Przegrana Marine Le Pen była do przewidzenia. Jej zwolennicy łudzili się, że będzie jak w wypadku Trumpa – niespodziewane zwycięstwo. Ale czy szefowa nacjonalistów została definitywnie pokonana? Nadal pozostaje ważną figurą w świecie francuskiej polityki. Jeśli problemy Francji nie zostaną rozwiązane przez nowego prezydenta Emmanuela Macrona, Marine Le Pen może jeszcze zasiąść w Pałacu Elizejskim.

Le Pen ranna, ale żyje

Już w pierwszej turze przegrali kandydaci mainstreamowych partii, które do tej pory rządziły V Republiką. „Odejście od klasycznego podziału na prawicę i lewicę stało się we Francji faktem. Partie tych głównych nurtów zostały w tych wyborach wyeliminowane” - podkreśla francuski politolog profesor Raphaël Liogier.

Reklamy
Reklamy

Klęska elit pokazuje skalę kryzysu, przez jaki przechodzi kraj Karola Wielkiego, Napoleona, czy de Gaulla. Niektórzy mówią o Francji z przekąsem: „chory człowiek Europy”. Emmanuel Macron musi zmierzyć się z problemami. Jeśli zrobi tak niewiele jak Hollande, polegnie. Sam utoruje drogę do Pałacu Prezydenckiego Le Pen, która będzie, jeśli partie mainstreamowe nie odzyskają zaufania wyborców, najgroźniejszym przeciwnikiem.

Dobry wynik, jaki osiągnęła Le Pen, powinien mieć przełożenie na rezultat Frontu Narodowego w czerwcowych wyborach parlamentarnych. Niedoszła pani prezydent może wprowadzić do parlamentu całkiem pokaźną grupę posłów. Francuzi już nie wstydzą się głosować na nacjonalistów. Marine Le Pen usunęła z partii radykałów, członkami FN są geje, zrezygnowano z haseł prolife. Nastąpiła – jak mówią sami Francuzi – „dediabolizacja” Frontu.

Reklamy

Le Pen przyciąga coraz więcej wyborców umiarkowanych. Powoli, ale systematycznie. Po czerwcowych wyborach głos nacjonalistów będzie wybrzmiewał w parlamencie donośniej.

Gospodarka głupcze!

Dla Francuzów naprawa słabnącej gospodarki okazała się ważniejsza od problemu nielegalnej imigracji, czy terroryzmu. Większą bolączką dla przeciętnego obywatela, od ataków ekstremistów, jest 10% bezrobocie, które wśród młodych przekracza grubo 20%. Liderka nacjonalistów nie wypadła przekonująco podczas ostatniej debaty prezydenckiej w części poświęconej ekonomii. Jej piętą achillesową były konkrety i statystyki. Macron zdał się elektoratowi bardziej przygotowany do wydobycia Francji z kryzysu. Teraz trzeba będzie przejść od słów do czynów.

Atak na Macrona ze strony Frontu Narodowego i Le Pen będzie bezustanny. Nowy prezydent musi być na niego gotowy. Jeśli nie dotrzyma obietnic wyborczych, druga kadencja będzie nierealna. Tym bardziej, że jest politykiem bez większego doświadczenia oraz stabilnego zaplecza, zaś Le Pen politykę ma we krwi, a struktury jej partii (choć na czas wyborów zrezygnowała chwilowo z przewodzenia Frontowi) są zakorzenione w terenie.

Reklamy

Macron po czerwcowych wyborach wcale nie musi mieć poparcia parlamentu. Nowemu prezydentowi może być ciężko rządzić bez większości, która wspierałaby jego pomysły.

Wielu niezadowolonych

Le Pen szła do wyborów z hasłem przywrócenia Francji dawnej świetności, zaś Macron skupił się na podupadającej od lat gospodarce. Zapowiada obniżenie deficytu poniżej 3 procent oraz spadek bezrobocia do 7 procent w przeciągu pięciu lat. Łatwo zweryfikować te obietnice i za pięć lat Marine Le Pen, jeśli Macron z nich się nie wywiąże, dostanie potężny oręż do ręki, a już skumulowała niezadowolenie z przemian społecznych.

Liderka nacjonalistów od lat uważa islam za obcą narośl na ciele V Republiki i nie jest w tej opinii odosobniona. Według badania IPSOS 61% Francuzów uważa, że islam jest nie do pogodzenia ze współczesną Francją. Akty terroru dokonywane przez ekstremistów powiększają odsetek zgadzających się z przywódczynią nacjonalistów. Nie wiadomo, czy Macron poradzi sobie z bezpieczeństwem wewnętrznym kraju, jak i nielegalną imigracją. Prezydentowi Hollandowi się nie udało. Jeśli problemy społeczne będą nabrzmiewały, nawet niezłe wyniki gospodarcze mogą ich nie przykryć. Nowy prezydent musi wprowadzić ograniczenia w zakresie imigracji oraz starać się wzmocnić kontrole na granicach UE.

Jeśli społeczeństwo francuskie zradykalizuje się po wszystkich niepowodzeniach polityki Macrona, wtedy szanse Le Pen na prezydenturę wzrosną. Francuzi już obecnie chcą gruntownej przebudowy państwa, ale za pięć lat, jeśli nic się nie zmieni, może nastąpić polityczne trzęsienie ziemi.

źródło: theguardian.com, aljazeera.com, gazeta.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Donald Trump #Francois Hollande #Francja