopiero jakiś dziennikarz, może i popularny. Ale dość szybko ustaliłaby, że molestowania nie było i jeżeli w ogóle do czegokolwiek doszło, to za zgodą obu stron. Czas, jak wiadomo, zaciera ślady. A oskarżenie rzucone później ma podwójną moc rażenia. Nie dość, że utopi kolegę, to jeszcze przylgnie do niego i będzie się ciągnąć pewnie do końca życia. Już i tak w internecie (a pewnie i w telewizjach) na Durczoka mówi się dziś Dupczok.

Osobiście wierzę Durczokowi, bo wiem jak wygląda specyfika pracy w mediach. Wiem, jak płynna jest granica między flirtem a żartami, które zdarzają się w każdej redakcji. Bo poza oskarżeniem w mediach, które z przyjemnością ukrzyżują kolegę, było nie było z konkurencji, nie wiedziały o tym organy ścigania, ani przełożeni dziennikarza.

Co zapamięta opinia publiczna

Być może red. Kamil ma słabość do kobiet, ale to nie powód, żeby przypinać mu łatę gwałciciela bez mała. I tak ma szczęście, bo walec, jakim go dzisiaj rozjeżdżają jest stosunkowo niewielki. Przecież niewiele kosztowało zrobienie z niego pedofila. Wystarczyłoby, żeby ktoś, gdzieś puścił plotkę, że składał propozycje (za karierę) licealistce, która chciała w TVN spróbować robić karierę.

W oczach opinii publicznej i tak po trosze zostanie Durczok niewyżytym seksualnie panem z telewizji, workiem w który zawsze uderzą przeciwnicy TVN, czy każdej idei, jaką ta stacja poprze - na swoje własne zresztą życzenie. Zbyt często zamiast być obiektywnym dziennikarzem opowiadał się po tej, czy po innej stronie prawdy.

Niedobrze tylko, że publiczne "wyroki" w takich sprawach zapadają tak szybko. #Kamil Durczok #mobbing