Artykuł "Wprost" o Kamilu Durczoku wzbudza mnóstwo emocji. Jedni dziennikarza potępiają, inni próbują go bronić. Na razie wiele jest jeszcze niewiadomych i spekulacji. Artykuł poruszył jednak bardzo istotny, a przemilczany dotąd problem - mobbingu i molestowania w świecie mediów.


Nikt się do tej pory nie skarżył i nie narzekał. Nagle wybucha bomba - znana dziennikarka znanej stacji mówi o molestowaniu przez znanego prezentera. Szok, mimo że od dawna na korytarzach krążyły plotki.


Czy to jedyne przewinienie w polskich mediach? #mobbing jest niemal powszechny. To sposób na dyscyplinowanie pracowników (a właściwie współpracowników - większość dziennikarzy pracuje na umowach śmieciowych). Każdego dnia można usłyszeć - "jak ci się nie podoba to won, są tysiące chętnych na twoje miejsce". W jednej z redakcji szef miał w zwyczaju wyzywać dziennikarzy od "debili" i pań lekkich obyczajów. Jak coś się nie podobało to można było delikatnie mówiąc w szybkim tempie opuścić miejsce pracy. Słynne stwierdzenie "dzisiaj przyszedł czas na twój holokaust" przeszło do klasyki. Holokaust oznaczał-bez względu co zrobisz i tak będzie źle. Uwagi takie jak: "idź do psychiatry!" czy "nadajesz się tylko do telewizji kulinarnej" - nikogo nie dziwiły.


Nie masz etatu nie masz prawa głosu. Etatowcy są w nieco lepszej sytuacji, ale i tak wszystko zależy od stopnia w hierarchii. Z różnych opowieści dziennikarzy znam sytuacje, kiedy "wielki" szef wyzywał swoich podwładnych od "mendoweszek" i "cinkciarzy", reszta przekleństw nie nadaje się do publicznego przytoczenia. Jedna z moich koleżanek po zebraniu, na którym została publicznie poniżona dostała ataku nerwicowego, który nieomal skończył się na pogotowiu. Inna straciła prace po tym, gdy wstawiła się u szefa za jej zdaniem źle potraktowaną dziennikarką. Efekt był taki, że po steku wyzwisk wyleciała z roboty. Jak ktoś się nie podporządkuje, to wylatuje.

Powód zawsze się znajdzie, bo: bierze leki (antydepresanty są w niektórych redakcjach normą), ktoś doniósł na ciebie do szefa, ty nie doniosłeś na kogoś do szefa. Najbardziej absurdalny powód zwolnienia z pracy, jaki usłyszałam to kradzież parasola z logo sponsora. Oczywiście żaden parasol nie zginął. Załamania nerwowe, nerwice, depresje, stany przedzawałowe to nieodosobnione przypadki.


Można zadać pytanie, dlaczego dziennikarze zgadzają się na poniżanie i złe traktowanie? Odpowiedz jest prosta. Jeszcze nikt nie wygrał z korporacją w sądzie. Każdy musi płacić rachunki, a wylotka za "niesubordynację" zwykle kończy się wilczym biletem.


Nie wiadomo czy publikacja "Wprost" ma drugie dno. Dobrze, że wreszcie zaczęto mówić o tym, co się dzieje za drzwiami niektórych redakcji.