Międzynarodowy #Festiwal Chórów Uniwersyteckich "Universitas Cantat" od 1998 roku gromadzi w Poznaniu (początkowo co roku, od 2003 roku co dwa lata) najlepsze uniwersyteckie zespoły wokalne z całego świata. Są to młodzi ludzie z przeróżnych uczelni - muzycznie utalentowani, aktywni i otwarci na nowe przyjaźnie oraz wymianę kulturowych doświadczeń. Festiwalowe spotkania dają im możliwość zaprezentowania się zarówno przed innymi chórami, jak i przed coraz bardziej zainteresowanym chóralistyką na światowym poziomie wielkopolskim audytorium.

Najciekawszym aspektem jest jednak to, że występujące chóry składają się niemal wyłącznie z amatorów. Są to zespoły uniwersyteckie, które istnieją w korelacji z różnymi uczelniami wyższymi, ale nie znajdziemy wśród nich zespołów ze szkół muzycznych. Dla wielu osób, głównie studentów przynależność do chóru to jedyna możliwość, żeby zwiedzić świat. Dyrygenci przyznają, że wybierają do współpracy tylko najlepszych kandydatów, ale wciąż są to czasami osoby z biednych rodzin, które o nutach nawet nie słyszały.

Głos Afryki i kocięta z Ukrainy

W sobotę 27 czerwca zakończyła się tegoroczna, dwunasta edycja festiwalu. Była ona wyjątkowa pod tym względem, że trwała cały miesiąc. Na podsumowującym koncercie bardziej skupiono się na wyeksponowaniu gości. Dlatego usłyszeliśmy głównie chóry zagraniczne, które przyjechały do Poznania z Filipin, Ekwadoru, Portoryko, Serbii, Ukrainy oraz RPA. Zespoły te prezentowały się przez ostatni miesiąc na scenach Wielkopolski, wiec koncert finałowy był tylko ich szybkim przeglądem. Z tym związana jest jednak największa wada festiwalu, bo każdy chór mógł wykonać tylko jeden utwór. Dyrygenci mówili później, że lepszy byłby po prostu określony czas na jeden występ, bo jednym, nawet najlepszym dziełem, nie są wstanie pokazać możliwości zespołu. Zawsze pozostaje też wrażenie, że być może wybrało się źle.

Poza tym nie było większych niedociągnięć. Występy poszczególnych chórów były bardzo różne, jak kraje, z których przyjechały. Jednak kilka występów przez długi czas widownia będzie pamiętać. Ta sztuka udała się chórowi z RPA, który obalił wyobrażenia o afrykańskiej muzyce utworem "Voice of Africa", oraz zespołowi młodzieżowemu z Ukrainy, który wykonał widowisko na podstawie musicalu "Koty" Webbera. Najlepszy okazał się z kolei występ Filipińczyków, którzy udowodnili, że chór nie musi tylko śpiewać - ich widowisko było przepełnione grą na różnych przedmiotach i dopracowaną do perfekcji choreografią.

Wielki finał

Tradycją Universitas Cantat jest już uroczyste wykonanie przez wszystkie chóry utworu finałowego. Zawsze jest to dzieło zamawiane u najlepszych polskich kompozytorów. W tym roku urządzono jednak konkurs, który wygrała studentka z Torunia, Zuzanna Koziej. To jeszcze nie koniec zmian, bo na zakończenie 12. edycji wykonano nie jeden, a dwa utwory, z czego jeden tylko instrumentalny. Była to "Orawa" Wojciecha Kilara. Wykonano ją najprawdopodobniej, by przybliżyć przyjezdnym chórom polski folklor i muzykę ludową.

Zaraz po Kilarze przyszło kolej na "Ariona" Zuzanny Koziej. Szczerze mówiąc, spodziewałem się kolejnej nowoczesnej pseudo-muzyki pokroju twórczości Krzysztofa Pendereckiego, ale przeżyłem niemałe, pozytywne zaskoczenie. Dzieło okazało się tak dobre i tak przyjemnie się go słuchało, że z niecierpliwością czekam na nagranie z koncertu. Wielkie brawa należały się też Agnieszce Duczmal, która oprócz swojej kameralnej orkiestry pokierowała również chórem, złożonym z ponad tysiąca śpiewaków z całego świata.

Ostatecznie wszyscy: chóry oraz widownia, opuścili koncert finałowy z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony byli bardzo zadowoleni z cudownie wykonanej, świetnej muzyki, ale gdzieś zawsze był ten smutek, że to już koniec. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak czekać na kolejne edycje festiwalu, które już zostały zapowiedziane przez organizatorów.