Korzenie serii Street Fighter sięgają roku 1987, kiedy to na automatach zawitała pierwsza część. Opowiadała ona o przygodach wojownika Ryu, podróżującego po świecie w poszukiwaniu coraz silniejszych oponentów. Całość kończyła się pojedynkiem z tajlandzkim mistrzem Muay Thai, Sagatem. Wraz z drugą częścią gracze mogli nie tylko grać jako Ryu, ale doszło sporo innych postaci, w tym rosyjski zapaśnik Zangief, amerykański żołnierz Guile czy uważana za symbol serii chińska wojowniczka Chun Li. Późniejsze lata przyniosły serię Alpha, która (licząc aż trzy części) cofnęła akcję do lat młodzieńczych bohaterów, dodając sporo nowych postaci zapożyczonych z innych gier Capcomu (autora serii), jak na przykład Guy i Cody z serii Final Fight. W okolicach roku 1999 powstała trzecia część serii, fabularnie wybiegająca mocno w przyszłość. Pozbawiła tym samym graczy większości dobrze znanych wojowników, zastępując ich nowymi, nie mniej ciekawymi. Niemiecki zapaśnik Hugo, angielski gentleman Dudley czy wreszcie tajemniczy Q mogli się podobać, ale grę krytykowano za mocno wyśrubowany poziom trudności i brak faworytów, do których seria przyzwyczaiła od wielu lat. Capcom wyciągnął rękę do fanów, toteż przy w pełni trójwymiarowej części czwartej (2008) połączono wojowników z drugiej i trzeciej części. Dodano przy tym kilku nowych uczestników walk, z francuskim zapaśnikiem Abelem oraz drapieżną Juri na czele.

V jak piąta

A jaka jest piąta część Street Fightera? Na pewno prostsza niż jej poprzednicy. Głównie za sprawą usunięcia znanego z czwartej części Focus Attacku, który służył m.in. do anulowania klatek animacji ataków, co ułatwiało ich łączenie. Tym razem nacisk postawiony został na tzw. V-Skills, czyli manewry charakterystyczne dla każdej postaci, których używanie nabija pasek V-Triggera. Ów wskaźnik pozwala użyć potem specjalnej mocy, odrębnej dla każdej postaci. Gra zyskała przy tym na dynamice, choć nie można tu mówić nadal o prędkości gier typu Guilty Gear. Street Fighter to nadal wolniejsza gra, która stawia na taktyczne podejście i rozważną analizę nawet najmniejszej różnicy w klatkach animacji.

Kto został, kto doszedł?

Oczywiście, ważną kwestią w serii są postacie. I tym razem dostępna kadra nie powinna nikogo zawieść. Fabularnie piąta część toczy się pomiędzy czwartą a trzecią, więc mamy do wyboru zdecydowanie posuniętych wiekiem bohaterów znanych od drugiej części, takich jak M. Bison czy Dhalsim. Oczywiście, nie zabrakło też sław, takich jak Ryu, Ken czy Chun Li. Zza grobu (dosłownie) powrócił dodatkowo Charlie Nash, nieobecny w serii od gier z podtytułem Alpha. Na horyzoncie widać powrót wielu bohaterów z trzeciej części serii, takich jak Alex czy Urien. Jako całkowicie nowe postacie natomiast dołączyli powabna Laura, tajemniczy F.A.N.G i szaleniec z azteckimi korzeniami, Necalli. Każda postać jest mocno unikatowa.

Technikalia

Piąta część serii wypada nieco słabiej, jeśli chodzi o techniczną stronę. Graficznie prezentuje się nieco dziwnie – modele postaci wyglądają bardzo sztucznie, ich animacja nie jest tak płynna jak w czwartej odsłonie serii. Tła prezentują się okazale, podobnie jak specjalne efekty graficzne w postaci wybuchów czy rozbłysków energii. Gra cierpi także na największą współczesną bolączkę – wadliwe serwery internetowe. Liczne rozłączenia podczas walk, opóźnienia – to rzeczy, które miesiąc po premierze powinny być już załatane. Od strony dźwiękowej nie ma najmniejszego zarzutu. Głosy (zwłaszcza japońskie) postaci są jak zwykle na najwyższym poziomie, ze znakomitym Norio Wakamoto na czele. Muzyka również jest świetna – bawią rozpoznawalne remiksy dawnych utworów serii podczas gry. Mimo wskazanych niedoróbek to nadal Street Fighter – seria dla wielu z graczy kultowa. System rozgrywki przypomina o czasach automatów, posiadówek ze znajomymi przy konsoli, czyli kwintesencji tego, czym powinna być rozrywka elektroniczna.

źródło streetfighter.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Gry wideo