21 października 1965 nad lotniskiem w Erfurcie (dawne NRD) rozpoczął się największy desant z udziałem polskiego wojska po 1945 r. Brało w nim udział 4130 polskich spadochroniarzy z 6PDPD (Pomorska Dywizja Powietrznodesantowa). Naszym zadaniem było opanowanie niemieckiego lotniska i zabezpieczenie zrzutu ciężkiego sprzętu.

Polscy spadochroniarze pod dowództwem gen.bryg. Edwina Rozłubirskiego wzięli udział w manewrach wojsk Układu Warszawskiego o kryptonimie "Burza Październikowa" Cała operacja trwała od 19 października do 24 października. Były to pierwsze ćwiczenia Układu Warszawskiego, w których brały udział naraz dwie dywizje sił powietrznodesantowe (6.PDPD oraz radziecka 7.DPD.

Reklamy
Reklamy

Nad całością ćwiczeń czuwał dowódca Wojsk Radzieckich w NRD gen. armii Paweł Kaszewoj, a koordynował je dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych Wojsk Układu Warszawskiego marszałek Andrej Greczko. Ćwiczono atak państw zachodnich na terytorium NRD, a przeprowadzenie operacji powietrznodesantowej miało stworzyć warunki do kontrataku.

Najtrudniejszym i najniebezpieczniejszy w całym zadaniu był desant spadochronowy na lotnisko Erfurcie, nieprzeprowadzany do tej pory na taką skalę. Po zrzucie spadochroniarzy miały wylądować samoloty transportowe ze sprzętem ciężkim. Na potrzeby całych manewrów utworzono most powietrzny z warszawskiego lotniska Bemowo oraz Powidza.

"Żołnierzy z 6pdpd skoszarowano w Warszawie na kilka dni przed wylotem. Wylatywaliśmy z lotniska Bemowo i Babice" - wspomina jeden ze spadochroniarzy.

Reklamy

180 samolotów typu AN-12 po około 2 godzinnym locie znalazło się nad lotniskiem w Erfurcie. O godzinie 13:05 rozpoczął się desant polskich spadochroniarzy, przy fatalnych warunkach atmosferycznych.

"Poza skokiem z samolotu, różnica była znaczna. Było trochę biegania, strzelania. To nie były typowe ćwiczenia spadochroniarzy"- relacjonuje uczestnik ćwiczeń.

Zaraz po opanowaniu lotniska zaczęły lądować samoloty transportowe, w którym były m.in. samochody osobowo-terenowe GAZ-69 z moździerzami i wyrzutniami rakietowymi oraz12 dział przeciwpancernych ASU-85 pożyczone polakom przez 7.Gwardyjska Dywizja Powietrznodesantowa (z Kowna). Które nigdy nie powróciły do ZSSR, na stałe zostając na wyposażeniu polskiej dywizji powietrznodesantowej. W October Storm udział wzięło 50.000 wojska, 800 czołgów, 400 samolotów i 6000 pojazdów wojskowych.

Operacja miała swoje ofiary. Zginał Krzysztof Nadolny z 10. batalionu powietrznodesantowego, a 10 innych spadochroniarzy odniosło ciężkie urazy.

Reklamy

Mimo wszystko można uznać, że całe zadanie zakończyło się sukcesem, gdyż przewidywano straty 1% z całości desantu.

Po zakończeniu całych manewrów odbyła się defilada wojskowa gdzie, po raz pierwszy publicznie 6.PDPD wystąpiła z nową oznaką zaprojektowaną przez sierż. Tadeusz Ślusarczyk.

Tak wspomina całe wydarzenie jeden z jego uczestników "Przygotowania nie dotyczyły szeregowych żołnierzy. Jedynie, co zwróciło moja uwagę, to dodatkowe skoki z samolotów AN12. Przed wyjazdem otrzymaliśmy nowe mundury polowe, emblematy. Manewry odbywały się w okresie, gdy "stare wojsko" wyszło do cywila, a "nowy rocznik" rozpocząć miał służbę. Tak więc w manewrach brali udział żołnierze z rocznym stażem, odpowiednio wyszkoleni. Do defilady wyznaczono jednostkę szkolną, oni nie brali udziału w ćwiczeniach. Przygotowywali miejsca zakwaterowania. Myślę, że zakładano, iż będą schludniej wyglądać. Paradę oglądałem jako widz, z chodnika. Otrzymaliśmy po 5DM kieszonkowego i zwiedzaliśmy miasto. Organizowane były oficjalne spotkania, występy artystyczne (koncerty). Nie mogliśmy przebywać w miejscach zakwaterowania żołnierzy innych państw. Indywidualnie spotykaliśmy się w kantynie lub poza terem jednostki. Atmosfera była dobra, mimo bariery językowej"

Z całości ćwiczeń powstał reportaż "Z jasnego nieba" obecnie jedyna kopia znajduję się w Centralnym Archiwum Wojskowym. #wojsko polskie