Któregoś pięknego poranka odbieram telefon, a w słuchawce znajomy złowrogim głosem sprzedaje mi wieść niczym ogłoszenie końca świata. Tutaj cytat: "rany boskie mamy babski kibel w jednostce". Po tym dramatycznym okrzyku dotarło do mnie, że dla mężczyzn w mundurach padł jakby ostatni bastion ich wolności. Weszłyśmy im do piaskownicy i odbieramy ulubione zabawki. Założenia Ministerstwa Obrony Narodowej, wg, których liczba kobiet w Wojsku Polskim ma wzrosnąć do 5% w skali ogólnej, wywołały wśród moich znajomych wojskowych-i nie tylko-gorącą dyskusję. Internetowe fora dla mundurowych zawrzały. Zdecydowana większość mężczyzn jest przeciw. Wśród miliona argumentów mających działać na naszą niekorzyść najczęstsze to: jesteście słabsze fizycznie, psychicznie i macie biust, który przeszkadza w bieganiu w mundurze. Na co oczywiście koronnym dowodem jest to, że normy egzaminu z wuefu są niższe dla kobiet niż dla mężczyzn i co zrobiłaby taka jedną z drugą, gdyby musiała wyciągnąć stukilowego faceta spod ostrzału. Po każdej takiej rozmowie przypominam sobie natychmiast wszystkich brzuchaczy w armii, dla których zbliżający się każdorazowo, co rok egzamin z wuefu to jak stanie w kolejce na szafot. Za każdym razem zapewniam moich kolegów, że ja do armii się nie pcham, bo trzeba rano wstawać i słuchać rozkazów, a to wbrew mojej naturze, ale jeśli któraś z nas chce to nie rozumiem, w czym problem? I nagle mnie olśniło. Przypomniałam sobie moja wizytę na poligonie oraz wszystkie sytuacje, jakie widziałam z udziałem wojskowych i ich koleżanek w mundurach. Po kolei jednak. Wędrzyn kolejna zmiana kontyngentu wojskowego przygotowuje się na wyjazd do Afganistanu. Manewry idą pełną parą a ja uznała, że dobrze będzie porozmawiać z żołnierzami, którzy w ramach ćwiczeń przechodzili tzw. tunel psychologiczny- ciemna dziura w ziemi z kilkoma pomieszczeniami, które imitują warunki naturalnego działania wojska w terenie zabudowanym. Dojechałam na miejsce bez większych przeszkód i jakiejkolwiek kontroli - starczył szczery uśmiech blondynki. Oficer prasowy pozostawił mnie z ekipą telewizyjną pod opieką dowódcy ćwiczącego tam plutonu. No i zaczęło się, plan szkolenia legł w gruzach. Zostałam oprowadzona po wszystkich pomieszczeniach w asyście właściwie całego oddziału, pokazano mi jak wygląda całe zadanie i byłoby wszystko w porządku, gdybym nie uznała, że ja też chce przejść przez tunel jak ćwiczący w nim żołnierze. Dowódca zrobił wielkie oczy i spytał - "że tak po ciemku?. Jest Pani pierwsza, która wpadła na taki pomysł". I tutaj usłyszałam szereg argumentów, żeby jednak tego nie robiła- "zrobi sobie Pani krzywdę, rozbije głowę, kolano, tam jest woda, śmierdzi i w ogóle są szczury". Postawiłam na swoim, zastanawiając się czy taką sama reakcję i wielką troskę o stan zdrowia, czy suche buty wzbudziłaby ich koleżanka z plutonu, że już nie wspomnę, że podwładna. Dzisiaj jestem pewna, że tak, bo zobaczyłam wszystkie te sytuacje, w których moi wojskowi koledzy rzucali się otwierać drzwi swoim koleżankom w mundurach, wyrywali im z rąk plecaki, bo przecież za ciężkie i z troską w glosie pytali, czy aby nie jest im za zimno. Przed oczami stanęły mi reklamówki i plakaty promujące WP i NSR, na których zawsze znajduje się jakaś piękna kobieta w mundurze. Wszystkie uroczystości, na których obowiązkowo oglądamy blondynkę w mundurze, zwykle robiąca tam za "maskotkę". Obrazki z reportażu o kobietach w armii pobierających sprzęt gdzie "mundurowcy" pomagają dopasować za długie spodnie czy pokazać jak nosi się beret. Polak jak nic rycerzem jest w stosunku do białogłowy.

I to rodzi pytanie, czy jesteśmy w armii, bo rzeczywiście się nadajemy czy raczej kobiety są koniecznym, aczkolwiek miłym dodatkiem? Czy wina leży po naszej stronie, czy takie podejście to wina Panów? Na te pytania nie potrafię znaleźć odpowiedzi, wiem jednak na pewno-ostatni męski bastion właśnie upada, a wojskowi eksperci będą musieli zaprojektować wersję umundurowania dla żołnierzy w ciąży.

Reklamy
Reklamy

Ja zaś nie będę jedyną kobietą, która przeszła przez tunel psychologiczny.