W środę dziennikarz tygodnika WPROST Michał Majewski (ten, który znajduje się na zdjęciu ilustrującym artykuł i grzebie w rzeczach prywatnych osoby wynajmującej mieszkanie na Mokotowie lub Kamila Durczoka) na swoim blogu postanowił bronić tekstu i uważa nawet, że gdyby sprawa wydarzyła się w innym miejscu na świecie, inni dziennikarze całowaliby po piętach jego autora. Wydaje mi się jednak, że WPROST może iść drogą, którą poszedł jeden z zagranicznych brukowców. Teraz dziennikarze wchodzą do prywatnych mieszkań, a za chwilę będą podsłuchiwali rozmowy telefoniczne.

Przechodząc jednak do sprawy samego mieszkania. Gazeta Super Express podaje, że jego właścicielem jest warszawski biznesmen Zbigniew Tomczak. To on miał najpierw wezwać policję, a później sprowadzić do lokalu dziennikarzy tygodnika WPROST. Tu powinno pojawić się pytanie, czy miał takie prawo. Umowa zawierana pomiędzy dwoma stronami (wynajmującym i najemcą) opiera się o kodeks cywilny. Prawa i obowiązki każdej ze stron można znaleźć np. w ustawie o prawie lokatorów. Zatem czy zapraszanie do wynajmowanego mieszkania dziennikarzy, pozwolenie im na grzebanie w prywatnych rzeczach najemcy, fotografowanie ich i przeglądanie zawartości nie jest naruszeniem prawa? Według mnie zdecydowanie jest. Co więcej, prawo złamał nie tylko Zbigniew Tomczak, ale redaktorzy Majewski i Latkowski. Co do właściciela mieszkania, to opieram się na opinii Kancelarii Prawnej Krzysztof Kurzeja. Na stronie kancelarii w artykule "Czy właściciel może wejść do mieszkania pod nieobecność lokatorów", czytamy:  "w przypadku gdy lokator jest nieobecny lub odmawia udostępnienia lokalu, właściciel uprawniony jest do wejścia do lokalu w obecności funkcjonariusza Policji lub straży gminnej (miejskiej), a gdy sytuacja wymaga interwencji straży pożarnej - także przy jej udziale. Oczywiście w przypadku, gdy otwarcie lokalu nastąpiło pod nieobecność lokatora lub dorosłej osoby z nim zamieszkującej, właściciel ma obowiązek zabezpieczyć tenże lokal oraz rzeczy, które w nim się znajdują, z czynności tych sporządza się protokół (...). Ustawa o ochronie praw lokatorów umożliwia zatem właścicielom podejmowanie stosownych interwencji w lokalach. Oczywiście podejmowanie takich działań musi być uzasadnione zaistniałą sytuacją, znajdującą swoje odzwierciedlenie w ustawowym unormowaniu".

Nie oznacza to, że właściciel mieszkania nie ma żadnych praw. Może wejść do mieszkania jeżeli występuje jakieś zagrożenie. Ponadto, kiedy w lokalu byli dziennikarze tygodnika WPROST, nie było w tym czasie ani policji, ani straży gminnej, które są jednostkami wskazanymi w cytowanym przeze mnie fragmencie artykułu. Z kolei sam Tomczak mówi Super Expressowi, że najpierw pokazał mieszkanie Majewskiemu i Latkowskiemu, a później wezwał policję.

W sprawie wizyty dziennikarzy tygodnika WPROST ciągle się mówi o tej sferze naruszenia prywatności, ale nikt nie wskazuje na winę Zbigniewa Tomczaka, który złamał obowiązujące prawo. Tym wątkiem powinna zająć się prokuratura. Powinna sprawdzić również bardzo dokładnie raporty z wizyt funkcjonariuszy policji. Teraz już wiemy, że #Kamil Durczok był spisany miesiąc wcześniej pod mieszkaniem, a nie jak to ładnie ułożyło sobie WPROST. Michał Majewski w swoim tekście na blogu pisze również o dziennikarskiej solidarności.

Część w tym prawdy jest, jednak nie można zarzucać innym dziennikarzom tego, że nie chcą "babrać się w bagnie", które jest strzałem w kolano dla tygodnika. Jeżeli Kamil Durczok molestował, to nich zostanie osądzony przez sąd, a nie WPROST czy Latkowskiego albo Majewskiego. Tak jak każdy inny obywatel tego kraju.Gdyby Michał Majewski zobaczył komentarze np. na facebookowym profilu WPROST, wiedziałby, że krytyka pod adresem tygodnika płynie również od ludzi spoza branży. To, co robi Durczok, czy inny Kowalski prywatnie jest jego sprawą i ta kwestia nie powinna zostać ujawniona. Argument co do księdza pominę, bo to już zupełnie inna historia.


#molestowanie