Wdowi grosz, czyli ile są warte teczki „Bolka”

Początek całej sprawy to dzień 16 lutego, kiedy to Maria Kiszczak, wdowa po ostatnim szefie tajnych służb PRL, spotkała się z Prezesem Instytutu Pamięci Narodowej. Wedle oficjalnego komunikatu IPN-u „pani Kiszczak stwierdziła (…) że jej mąż przed śmiercią zalecił jej, aby w przypadku kłopotów finansowych zgłosiła się do Instytutu Pamięci Narodowej. Następnie okazała zapisaną odręcznie kartkę papieru zatytułowaną ‘Informacja opracowania ze słów T.W. »Bolek« z odbytego spotkania w dniu 16 XI 1974 roku’ (…) poinformowała również, że posiada więcej dokumentów tego rodzaju”. Pod kryptonimem „Bolek” ma się kryć #Lech Wałęsabyły przywódca Solidarności, laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 1984 roku, Prezydent RP w latach 1990-1995.

Reklamy
Reklamy

Wedle informacji IPN-u Maria Kiszczak zażądała za oferowane dokumenty kwoty 90.000 złotych. Kobieta nie zdawała sobie jednak sprawy, że oferuje do sprzedania dokumenty, które posiada nielegalnie. Gorzej – zaproponowała ich odkupienie instytucji, do której zgodnie z prawem powinny one zostać przekazane przed wielu laty. W tej sytuacji pracownikom Instytutu nie pozostało nic innego, jak powiadomienie o przestępstwie odpowiednich organów. W efekcie jeszcze tego samego dnia prokurator IPN w asyście policji wkroczył do willi Kiszczaków i zabezpieczył dokumenty.

- Dokumenty, po tym jak zostaną wydane przez prokuratora, trafią do archiwum IPN-u i tam każdy historyk oraz dziennikarz będzie mógł je przejrzeć. Jest taka deklaracja, że postaramy się przekazać te dokumenty do archiwum jak najszybciej, natomiast w tej chwili nie jestem w stanie powiedzieć jak długo to potrwa – mówi rzecznik prasowy IPN, Agnieszka Solińska-Jaremczak – Instytut nie planuje natomiast wydawania dodatkowej analizy tych dokumentów – dodaje.

Reklamy

6 pakietów i wciąż aż 5 niewiadomych

Jak na razie nie wiadomo, czy oprócz akt tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek” w zasobach generała Czesława Kiszczaka znajdowały się również dokumenty dotyczące innych osób.

- Zabezpieczonych zostało 6 zaplombowanych pakietów. Pierwsza partia dokumentów została komisyjnie otwarta i poddana oględzinom, natomiast prace cały czas są kontynuowane – wyjaśnia Solińska-Jaremczak – My nie analizujemy tych dokumentów, tylko przeprowadzamy ich inwentaryzację. Zatem o tym, co się znajduje w kolejnych partiach dokumentów będziemy informować na bieżąco, tak jak poinformowaliśmy o wynikach przeszukania działki leżącej na Mazurach, a należącej również do Czesława Kiszczaka”.

Nie tutaj, to gdzie indziej

Rzeczywiście, 18 lutego poinformowano, że w letniej daczy byłego szefa tajnej policji śledczy nie odkryli żadnych materiałów, które powinny znaleźć się w zbiorach IPN-u. Nie znaczy to jednak, że sterty oryginalnych akt wytworzonych przez „bezpiekę”, które nielegalnie gromadził Czesław Kiszczak, nie odnajdą się w innych lokalizacjach.

Reklamy

Pojawiły się doniesienia o jeszcze większym zasobie tajnych akt, które rzekomo wojskowy zdołał ukryć w jednym z dużych miast. Zbiór ten miałby zawierać informacje dotyczące setek niepoślednich osób życia publicznego. Z Sebastianem Rybarczykiem, dziennikarzem tygodnika „Do Rzeczy”, skontaktował się współpracownik dawnego szefa MSW, który wskazał rzekome miejsce zdeponowania dokumentów. Dziennikarz przekazał tę informacje Instytutowi Pamięci Narodowej, co wkrótce może zaowocować kolejnymi przeszukaniami konkretnych posesji.

 „Gdyby prezes IPN nie był tchórzem ogłosiłby miesięczną abolicję na papiery SB. Tak jak wczoraj proponowałem” – napisał 19 lutego na Twitterze dziennikarz śledczy Witold Gadowski. Zamiast informacji o abolicji Instytut opublikował jednak tylko komunikat przypominający o „ustawowym obowiązku przekazania do IPN dokumentów wytworzonych przez cywilne i wojskowe organy bezpieczeństwa PRL”. Póki co stosowana jest więc taktyka kija, a nie marchewki – o tym jakie efekty przyniesie powinniśmy się przekonać jeszcze w lutym.

Źródła: ipn.gov.pl, dorzeczy.pl, twitter.com #historia