Mają rację ci, którzy mówią, że Durczokowi się należało, że wcale go nie żałują i dostał to, na co zasłużył. Teraz poczuje na własnej skórze, jak to jest. "Durczok, który na wizji mieszał z błotem dziesiątki ludzi i był wieloletnim szefem programu mieszającego z błotem setki ludzi, popłakał się jak Sawicka nad własnym marnym losem. Mnie to nie wzrusza." - pisze bloger Matka Kurka. I dalej: "Takie jest życie panie Durczok. Wipler z obitą facjatą przeleciał się po wszystkich głównych wydaniach, Hofman w czasie prywatnej imprezy palnął banałem "erotycznym" i stał się tematem tygodnia. Teraz to pan Kamil leży pod knajpą w Warszawie, teraz pan Kamil macha siusiakiem i aż dziw bierze, że w standardzie, który redaktor Durczok sam stworzył i czuł się w nim doskonale, nagle się poryczał."

Durczok wyznał w radiu TOK FM, że jest złamanym psychicznie facetem. No cóż, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, można powiedzieć. A Durczok jest ofiarą skandalicznego i sukcesywnego obniżania dziennikarskich standardów i zepsucia polskich mediów. Kłamstwa, insynuacje, manipulacje, czy wręcz fabrykowanie faktów to niemal codzienność. Nie tylko w tabloidach, ale też w tzw. poważnych redakcjach i stacjach. Informacja już dawno wymieszała się z komentarzem i opinią, a zaglądanie komuś pod kołdrę to żadna nowość. Dziennikarska etyka to dziś tylko przedmiot na uniwersytetach. Tekst "Wprost" o Durczoku to kolejny krok na drodze naszych mediów na samo dno. Dla mnie jest to przykład dziennikarskiej gangsterki i to nie tylko dlatego, że stoi za nim były gangster - Sławomir Latkowski.

Prawo do prywatności

Latkowski i inni z "Wprost" nazywają to, co zrobili, dziennikarstwem śledczym. Wiele osób - na facebooku i Twitterze powtarza za nimi: śledztwo, dziennikarskie dochodzenie, itp. Ludzie, na Boga, opamiętajcie się! To, co zrobiło "Wprost", to wyjątkowo kiepski (bo z wątpliwymi dowodami) przykład, jak w naszym kraju można kogoś załatwić. Ten tekst cuchnie na odległość zleceniem...

I żeby było jasne. Nie staję w jednym szeregu z naczelnym Super Ekspresu, Wojtkiem Czuchnowskim z GW, czy kolegami Durczoka z TVN, którzy dziś krzyczą, że grzebanie w cudzych rzeczach i zaglądanie do sypialni to skandal. Dlaczego? Bo dla mnie są po prostu niewiarygodni. Bo oni  lub redakcyjni koledzy wielokrotnie robili podobnie. Oburzałam się niedawno na tekst o posłance Grodzkiej i jej rzekomej partnerce, który opublikował tygodnik "W sieci". Bo według mnie, granicą dziennikarskiej dociekliwości jest prawo każdego człowieka do prywatności. Dom, rodzina, a w tym domu - sypialnia. Naruszyć to prawo można wyłącznie wówczas, gdy udowodni się komuś czyny niezgodne z prawem. Jeżeli więc Durczok rzeczywiście molestuje i wymusza seks u swoich podwładnych oraz nosi w kieszeniach kokę i inne zakazane substancje, to pokażcie dowody. Inaczej "biały proszek" będzie tylko proszkiem do prania, a wasze pisanie tylko zwykłymi insynuacjami. #Kamil Durczok #molestowanie #mobbing