Pomysł PiS-u na gospodarkę, o którym w samych superlatywach rozpisują się prorządowe media, wydaje się być mocno niepewny. Uwagę zwracają nie tylko wydmuchane zapewnienia jego skutków, ale także miejsca, w których "Plan Morawieckiego" przypomina wręcz gospodarkę centralnie planowaną.

Polska ma już spore doświadczenie historyczne, jak kończą się tego typu światłe pomysły mimo początkowych bardzo optymistycznych zapowiedzi.

"Plan Morawieckiego"

Strategia gospodarcza obecnego rządu, czyli tak zwany "Plan Morawieckiego", to jeden z głównych pomysłów Prawa i Sprawiedliwości na pobudzenie polskiej gospodarki, której jak na razie wiele brakuje do rozwiniętych gospodarek państw zachodnich.

Reklamy
Reklamy

Środkiem na szybkie dogonienie poziomu znacznie bardziej rozwiniętych rynków mają być państwowe inwestycje w takie dziedziny, jak innowacje i produktywność. Plan ten należy do jednych z najbardziej medialnych zagrywek PiS-u, niestety wydaje się być także jednym z najbardziej populistycznych działań podejmowanych przez rządzących. Na szczęście wielu trzeźwo myślących obywateli poddaje ten plan głębokiej krytyce. Krytyka ta wynika głównie z faktu, że posunięcia Morawieckiego, według zapewnień mające doprowadzić Polskę do znacznej poprawy sytuacji i dobrobytu, wpisują się w nurt ekonomii keynesowskiej, która w teorii wygląda bardzo obiecująco, jednak w praktyce jeszcze nigdy się nie sprawdziła, a wprowadzanie jej kończyło się zazwyczaj radykalnym pogorszeniem sytuacji i ogromnymi długami. Plan ten w ostrych słowach krytykuje także Rafał Ziemkiewicz.

Zalety wprowadzanej strategii.

Trudno się nie zgodzić z jedną, lecz bardzo wyraźną zaletą Planu Morawieckiego, która prawdopodobnie przekonała polityków do wprowadzenia wyżej opisanego planu.

Reklamy

Tą zaletą jest niezwykła popularność i medialność wprowadzanych reform. Mimo że do tej pory rozwiązania tego typu kończyły się katastrofami, to wprowadzający je ludzie zyskiwali ogromne poparcie społeczne i oklaski ludu. Niestety, śledząc kolejne poczynania obecnej władzy opierające się na interwencjach państwa w gospodarkę, coraz bliżej jest nam do doprowadzenia sytuacji naszego kraju na sam skraj przepaści ekonomicznej, nie mówiąc o skutkach społecznych, jakie miały podobne plany w innych krajach Europy, jak liczne zdarzenia z nielegalnymi imigrantami z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, którzy przybywają do Europy skuszeni wysokimi zasiłkami.

Co w zamian?

Jeśli ktoś z rządzących naprawdę chciałby doprowadzić Polaków do dobrej sytuacji ekonomicznej, nie pozostałoby mu nic innego jak sprawdzenie, jakie rozwiązania na przestrzeni lat przynosiły najlepsze skutki. Na szczęście nie musimy daleko szukać, gdyż sytuacja taka miała miejsce stosunkowo niedawno, do tego w naszym kraju. Pod koniec 1988 roku, kiedy komuniści czuli już, że tracą grunt pod nogami i wykorzystali wszystkie możliwe rozwiązania, oprócz tych racjonalnych, postanowili podpisać ustawę, wprowadzającą zasady, które już niejednokrotnie się sprawdziły.

Reklamy

Ustawa Wilczka pozwoliła działać ludziom, którzy nie zwlekali z wykorzystaniem nadarzających się okazji. W wyniku wprowadzenia ustawy powstało 2 miliony nowych firm i stworzono 5-6 milionów miejsc pracy. To wszystko bez państwowych dotacji czy udogodnień. Mimo że #gospodarka znajdowała się w głębokim dołku po długich latach komunizmu, to sytuacja zaczęła poprawiać się z dnia na dzień, a ludzie zauważyli, że mogą uczciwie zarobić na swoje utrzymanie, bez "pomocy" państwa.

Państwowe regulacje z pewnością przynoszą wiele korzyści, jednak tylko wąskiej grupie zarządzającej rządowymi programami. Niestety hasło, którym kiedyś PiS atakował Platformę Obywatelską: "By żyło się lepiej - KOLEGOM", znów staje się aktualne, tym razem w odniesieniu do pozornie przeciwnego obozu politycznego.

źródło: bankier.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

  #morawiecki #ustawa