Dwie strony medalu

Obie strony konfliktu zarzucają sobie ignorancję i wskazują, że oponenci nie liczą się z realiami i z ocenami ekspertów. Ministerstwo Środowiska i leśnicy z jednej strony oraz ekolodzy i znaczna część środowiska naukowego z drugiej inaczej interpretują jednak te same fakty, zgadzając się właściwie tylko co do jednego: w Puszczy występuje kornik drukarz – szkodnik, który niszczy populację świerków. Według Ministra Jana Szyszko i zarządu Lasów Państwowych to powód do poważnego niepokoju, który wskazuje na konieczność podjęcia natychmiastowych środków zaradczych, w postaci wycinki zarażonego drzewostanu. Według ekologów oraz większości naukowców z polskich uczelni mimo rozprzestrzeniania się kornika na terenie Puszczy Białowieskiej nie ma się czym martwić, a natura poradzi sobie z zarazą.

Reklamy
Reklamy

Tym bardziej, że świerk jest elementem wprowadzonym do Puszczy przy pomocy sztucznych nasadzeń, a jego masowa wycinka drzew mogłaby zniszczyć inne, dużo cenniejsze rośliny i elementy ekosystemu lasu pierwotnego. „Podatność Puszczy Białowieskiej na korniki jest skutkiem działalności człowieka przed dziesiątkami lat. Wycinanie tych drzew wcale nie spowoduje, że ten problem zniknie. To popełnienie tego samego błędu, czyli ingerencja w las” – zauważa Tomasz Rożek, dziennikarz naukowy, prowadzący obecnie program „Sonda²” w TVP.

Zwiększona wycinka, czyli zarobić na korniku?

W artykułach prasowych, czy też w wypowiedziach przeciwników wycinki świerków w Puszczy Białowieskiej pojawiają się zarzuty, że planowana akcja ma przynieść dodatkowe dochody do budżetu państwa. W ten sposób próbuje się wykazać, że ministerstwo oraz leśnicy nie tylko mylą się, co do sposobu na ochronę drzewostanu puszczy – co jest zasadniczą osią sporu – ale też że prą do wycinki kierując się chęcią zysku.

Reklamy

Lasy Państwowe twierdzą jednak, że puszczańskie nadleśnictwa są niedochodowe – dofinansowywane z tzw. funduszu leśnego, na rzecz którego opłaty wnoszą wszystkie 430 polskie nadleśnictwa. Operacja zwiększonej wycinki drzew również tego nie zmieni. „Pieniądze, które Lasy Państwowe muszą wydać na ścięcie drzew martwych, uprzątnięcie ich z linii szlaków turystycznych oraz wywiezienie tej ich części, w której rozwijają się korniki i które stanowią realne zagrożenie dla pozostałych drzew, będą co najwyżej równe zyskowi ze sprzedaży zasiedlonego drewna, nadającego się tylko na opał” – zapewniają przedstawiciele LP.

Przepisy kontra badania

Jeśli zwiększona wycinka nie jest zatem powodowana chęcią zysku, to wypadałoby przynajmniej na chwilę założyć, że leśnicy i ministerstwo także maja dobre intencje. „Gradacje kornika pojawiają się cyklicznie, raz mniejsze, raz większe, ale do tej pory zawsze były pod kontrolą, bo leśnicy usuwali z lasu zaatakowane drzewa. Jednak w latach 2011-12 Ministerstwo Środowiska ograniczyło pozyskiwanie drewna w puszczańskich nadleśnictwach na tyle, że powstrzymanie rozwoju gradacji stało się niemożliwe” – można przeczytać na stronie Lasów Państwowych.

Reklamy

Skala obecnego zagrożenia ze strony szkodnika ma tłumaczyć zwiększenie wycinki, która ma być formą „nadrobienia” zaległości ostatnich lat, gdy pozwolono na rozprzestrzenianie się kornika.

W przypadku każdego innego lasu być może nawet ekolodzy przyznaliby postulatom leśników rację, a ministerstwo mogłoby z czystym sumieniem przytaknąć, bowiem w przypadku „nadmiernego pojawiania się i rozprzestrzeniania organizmów szkodliwych” administracja lasów jest ustawowo zobowiązana do podjęcia działań „zwalczających i ochronnych”. Kiedy w grę wchodzi jednak najcenniejsza Puszcza w Polsce i bez wątpienie jedna z najcenniejszych w Europie standardowe procedury warto byłoby przeanalizować raz jeszcze. Tym bardziej, że wyniki licznych i szczegółowych badań, na które powołują się przeciwnicy rządowego pomysłu, wskazują, że wycinki drzew wcale nie są skutecznym panaceum na plagę kronika. Na razie w tym gorącym sporze nie widać jednak szans na kompromis.

Źródła: mos.gov.pl, lasy.gov.pl, naukatolubie.pl, straz.brzesko.pl. #Ekologia #przyroda #gospodarka