Japonia jest krajem, w którym technologia wyprzedza marzenia. Tamtejsze gadżety wyprzedzają świat o lata, nowatorskie dla Zachodu pomysły są w Japonii przemijającą modą, którą wszyscy zdążyli się już znudzić. Książki pisane na komórkach, elektryczne samochody, roboty opiekujące się ludźmi – tysiące wynalazków potrzebnych oraz masa tych całkowicie zbędnych, służących tylko do rozrywki. Niedługo w tej niesamowitej kolekcji pojawi się kolejny okaz.

Gwiazda na własność 

Pewien japoński startup chce zaproponować możliwość zamówienia sobie spadającej gwiazdy. Za miliard jenów wyśle na orbitę kilka mini satelitów (każdy będzie miał ok. pół metra wielkości), które z wysokości 400-500 km nad Ziemią w żądanym czasie wystrzelą małe kulki. One następnie spalą się niczym prawdziwy meteor w atmosferze. Usługa ma kosztować okrągły milion jenów, czyli po obecnym kursie nieco powyżej 30 tys.

Reklamy
Reklamy

złotych.

Z pewnością znajdzie się wielu chętnych na zamówienie sobie takiego spektaklu. Z technologii cieszą się nie tylko miłośnicy obserwacji nieba, ale także naukowcy. Możliwość badania maleńkich meteorów dostarczy dodatkowej wiedzy o ziemskiej atmosferze.

Przedsiębiorstwo, które nie tylko w przenośni, ale i dosłownie mierzy w gwiazdy, nazywa się ALE. W dalszej kolejności chce oferować nie tylko pojedyncze spadające gwiazdy, ale także prawdziwe deszcze meteorytów. Wszystko własnej produkcji i na indywidualne zamówienia.

Maleńkie kuleczki wypuszczane z pokładu satelity wejdą w atmosferę z prędkością 7-8 km na sekundę. Zapłoną od wytwarzającego się tarcia i po niedługim czasie znikną całkowicie. Obiekty wpadające w atmosferę naturalnie mkną nawet do dziesięciu razy szybciej.

ALE pracuje nad składem chemicznym własnych gwiazdek oraz planuje także, by można było zamawiać je w określonym kolorze. Za dodatkową opłatą na niebie mógłby się ukazać prawdziwy kosmiczny spektakl we wszystkich kolorach tęczy. Lena Okajima, dyrektor firmy jest doktorem astronomii i zna się na rzeczy. O swoim wynalazku mówi, że to będzie pierwszy w historii podniebny ekran.

Kosmiczne ambicje

Widowisko od ALE będzie można zamawiać na urodziny, święta państwowe i dowolne momenty w życiu. Kolejny raz japońska technologia wychodzi naprzeciw niecodziennym potrzebom. W ostatnim czasie Japońska Agencja Kosmiczna informowała o swoim śmiałym planie zbierania energii słonecznej wprost na orbicie i przesyłania jej na Ziemię za pośrednictwem mikrofal. W tym celu opracowywany jest kosmiczny pojazd wyposażony w panele słoneczne o powierzchni blisko 4 km kwadratowych.

Orbitalna elektrownia byłaby urzeczywistnieniem planów tworzonych już od lat 80. XX wieku. Co więcej, energia z kosmosu mogłaby nieprzerwanie docierać na Ziemię. Nie trzeba byłoby liczyć się z przerwami, które wymusza na ogniwach słonecznych montowanych na powierzchni planety #astronomia. Pora dnia, warunki atmosferyczne nie miałyby znaczenia i wielka bateria w kosmosie stałaby się poważnym źródłem energii odnawialnej.

W międzyczasie Japonia wysłała już w kosmos maskotkę Hello Kitty oraz mówiącego robota Kirobo, który stał się pierwszym automatycznym astronautą. Obecnie rozważany jest także plan marsjański – Japończycy chcą umieścić na orbicie Czerwonej Planety bezzałogowy pojazd, który następnie dostarczy próbek tamtejszego gruntu. Na razie nie ma szczegółowego harmonogramu tego przedsięwzięcia, ale w grę wchodzi wstępnie 2022 rok. Podróż pojazdu tam i z powrotem ma potrwać od 3 do nawet 7 lat. Japonia dołączyłaby do Stanów Zjednoczonych, Rosji, Unii Europejskiej oraz Indii, które z powodzeniem wysyłały swoje pojazdy na powierzchnię Marsa i w jego atmosferę. W 2010 roku sonda Hayabusa jako pierwsza na świecie z powodzeniem wylądowała na powierzchni asteroidy i przywiozła na Ziemię pobrane próbki.