„Gazeta Wyborcza” ujawniła stenogram rozmowy pomiędzy Marcinem Plichtą a Michałem Lisieckim, wydawcą tygodnika „Wprost”, podsłuchanej przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Z treści rozmowy dowiadujemy się, iż Lisiecki zaoferował Plichcie pomoc w przeprowadzeniu operacji medialnej, której celem było „przykrycie afery” tematem kontraktu syna ówczesnego premiera w spółce OLT Express, założonej przez #Amber Gold. Czy ujawnienie faktu współpracy młodego Tuska z Plichtą miało służyć opóźnieniu i blokowaniu śledztwa w sprawie miliardowego przekrętu? Opóźnienie w śledztwie dawało organizatorom przekrętu czas, potrzebny do wyprowadzenia ze spółki zgromadzonych tam setek milionów złotych.

Reklamy
Reklamy

Lisiecki łącznikiem w dwóch największych aferach politycznych RP

Nagrana przez ABW rozmowa Lisieckiego z Plichtą miała miejsce w lipcu 2012 roku. Zgodnie z treścią rozmowy - tygodnik „Wprost” miał stanowić medialne narzędzie upowszechnienia przekazu, iż za aferą Amber Gold stoi Donald #tusk oraz Platforma Obywatelska. Taki przekaz miał wywołać kryzys polityczny, którego przebieg miał doprowadzić do rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Według scenariusza wybory miał wygrać Kaczyński. Niestety planowana operacja nie wypaliła.

W czerwcu 2014 roku Michał Lisiecki podejmuje decyzję o opublikowaniu w swoim tygodniku „Wprost” stenogramów podsłuchanych rozmów polityków PO podczas uczt w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Dzisiaj wiemy, że podsłuchy polityków w warszawskich restauracjach i pubach zostały zaplanowane w mega-skali i trwały przez niemal cały 2013 rok.

Reklamy

Skoro afera Amber Gold nie wykoleiła rządu Tuska, to zaplanowano mocniejszą operację. Wybrano Lisieckiego w charakterze narzędzia do upowszechnienia kompromitujących rozmów.

Afera podsłuchowa jako kontynuacja Amber Gold

W Sejmie trwają przesłuchania głównych aktorów afery Amber Gold. Pojawienie się w niej nazwiska Lisieckiego wskazuje bez wątpienia na fakt, iż operacja podsłuchów polityków PO w warszawskich pubach i restauracjach stanowiła kontynuację operacji Amber Gold. Para-bank Plichty nie został bowiem wymyślony po to, aby okraść ludzi, ale po to, aby zatrudnić w nim syna Donalda Tuska.

Mechanizm operacji był taki oto: zatrudnić młodego Tuska i okraść ludzi, a potem upowszechnić przekaz, że syn premiera uczestniczył w procederze oskubania ludzi na kwotę miliarda złotych. Najważniejszą misję operacyjną w akcji miał tygodnik „Wprost” – upowszechnienie przekazu, kojarzącego młodego Tuska ze złodziejstwem w Amber Gold (tzw. „zbalansowanie”).

Fundamentalny błąd komisji sejmowej

Komisja, której przewodniczy Małgorzata Wassermann, popełnia fundamentalny błąd zakładając, że celem przekrętu Amber Gold było wyłącznie wyłudzenie od obywateli miliarda złotych.

Reklamy

Plichta doskonale wiedział, że przekręt, w którym pełnił funkcję „słupa”, zostanie ujawniony. Wchodząc w „brudny interes”, Plichta miał świadomość tego, że jako kozioł ofiarny zostanie skazany na kilka lat więzienia, choć po wyjściu z niego jego życie zostanie zabezpieczone tajnym kontem w jakimś banku (np. szwajcarskim).

Członkowie komisji sejmowej powinni zacząć zadawać pytania głównym bohaterom afery w kierunku sprawdzenia hipotezy, że celem operacji Amber Gold było zatrudnienie syna premiera Tuska, aby poprzez celowo zainscenizowany przekręt doprowadzić do kryzysu politycznego.

Kto zaprogramował aferę Amber Gold i podsłuchy?

Ten sam ośrodek polityczny zlecił obie operacje: Amber Gold i podsłuchów platformerskich polityków. Ich struktura jest niemal identyczna: wciągnąć polityków PO w przekręt i następnie ujawnić taki fakt w przestrzeni medialnej.

Celem obu operacji miało być wywołanie kryzysu politycznego i w konsekwencji obalenie rządów PO (Tuska i Kopacz). Nie mógł ich jednak przeprowadzić Kaczyński z powodu ryzyka "wsypy" i braku profesjonalnych agentów operacyjnych. Nie wyklucza to jednak tego, że obce służby zostały poproszone przez wiodących polityków PiS o przeprowadzenie obu operacji.

Można zasugerować następującą hipotezę: o przeprowadzenie operacji Amber Gold oraz podsłuchów w warszawskich restauracjach została poproszona rosyjska agentura przez któregoś z najważniejszych polityków PiS. Taki scenariusz ma swoje uzasadnienie w niektórych faktach, odkrytych przez Tomasza Piątka (pisarza i dziennikarza śledczego), które opublikował w najnowszej książce o Antonim Macierewiczu.

Piątek opisuje powiązania właścicieli restauracji „Sowa i Przyjaciele” ze spółką Radius, finansowaną przez rosyjski kapitał. Według Piątka, w otoczeniu Macierewicza działa kilka osób reprezentujących rozmaite interesy rosyjskie i w przeszłości działających w komunistycznych służbach wywiadowczych.

Puenta

Nie ulega wątpliwości, że komisja sejmowa powinna przesłuchać Michała Lisieckiego. Śledztwo powinno udzielić odpowiedzi na pytanie, czy aferę Amber Gold zaprojektowano celowo, aby zatrudnić w spółce Plichty syna premiera Tuska? Może okazać się, że za aferą stoją rosyjskie służby specjalne, działające na zlecenie prominentnych polityków PiS.

***

Autor tekstu 12 lipca 2014 roku w Szczecinie odbył trzygodzinną rozmowę z Michałem Lisieckim, dotyczącą komunikacyjnych mechanizmów obalania rządów.

źródła: niezależna.pl, natemat.pl, newsweek.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #afera podsłuchowa