Skoczkowie znowu dali nam popalić. No, może bardziej dziennikarzom sportowym, którzy w euforii popuścili hamulec ręczny, pytając w poniedziałkowej prasie: "Czy drużyna uskrzydliła Kamila Stocha?", "Czy w ostatnim skoku starał się dać kolegom to, na co zasługują ?", "Czy odpowiedzialność jest większa gdy skacze się dla drużyny, czy dla siebie? "Ile w ostatnim skoku jest magii?".

A wiatr sobie wieje... Klepiemy narciarską biedę, gazdowie zamykają trasy narciarskie turystom, bo mają swoje sprawy z miastem, aż tu nagle medal, który wziął się z nicości.

Polski czas

Poprzedni sezon był wspaniały, Kamil Stoch wiadomo, Piotr Żyła talent nie mniejszy, Ziobro i Biegun wygrywają konkursy Pucharu Świata.

Reklamy
Reklamy

Następuje typowy "Polski czas", przychodzi lato, czas refleksji firm marketingowych, produkcji reklam telewizyjnych, czyli odcinanie wszystkiego, co da się odciąć z kuponów, przyszyć na czapce i kombinezonie czy przykleić na kasku, a także konkursy na igielicie, które mają być zapowiedzią dobrej zimy, ale nie muszą, co potwierdza początek sezonu. Stoch łapie kontuzję, reszta ma kłopoty z awansem do drugiej serii. Tragedia. Nie znamy innych kategorii, euforia albo dramat. Jeden z największych polskich matadorów Maciej Kot, równolegle do mistrzostw świata nie wchodzi nawet do 30-tki w turnieju CoC (to taka trzecia liga skoczków). A wiatr sobie wieje…

Gdyby…

Gdyby Adam Małysz przez całą swoją karierę był prowadzony w klubie i w kadrze przez Jana Szturca, zdobyłby dwa razy więcej Kryształowych Kul, Mistrzostw Świata, zwycięstw w konkursach Pucharu Świata, byłby Mistrzem Olimpijskim, ale przepisy na to nie pozwalały.

Reklamy

Gdybym ja był trenerem reprezentacji skoczków, nie miałbym żadnych problemów z prowadzeniem kadry. Na swoich konsultantów (jak niemiecki trener Joachim Loew w piłce nożnej) powołałbym trenerów wszystkich skoczków kadry. Nie musielibyśmy się denerwować czy Neumayer, Eisenbichler, Ito, Kobayashi, Prevc i Tepes zepsują swoje skoki, otwierając nam drogę do brązowego medalu. Nie musielibyśmy udawać, że polska szkoła skoków pod batutą Łukasza Kruczka istnieje i że trzeba dać mu święty spokój, aby udowodnił swoje atuty. Wystarczyłoby, żeby to on dał szansę trenerom swoich skoczków, aby robili swoje.

Na marginesie

Na mistrzostwach świata czterech naszych chłopców zdobyło jeden brązowy medal. Rune Velta dwa złote, srebrny i brązowy, Severin Freund też dwa złote i srebrny, Anders Bardal złoty i srebrny, jego imiennik Jacobsen oraz Fannemel i Freitag po złocie, Schlierenzauer i Kraft srebrny i brązowy, Haybeck, Poppinger, Kasai i Takeuchi po srebrnym… To tak na marginesie, gdyby ktoś po już pomyślał, że jesteśmy (po finale w katowickim Spodku), potentatami w konkurencjach drużynowych.

Reklamy

Tajemnice skoków

Tajemnice skoków narciarskich ujawniane czasami przez naszych komentatorów telewizyjnych, a przede wszystkim przez ówczesnego trenera kadry Tajnera, mówiące że: "Wiatry chodziły dzisiaj po skoczni", "Szukał powietrza pod nartami", "Ściskało go tylne powietrze", "Wiatr wyczynia hołubce na skoczni", a on (skoczek) "Zarzucił wysoko biodra" i "Jechał z klatką piersiową na kolanach" a potem "Otworzył ją nad bulą", miały świadczyć o tym, że skoki to wielka tajemnica, o której nie wiemy nic, mamy jeść chipsy, słone paluszki, pić piwo i drzeć się na Krokwi. Prezesom, trenerom najlepiej dać święty spokój, oni mają zawsze "powietrze cięższe niż inni"…

A przecież jest tak prosto, wystarczy kilka podstawowych zasad, zobaczyć, przeczytać, nauczyć się na pamięć i nie zapomnieć w czasie skoku… #narciarstwo