P.M.: Ustawowe karanie pomówień o odpowiedzialność Polski i Polaków za #Holocaust to dobra droga do odkłamywania historii?

M.K.: Stworzenie skutecznych metod interwencji na drodze prawnej w sytuacjach, gdy używane są takie terminy jak choćby „polskie obozy koncentracyjne” ma swoje uzasadnienie. Ważne, aby były to działania realnie pozwalające ścigać, względnie piętnować w sposób bardziej spektakularny tego rodzaju przypadki. W odzyskiwaniu polskiego miejsca w świadomości historycznej Europy potrzebne są działania systemowe, a nie tylko doraźne. Potrzebna jest spójna ofensywa – rozłożona na lata konsekwentnych działań – w zakresie promocji prawdy o doświadczeniu historycznym Rzeczypospolitej.

Reklamy
Reklamy

Tego typu ofensywa edukacyjna jest potrzebna zarówno w kraju jak i za granicą, ponieważ skala zaniedbań jest ogromna. My powinniśmy teraz zacząć odzyskiwać swoje miejsce w świadomości innych społeczeństw. Do dzisiaj „płacimy frycowe” za PRL. I za zaniedbania z ostatnich 25 lat, kiedy – jak na skalę wyzwań stojących przed Polską – nie zrobiono zbyt wiele w kwestii polityki pamięci. Niektórym wydawało się, że ona „robi się sama”.

Jakie działania mogą pomóc nadrabiać te zaległości?

Kompleksowe działania ukierunkowane na tłumaczenie i popularyzację polskich publikacji w językach obcych, na promowanie tych publikacji, na spójne wykorzystanie miejsc pamięci narodowej, tak, aby również w jeżykach obcych te miejsca pamięci narodowej krzyczały: „tutaj Niemcy zamordowali tylu i tylu Polaków, Żydów, obywateli RP”.

Reklamy

Nie żadni beznarodowi „naziści”, tylko właśnie „Niemcy”. W Warszawie są obiekty z napisami: „miejsce uświęcone krwią Polaków”. Należy usystematyzować w jednej formie graficznej opis takich miejsc w języku angielskim – w setkach miejsc w stolicy i w tysiącach miejsc w Polsce. Każdy cudzoziemiec, który przyjeżdża do Warszawy powinien w ten sposób być niejako mimochodem edukowany: tu było inaczej niż w innych krajach. To robili Niemcy, a to Sowieci i komuniści. Nazywać sprawców. Tymczasem u nas np. wciąż się wmawia Polakom, że ludzie rozstrzeliwani masowo przez Niemców na Woli to „ofiary Powstania” a nie ofiary zbrodni niemieckich. Tak jakby przypadkowo ginęli na skutek działań wojennych, a nie w wyniku systemowych zbrodni poza linią frontu. Tego rodzaju spójnych działań powinno być dużo, a podejmować należałoby je na obszarze całego kraju, by odpowiadały skali zbrodni, jakiej dokonano na ziemiach polskich w czasie obu narzuconych nam totalitaryzmów.

Wątpliwej jakości polityka historyczna zbiera swe żniwo. Szef FBI mówił o odpowiedzialności Polaków za Holocaust, Prezydent USA o „polskim obozie koncentracyjnym”…

To są efekty zaniedbań.

Reklamy

Przy tym warto dodać, że przez całe lata – i w PRL-u i w wolnej Polsce – miliony ludzi przyjeżdżających do muzeum KL Auschwitz, w głównym baraku żydowskim witała wielka mapa, na której wyrysowane były odchodzące promieniście od #Auschwitz linie do innych obozów śmierci w całej Europie. To pokazywało Auschwitz, jako centrum całej machiny zbrodni. Problem w tym, że zupełnie absurdalnie było to wpisane w siatkę przedwojennych granic Polski a nie okupacyjnego państwa niemieckiego z czasów funkcjonowania Auschwitz! W konturach II Rzeczypospolitej były dwie nazwy: „Poland” i „Auschwitz”. I to widzieli wszyscy wchodzący, tuż po przekroczeniu progu pierwszego baraku. Mam nadzieję, że takie rzeczy są właśnie zmieniane, że będą usuwane, ale to jest skandal, że my sami przez jakąś irracjonalną, beznadziejną bylejakość wspieraliśmy w ten sposób fałszywe, antypolskie – szkodliwe, nieuczciwe i nieprzyzwoite – schematy. Z jednej strony potrzebujemy więc promocji historii Polski na Zachodzie i na wschodzie. Powinny być w to zaangażowane ściśle placówki dyplomatyczne. Powinno to być jednym z ich ważnych a nie marginalnych zadań. A z drugiej strony – to musi być także „zwrotka”, czyli wychowywanie turystów, którzy przyjeżdżają do Polski. To, z jaką wiedzą o Polsce i Polakach ci turyści wyjadą, zależy w znacznym stopniu od nas. #historia