Atlantydę poznaliśmy dzięki Platonowi. A może to za dużo powiedziane? Może raczej: dowiedzieliśmy się o niej z dialogów Timaios i Krytias. Platon odwoływał się do ustnej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie w rodzinie Solona z Aten. Solon zaś miał tę historie usłyszeć od kapłanów egipskich. Wg tych źródeł Atlantyda znajdowała się za słupami Herkulesa, czyli - jak byśmy dziś powiedzieli - za Gibraltarem i północnym wybrzeżem Maroka. W IX tysiącleciu przed naszą erą miało Atlantydę zniszczyć trzęsienie ziemi niebywałych wręcz rozmiarów.

Co ciekawe, starożytni historycy, geografowie i filozofowie ze względu na autorytet Platona i niezwykle szczegółowe opisy Atlantydy uznawali tę historię za prawdę.

Reklamy
Reklamy

Jedynie uczeń Platona, Arystoteles, uważał, że nie jest to prawda. Podobnie sądzili Strabon, grecki geograf oraz rzymski przyrodnik Pliniusz.

Rozkwit popularności zaginionego lądu przypada na wieki XIX i XX. Do roku 1920 ukazało się tysiące artykułów naukowych i utworów literackich o Atlantydzie. Jednak luminarze nauk humanistycznych podchodzili do tematu bardzo ostrożnie, uważali, że Platon chciał, poprzez tę utopijną historię, przedstawić swoje poglądy społeczne i polityczne. Również dziś naukowcy przyjmują tę historię raczej sceptycznie. Mimo to popularność Atlantydy przyczyniła się do rozwoju wielu nauk: geografii, archeologii, geologii, etnografii, klimatologii, a nawet historii sztuki. Dzięki Atlantydzie (czy może raczej dzięki Platonowi i jego adwersarzom?) poszerzyła się nasza wiedza o kształtowaniu się kontynentów i charakterze oraz ukształtowaniu dna morskiego.

Reklamy

Nie wspominając o takich "drobiazgach", jak poznanie starych cywilizacji amerykańskich czy trudno dostępnych rejonów naszej planety.

Przez wieki powstawały nowe hipotezy, mityczną wyspę chciano widzieć w różnych punktach na kuli ziemskiej: na Oceanie Atlantyckim oczywiście, na Karaibach, w Tiahuanaco, na Krecie, na Antarktydzie, w południowej Hiszpanii, na przylądku Spartel (północnozachodnie Maroko), w Tyrze, na Sardynii i w wielu innych miejscach naszej planety. Później wskazywano na Morze Śródziemne, najczęściej na wyspę Santoryn (Thira) na Morzu Egejskim. Jednak najczęściej trafiały do ludzi informacje o Atlantydzie - czy istniała, czy też wciąż jest mitem? -z literatury. Pisali o niej: Robert E. Howard, Arthur Conan Doyle, Pierre Benoit, Aleksy Tołstoj, Margit Sandemo, Andy McDermott i inni. Tolkien zafascynowany Atlantydą stworzył w swych książkach wyspę Númenor, kopię zaginionego lądu. Jules Verne w "20 000 mil podmorskiej żeglugi" umieścił fragment o odkryciu ruin Atlantydy przez kapitana Nemo.

Reklamy

Michalina Olszańska w swojej książce "Dziecko Gwiazd Atlantyda" opowiada o fantastycznej historii tej wyspy. Natomiast w książce "Atlantyda, wyspa ognia", którą napisał Maciej Kuczyński jest opowiedziana historia pewnego człowieka, dążącego do poznania sekretów mieszkańców Atlantydy. Do mitycznej krainy nawiązała także w swoim wierszu "Atlantyda" Wisława Szymborska. Poszukiwaniom zaginionej Atlantydy poświęcił również jeden tom swej trylogii "Projekt" Andreas Wilhelm.

I oto znowu pojawia się Atlantyda, tym razem w polskiej współczesnej prozie. W ub. roku specjalnie w tym celu powołane Wydawnictwo Azyl wydaje pierwszy wolumin - planowanej na kilka tomów - sagi "Atlanci". Tom zatytułowany "Kakrachan".  Przeczytałem go z zainteresowaniem. Sensacyjna akcja nie jest tu głównym wątkiem, ale jakby tłem, na którym rozgrywają się dramaty. Autorka nie skupia się na cudach pozaziemskiej techniki, ale na skomplikowanych relacjach między członkami opisywanej społeczności. Porusza problem, bliski również nam, Polakom. Nie będę zdradzał jaki - żeby czytelnikom nie odbierać przyjemności czytania. Autorka pisze prostym językiem, używa jasnych sformułowań, dialogi są dynamiczne, fabuła klarowna. Ponadto język pierwszego tomu ma swoją melodię, melodię słowa, dzięki czemu czyta się go łatwo i szybko.

Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi fantastyki. Nie tylko ja zresztą, bo portal Paranormal Books uznał tę książkę za jedno z 6 najlepszych czytadeł ub. roku. "Znaleźliśmy się na czwartym miejscu wśród książek, które w 2013 roku wzbudziły najwięcej pozytywnych emocji i dzięki temu zasłużyły na to wyróżnienie." - piszą wydawcy.

Kim jest Autorka? To kolejny smaczek tej sagi: nic o niej nie wiadomo. Nazywa się - to oczywiście pseudonim literacki - Olis Nari Lang. Jak piszą o niej wydawcy: "Przeczytana w dzieciństwie #książka Ericha von Danikena "Oczy Sfinksa. Tajemnice Piramid" sprawiła, że na starożytne cywilizacje nigdy już nie była w stanie patrzeć tylko i wyłącznie oczami wykładanej w szkołach poprawnej archeologii. Ta fascynacja stopniowo prowadziła do niekontrolowanego gromadzenia nowej wiedzy, wypraw podróżniczych i do napisania tej książki..."

Autorka udzieliła również jedynego, jak dotychczas, wywiadu dla portalu Recenzjum. Oto jego fragmenty:

"R: Jak to się w ogóle zaczęło? Kiedy padła decyzja, że zostanie Pani pisarką?

O.N.L: Podobno mówiłam to już w wieku 5 lat, to tzn. że będę pisać. Tak przynajmniej mówią rodowe opowieści. I prawda jest taka, że myślałam o tym od zawsze. Tylko nigdy nie udawało się zrealizować tego celu. Wydawało się, że zawsze jest coś ważniejszego, pilniejszego, konieczniejszego. Saga Atlanci, dla mnie to jedna z tych historii, które są z tobą od zawsze, towarzyszą ci przez lata i wreszcie nie masz już innego wyjścia, jak tylko pozwolić im "wyjść na zewnątrz". No i obawiam się, że teraz puszka Pandory została otwarta... […]

R: Jak wyglądało nawiązanie współpracy z wydawnictwem Azyl, czy próbowała Pani gdzieś wcześniej?

O.N.L: Nie, nie zdążyłam spróbować. Współpraca z Wydawnictwem Azyl? Miałam przysłowiowe szczęście, że trafiłam na ludzi podobnie zakręconych jak ja, którzy zechcieli uwierzyć w tę historię i się zaangażować.

R: Czy spodziewała się Pani tak pozytywnej reakcji czytelników na "Atlantów"?

O.N.L: Myślę, że jeszcze za wcześnie na oceny. Ale spotkałam się z kilkoma opiniami, które po prostu mnie urzekły. I nie chodzi o to, że były szczególnie pochlebne, tylko że kilku osobom udało się dokładnie odczytać przekaz, który w "Kakrachanie" chciałam zawrzeć. To cudowne uczucie, gdy ktoś tak dobrze cię rozumie, gdy udało ci się sprawić, by patrzył na świat (na stworzony przez ciebie świat) twoimi oczami. Dla mnie to chyba nawet najlepsza część bycia pisarzem. […]

R: Czy pisanie traktuje Pani jako hobby, czy zawodowo?

O.N.L: To część mnie. Więcej niż zawód i nieporównywalnie więcej niż hobby.

R: Jak długo pracowała Pani nad swoją debiutancką książką? Czy miała Pani jakieś trudności podczas jej tworzenia, czy może była to czysta przyjemność? I czy to jest faktycznie pierwsza napisana przez Panią książka, czy może było coś wcześniej?

O.N.L: To jest mój debiut w pełnym tego słowa znaczeniu. Trudno powiedzieć ile trwały prace, nazwijmy je koncepcyjne, nad całą sagą, a ile nad pierwszym tomem. Fizycznie, pierwszy tom pisałam około dziewięć miesięcy :-) Tak to już jest, że jak się nie zdąży w siedem dni, to trzeba przynajmniej wyrobić się w tym drugim terminie.

Nie, nie było żadnych trudności. Wręcz przeciwnie - wreszcie czułam, że wszystko jest tak, jak być powinno, że robię to, co powinnam, że jestem na właściwym miejscu. […]

R: Może na koniec kilka słów od siebie?

O.N.L: Jak ujął to Samuel Johnson: "Clear your mind of can't". Co na swój prywatny użytek przetłumaczyłam jako "Niewiele jest w życiu rzeczy niemożliwych do wykonania". Chciałabym, aby każdy zawsze o tym pamiętał."

A na zakończenie jeszcze kilka słów o drugim tomie sagi "Atlanci", zatytułowanym "Wyspa Sześciu Pierścieni". Jestem jedną z nielicznych osób na rynku wydawniczym, które miały okazję przeczytać ten, czekający na premierę, tytuł. Nieco zmienił się język, którym posługuje się Autorka, stracił trochę swoją melodię, która tak mnie zauroczyła w tomie pierwszym. Jednak druga część sagi jest dynamiczniejsza, akcja bardziej wartka, ciekawsza jest też konstrukcja całości, dość niebanalne zmiany tempa i miejsc akcji. Również warto ten tom przeczytać.

Niebawem premiera, a o tomie drugim tak pisze wydawca:

"[…] Druga część doskonałej sagi Atlanci, "Wyspa Sześciu Pierścieni", to historical fiction w mistrzowskim wydaniu. Wprawdzie zagadka Kakrachana zostaje rozwiązana, ale rodzą się kolejne wątpliwości i pojawiają nowe tajemnice. Chociaż coraz więcej dowiadujemy się o Atlantach, zdumiewających przedmiotach i budowlach, to wciąż nie wiemy, co czeka nas na końcu tej drogi. Jak rozwinie się historia Dalemy i Zamira? Kim są Atlanci i dlaczego Podziemie z nimi walczy? Jaką rolę spełniają przepowiednie? A może nikt z bohaterów nie ma wpływu na to, co się zdarzy, ponieważ to już dawno zostało zaplanowane…

Niezwykła historia, wciągająca akcja, zadziwiająco realny świat Atlantydy - to sprawia, że "Wyspa Sześciu Pierścieni" pochłania bez reszty…"

Zgadzam się z większością stwierdzeń z tego tekstu z obwoluty drugiego tomu sagi. Z jednym wyjątkiem: czy aby na pewno jest to historical fiction? Niestety, jeszcze Atlantydy nie odnaleźliśmy, chyba że każdy z nas - tak jak Autorka - odnajduje ją w… sobie.