W zwykłych okolicznościach fakt, dotyczący rozmieszczenia wojsk wzdłuż granicy danego kraju, nie budzi szczególnego zainteresowania. Inaczej sprawa wygląda, gdy dotyczy to dwóch państw, najbliższych sobie spośród wszystkich, powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego - Rosji i Białorusi. Prezydenci tych krajów zawsze i wszędzie deklarowali chęć współpracy, relacje Białorusi i Rosji zawsze uważane były za bliskie. Coś się jednak zaczyna zmieniać, a Łukaszenka nie ufa już Putinowi tak, jak wcześniej.

Zapał, aby odbudować imperium, bezpowrotnie minął

To prawda, kiedyś relacje były bardziej serdeczne i nie było w nich uprzedzeń.

Reklamy
Reklamy

Dodać trzeba, że Związek Białorusi i Rosji nadal istnieje, chociaż oznaki jego działalności są obecnie znikome. Unii dwóch państw zaszkodziły spory o surowce energetyczne, ale najbardziej zaszkodziła jej zmiana stanowisk przywódców. Oczywiście Putin, po pełnej integracji dwóch organizmów w krótkim czasie, wymazałby wszelkie oznaki niezależności Białorusinów, a właśnie to powoduje ostrożność Łukaszenki. Z drugiej strony Łukaszenka kreuje się jako stronnika otwarcia na Europę, co okazał choćby swoim "wielkopańskim" gestem wpuszczenia opozycji do parlamentu. Dwie jaskółki w tym przypadku wiosny jeszcze nie czynią, ale i tak dla społeczeństwa i mediów to było doniosłe wydarzenie, a dla dwóch opozycyjnych posłanek dodatkowo spore zaskoczenie.

Moda na wojnę hybrydową

W Europie karierę robi określenie wojna hybrydowa.

Reklamy

#Rosja skutecznie zastosowała tą formę działań wobec Ukrainy. Spędza to sen z powiek władzom pozostałych państw w regionie. Trzeba przyznać, że jest się czego bać. Na naszym własnym podwórku głośno zrobiło się o Obronie Terytorialnej, mającej być lekiem na całe zło i zagrożenie ze strony Rosji. Zresztą czym mniejszy terytorialnie i społecznie kraj, tym większe obawy i liczniejsze grono ewentualnych skrytych agresorów. Litwini na przykład uznali, że wrogiem numer jeden mogą być Rosjanie, ale nie zapomnieli i o nas, stawiając nas zaraz za nimi. Podobne obawy co do Rosjan pojawiły się na Białorusi, swój wyraz znalazły w nowej doktrynie obronnej tego państwa. Łukaszenka wydał dekret o weryfikacji możliwości tamtejszej obrony terytorialnej. A skoro znalazła się podstawa prawna, to białoruska armia wzięła się ostro do roboty. Powołano pod broń rezerwistów, przygotowano dla nich prowizoryczne bazy i rozpoczęła się prawdziwa zabawa w wojnę. Sama koncepcja sprowadza się do założenia, że najskuteczniej bronić się można pochodząc z danego terenu.

Reklamy

Tym samym rezerwiści armii białoruskiej z reguły nie musieli jechać daleko, aby stawić się na długotrwałe ćwiczenia. Co ciekawe, jeden z pierwszych obozów dla rezerwistów uruchomiono w okolicach dobrze znanej u nas miejscowości Lenino.

Może być tylko lepiej

Powyższe fakty potwierdzają zasadność starań naszego resortu obrony. Można to uznać za światowy obecnie trend. Analizując całą sprawę relacji obu naszych sąsiadów, powinniśmy się w sumie cieszyć z ochłodzenia stosunków białorusko-rosyjskich. Jest bowiem cały czas nadzieja, że ci pierwsi będą zasługiwać w dalekiej przyszłości na miano naszego sojusznika, a sojuszników nigdy za wiele, nawet dość oryginalnych.

źródło: reporters.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Białoruś #Europa Wschodnia