Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi

Od dawna najwięksi unijni gracze traktują mniejsze państwa Wspólnoty z wyższością, zmuszając je do uległości i ciągłego podporządkowywania swoim interesom. Wydaje się jednak, że poszczególne kraje docierają powoli do kresu wytrzymałości w wysłuchiwaniu „dobrych rad” oraz połajanek ze strony Francuzów i Niemców. Zwłaszcza w sytuacji, gdy rad tych udzielają osoby sprawiające wrażenie coraz bardziej zagubionych. Obywatelom Węgier, Czech, czy Polski trudno jest zrozumieć dlaczego obecny kryzys migracyjny, do którego doprowadziła nieodpowiedzialna polityka Berlina i Paryża, ma być rozwiązywany kosztem innych. Do nikogo nie przemawiają też niemiecko-francuskie apele o unijną solidarność – takiej solidarności brakuje przecież choćby w odniesieniu do polityki energetycznej, mimo, że od lat upraszają się o nią kraje zagrożone rosyjska dominacją. Co jednak podkreślał wielokrotnie w swoich wypowiedziach premier Węgier Viktor Orban, nie chodzi tu już tylko o niesprawiedliwość wobec innych członków Wspólnoty, ale przede wszystkim o podważanie podstaw całej Unii Europejskiej. Skoro bowiem zabezpieczenie granic zewnętrznych Unii przestało być priorytetem, oznacza to wydaniem wyroku na strefę Schengen – strefa wolnego przepływu ludzi, która nie jest hermetyczna straci cały swój sens i upadnie. Co wtedy stanie się z UE?

Kiedy więcej łączy, niż dzieli

Rosnący ferment w szeregach Unii Europejskiej jest już od dawna widoczny gołym okiem i ciągle przybiera na sile. Grecja rozważa Grexit, Wielka Brytania grozi Brexitem, a kolejne kraje przywracają kontrole na granicach. W nowej sytuacji próbują się odnaleźć również kraje Europy Środkowej tracące cierpliwość do unijnych eksperymentów społeczno-gospodarczych. Tutaj motorem napędowym powoli staje się Grupa Wyszehradzka z Polską na czele. Kraje V4 coraz mocniej skłaniają się do pomysłu, który w ciągu ostatniego stulecia wielokrotnie stanowił przedmiot teoretycznych dyskusji. Dziś ten projekt kryje się niekiedy pod nazwą „ABC”, symbolizującą porozumienie krajów Adriatyku, Bałtyku i Morza Czarnego. W rzeczywistości jest to jednak, odświeżona po raz kolejny, piłsudczykowska koncepcja Międzymorza – bloku państw środkowoeuropejskich, które występując wspólnie mogłyby stanowić przeciwwagę zarówno dla mocarstwowych zapędów Niemiec, jak i Rosji. Na drodze do realizacji owej koncepcji zawsze coś stawało – wzajemna nieufność, konflikty, nieporozumienia. Z perspektywy wszyscy zainteresowani zaczynają jednak dostrzegać, że alternatywne drogi prowadziły często donikąd, a ściślejsza współpraca regionalna po prostu się opłaci. „Patrząc realnie, trzeba sobie zdawać sprawę, że wspólne zagrożenia i wspólne interesy w końcu okażą się decydujące” – prorokował jeszcze w roku 1990 Leszek Moczulski, wielki orędownik idei Międzymorza.

Międzymorze w praktyce, czyli jak się nie dać

Realne efekty zacieśniania współpracy już są widoczne – to choćby jednolite stanowisko krajów V4, a także Bułgarii i Macedonii, w sprawie kryzysu migracyjnego. We wspólnej deklaracji państwa Europy Środkowej wzywają Radę Europejską do uszczelnienia granic Unii w celu ratowania strefy Schengen oraz przeciwdziałania napływowi do Europy kolejnych imigrantów.

Innym przykładem na potwierdzenie tezy o tym, że wspólnie osiągnąć można więcej był niedawny konflikt polsko-rosyjski dotyczący pozwoleń na przejazdy tirów. Gdy Rosjanie na początku lutego zakazali wjazdu na swoje terytorium naszym ciężarówkom Polska odpowiedziała podobnym zakazem. Wówczas rosyjscy kierowcy wybierali trasę prowadząca przez Ukrainę i Rumunię, ale kraje te również wkrótce wsparły Polskę, blokując drogę tranzytów z Rosji. W efekcie po 16 dniach od wypowiedzenia „wojny ciężarówkowej” rosyjskie tiry zostały całkowicie odcięte od możliwości przejazdu na zachód drogą lądową. Po kolejnych 6 dniach Rosjanie zgodzili się podpisać czasowe porozumienie.

Źródła: „Międzymorze i Rosja”-L.Moczulski, zmpd.pl, kresy24.pl, msz.gov.pl #Unia Europejska #Europa Wschodnia #polityka zagraniczna