Generał miał tak głębokie poczucie bezkarności, że trzymał te wszystkie dokumenty we własnym domu – zauważa historyk.

Jest Pan zaskoczony tym, gdzie wypłynęły te akta, a zwłaszcza w jaki sposób?

Tym, w jaki sposób owe akta zostały ujawnione na pewno jestem zdziwiony, natomiast to, że istnieją takie szafy z „prywatnymi” dokumentami było dla mnie od dawna rzeczą oczywistą – wraz ze Sławomirem Cenckiewiczem opisywaliśmy tego typu przypadki w książce ”SB, a #Lech Wałęsa”. Natomiast muszę powiedzieć, że jestem mocno zaskoczony może nie tyle inteligencją pani Kiszczak, która próbowała te dokumenty sprzedawać IPN-owi, ale bez wątpienia tupetem i bezczelnością samego Czesława Kiszczaka.

Reklamy
Reklamy

To pokazuje, że generał miał tak głębokie poczucie bezkarności, że trzymał te wszystkie dokumenty we własnym domu. Tak, przyznaję – to mnie zaskoczyło.

Odnalezienie tych dokumentów zmieni, niejednoznaczne dotąd, nastawienie społeczne do całej sprawy?

W 2008 roku „popełniliśmy” książkę „SB, a Lech Wałęsa”, w której zebraliśmy materiał dowodowy, jaki na tamten czas udało nam się zdobyć. Tamta książka nie znalazła w świecie nauki nikogo, kto by powiedział, że to co napisaliśmy jest nieprawdziwe, lub że nie zaprezentowaliśmy przekonujących dowodów. Przeciwnie: od tamtego momentu wśród historyków cała sprawa, w moim odczuciu, była „pozamiatana”. Informacja dotycząca sprawy Lecha Wałęsy i jego agenturalnej przeszłości z lat 1970-73 dla naukowców była oczywista. Znaleźliśmy zresztą kilka donosów „Bolka” i wiemy, czego dotyczy ta sprawa, a mianowicie: chodzi o donosy Wałęsy na kolegów ze Stoczni Gdańskiej, m.in.

Reklamy

Szylera, Jagielskiego, czy Lenarciaka. My te nazwiska podaliśmy dzięki tym donosom, które zachowały się do naszych czasów. Cieszę się jednak, że znaleźliśmy oryginalne materiały TW „Bolek” i myślę, że będzie to wspaniałe wypełnienie tych luk, które w naszej książce jeszcze były. Myślę, że przynajmniej część osób, które dotąd czuły się nie do końca przekonane, teraz będzie miała dużo większe kłopoty z wyparciem ze świadomości tych, oczywistych z punktu widzenia historyków, faktów. Rzadko się zdarza, by historyk, który napisał książkę cieszył się z takiego zrządzenia losu, że jego publikacja mocno się zdezaktualizowała, ale ja w tym przypadku bardzo się cieszę.

W obecnych okolicznościach należy się spodziewać ponownego procesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, lub wyjaśnienia okoliczności zdekompletowania akt TW „Bolek” w latach 1992-1995?

Jeśli chodzi o sądownictwo lustracyjne, to napisałem na ten temat wiele artykułów. Orzeczenia sądów lustracyjnych nie przedstawiają dla mnie tak naprawdę żadnego znaczenia, a orzeczenie w sprawie Wałęsy, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich powstało nie przedstawia większej wartości z wielu powodów – zarówno z uwagi na polityczne procedury szybszego rozstrzygania, brak czasu i niemożność zbadania wszystkich materiałów i brak akt, czy raczej ich bardzo poważne wybrakowanie.

Reklamy

Nie wiem natomiast, czy jest możliwość wszczęcia postępowania w sprawie kradzieży dokonanej w czasie prezydentury Wałęsy, kiedy był on uprzejmy wypożyczyć sobie teczki, które następnie wróciły do zasobów archiwalnych wybrakowane. Faktem jest, że zginęły wtedy setki stron dokumentów, które były w posiadaniu UOP w latach 1991-92. Śledztwo w tej sprawie było prowadzone przed laty, ale również jest to popisane w książce, jak sprawa owego śledztwa została w sprytny sposób „ukręcona”. Wydaje się, że obecnie bez interwencji Ministra Sprawiedliwości nie ma już możliwości, by do tej sprawy powrócić na nowo, ale nie wiem, czy tak myślą też prawnicy. W sprawie kradzieży akt zachowały się jednak pokwitowania – podpisane własnoręcznie przez Lecha Wałęsę – które stanowią dowód zdekompletowania tych zasobów. Jeśli zresztą mamy dziś do dyspozycji oryginał teczki personalnej i teczki pracy TW „Bolek” to jestem dużo bardziej zainteresowany właśnie tym, co znajduje się w dokumentach, a nie tym, czy IPN będzie wszczynał w tej sprawie jakieś nowe śledztwo. #sejm #Wielka polityka