Wedle władz tureckich za zamachem stać mieli ludzie powiązani z Hizmat, ruchem społeczno-religijnym, opierającym się na naukach islamskiego filozofa Fethullaha Gulena. Z jednej strony w jego nauczaniu podkreśla się umiarkowanie, ekumenizm i krytykę salafizmu, z drugiej mówi on, że ruch ma charakter sekty z silnie ukształtowanym kultem swego mistrza.

Gulen i Erdogan - dwie narracje

Gdy mowa o zamachach wojskowych w Turcji to dotychczas siłą, która za nimi stała były środowiska kemalistowskie, ich ostatnia próba przejęcia władzy sprzed przeszło dekady, zakończona porażką, miała również odsunąć Erdogana od władzy, jeszcze jako premiera.

Reklamy
Reklamy

Rząd Erdogana skutecznie jednak osłabił wpływy oligarchii kemalistowskiej w państwie. W tamtym czasie czynił to w koalicji z Gulenem i jego zwolennikami, jednak ich drogi rozeszły się kilka lat temu. Od tego czasu Gulen jest zaciekłym krytykiem Erdogana, przebywa na emigracji w USA. Ponownie jak przy innych tego typu wydarzeniach, pojawia się sprawa udziału Ameryki. Stany Zjednoczone w przeszłości wspierały zamachy stanu w Turcji, np. w 1980 r. Erdogan wydaje się sugerować amerykański ślad w wydarzeniach, czemu jednak John Kerry zdążył już zaprzeczyć.

W mediach podkreśla się dużą nieudolność zamachowców, lecz zarazem poraża liczba zabitych. Szybko też pojawiają się doniesienia, że opozycyjnie nastawieni względem rządu obywatele, zaczęli za Gulenem podważać realność zamachu. Pokazuje to tylko stopień polaryzacji i wzajemnej nieufności w tureckim społeczeństwie.

Reklamy

Przeciwnicy rządu, którzy zakładają, że kontroluje on wszystkie media, przenoszą się do mediów społecznościowych, wierząc w ich autentyczność i tam podważają „narrację rządu”. Rządu, który jednak wybrany został przez większość obywateli w demokratycznych wyborach. Podobnie było w przypadku #zamachów terrorystycznych z 2015 r, kiedy opozycja oskarżała rząd o ich przeprowadzenie celem legitymizowania swojej polityki. Choć tym razem opozycja parlamentarna nie wsparła zamachowców. O tyle trudno przyjąć te podejrzenia, że Erdogan ma sam z siebie dość silną pozycję w kraju, a tego typu wydarzenia raczej go politycznie i wizerunkowo osłabiają. Zamach będzie więc dla zwolenników rządu kolejnym potwierdzeniem słuszności we wspieraniu go, powstanie mit ludu, który powstrzymał zamachowców, gdy dla przeciwników będzie następnym powodem odrzucenia i odmowy dalszego uznawania.

Konsekwencje

Otwartym pytaniem jest, dlaczego zamach miał miejsce teraz i co zamachowcy mieli zamiar osiągnąć. Czy chcieli przejąć władzę, czy była to tylko forma demonstracji politycznych? Wedle mediów sympatyzujących z rządem, za zamachem stać miał Akın Öztürk, członek Najwyższej Rady Wojskowej.

Reklamy

Potwierdza to zorganizowanie zamachowców i zakres ich wpływu w wojsku. Erdogan na pewno wykorzysta zamach dla silniejszego przejęcia kontroli nad armią.

Od reakcji Zachodu na zamach może w dużej mierze zależeć przyszła polityka Ankary. Ankara ma wielu wrogów, a są to zarówno grupy radykalne, jak i nieprzychylne obecnym władzom tureckim zachodnie media. Turcja jest dziś dość osamotniona, rola lidera przemian demokratycznych na Bliskim Wschodzie nie powiodła się. Jest zdystansowana do Zachodu, który jest przez nią postrzegany jako odpowiedzialny za sytuację w Iraku i Syrii, która rzutuje na bezpieczeństwo Turcji. Z kolei sama Turcja jest przez Zachód i dużą część opinii publicznej oskarżana, że wykorzystuje kryzys i wojnę w Syrii tak politycznie, jak też finansowo. Turcja ponadto od kilku lat stoi po przeciwnej stronie barykady niż Rosja, gdy chodzi o ład polityczny w świecie arabskim. Pomimo to z Kremla nieustannie płyną zapewnienia o sympatii, a sam Erdogan jest ciągle podejrzewany przez kraje Zachodu o to, że prędzej czy później zdradzi Europę. Efektem tej sytuacji będzie w najbliższym czasie większa izolacja Turcji, która jak lew wycofa się do jaskini, aby wyleczyć swoje rany.

źródło: dailysignal.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Bliski Wschód