- "Zamiast podpisywać listy w obronie profesora Grossa, podobno zagrożonego odebraniem mu orderu, historycy polscy powinni wystosować list potępiający go za radykalne zdradzenie etosu zawodu historyka" – mówi prof. Andrzej Nowak, historyk, sowietolog, publicysta, wykładowca akademicki.

P.M.: W Sejmie powstaje prawo, które ma ukrócić szkalowanie Polski w mediach zagranicznych. Czy ustawą da się zabezpieczyć interesy Polski i ochronić nasze dobre imię?

A.N.: Nie znam szczegółów przygotowywanej ustawy, ale jestem sceptyczny, jeśli chodzi o możliwości oddziaływania prawa polskiego poza granicami Polski. Oczywiście bardzo przydałoby się ustawodawstwo, które wykluczałoby takie brednie, do jakich dochodziło w polskim sądownictwie.

Reklamy
Reklamy

Pewna sędzina, bodajże z Wrocławia, oddaliła pozew w sprawie określenia jednego z obozów koncentracyjnych nazwą „obozu polskiego” powołując się na argument, że wiadomo kto ten obiekt utworzył, a owa nazwa odnosi się jedynie do położenia obozu na terytorium Polski. Chodziło o obóz… w Dachu – i to niestety nie jest żart. Myślę więc, że tego rodzaju kretynizm powinien być objęty jakąś sankcją prawną, ale pamiętajmy, że polskie prawodawstwo ma moc tylko w naszym kraju. Przyznaję jednak, że generalnie nie jestem zwolennikiem regulowania kwestii historycznych przy pomocy prawa.

A co z tymi najczęstszymi zniesławieniami, które płyną z zagranicy?

Istnieją ogromne zaniedbania związane ze stosunkiem państwa polskiego do tych oskarżeń, które pojawiają się w prasie zagranicznej obciążając Polskę oraz Polaków odpowiedzialnością za Holocaust.

Reklamy

Jeżeli państwo stanęłoby za pozwem przeciwko zniesławieniu, skierowanym w oparciu o prawo kraju, w którym nastąpiło zniesławienie i użyłoby przy tym sztuczek prawnych, jakie w każdym demokratycznym kraju są możliwe, to miałoby zupełnie inną pozycję w takim procesie niż osoba prywatna, czy nawet stowarzyszenie. Używając całego kunsztu prawników, którzy wynajmowani są po to, by wygrać sprawę, można by zasądzić gigantyczną karę finansową, która zniechęciłaby następnych do stosowania określeń takich jak „polskie obozy śmierci”. To można zdziałać tylko procesami wytaczanymi w kraju, w którym dokonano zniesławienia i tylko w oparciu o najdroższe kancelarie prawne z danego kraju.

Ostatnio znów głośno zrobiło się o Janie T. Grossie, który we wrześniu na łamach „Die Welt” stwierdził, że Polacy w czasie II Wojny Światowej „zabili więcej Żydów, niż Niemców”. Jak państwo polskie powinno reagować w takich sytuacjach?

Sam nie wiem, czy państwo polskie powinno reagować na takie stwierdzenia. Na pewno powinien reagować cech historyków i reakcją powinno być po prostu wykluczenie takiej osoby ze swoich szeregów.

Reklamy

Oczywiście pan Jan T. Gross nigdy nie był historykiem – to trzeba podkreślić – choć pisał cenne prace historyczne. Pierwsze książki Grossa dotyczące okupacji sowieckiej w Polsce w latach 1939-41 są bardzo wartościowe nie przez tezy, które stawiają, ale przez warsztat historyczny. On jednak odszedł bardzo radykalnie od tego warsztatu i kolejne jego książki nie mają już nic wspólnego z regułami procesowania w nauce historycznej. Te książki powinny być krytykowane, a nawet potępiane przez środowisko historyczne, nie przez państwo. Ów człowiek wyrządza obecnie wielką krzywdę cechowi historyków, powołując się na swoją rzekomą do niego przynależność. Dlatego zamiast podpisywać listy w obronie profesora Grossa, podobno zagrożonego odebraniem mu orderu, historycy polscy powinni wystosować list potępiający go za radykalne zdradzenie etosu zawodu historyka – powinien go spotkać pełen ostracyzm środowiskowy. Na marginesie muszę powiedzieć, że nie jestem zwolennikiem odbierania orderów komukolwiek, tym bardziej, że pan Gross dostał order za coś zupełnie innego, niż publikacje o Holocauście. Pytania, czy zasłużył, czy nie to jest kwestia z 1996 roku, a więc dawne czasy. Natomiast to, co pisał potem jest zaprzeczeniem uczciwości historycznej i historycy powinni wystawić mu z tego tytułu jednoznaczną ocenę. #historia #Holocaust #nazizm