Pod koniec spotkania z wyborcami w Urzędzie dzielnicy Pragi Północ w Warszawie, profesor Zdzisław Krasnodębski w odpowiedzi na pytanie z sali na ocenę osób odpowiedzialnych za kształtowanie negatywnej opinii o Polsce na arenie międzynarodowej przez skarżenie się na nasz kraj w mediach zachodnich stwierdził: "Są ludzie i oni o tym mówią jakby wprost. Ja bym im nie odbierał pewnego rodzaju patriotyzmu. Oni w każdym razie rozumieją Polskość jakoś inaczej. Gotowi są na to, żeby Polska była prowincją jakiejś większej całości: by miała charakter trochę etniczny, ale żeby był to kraj zupełnie podobny do innych. Gdy piszą o polskiej historii to widzą wszystko negatywnego.

Reklamy
Reklamy

Nic im się w tym nie podoba w gruncie rzeczy. Z tego względu widzą, że jak przyjeżdża Komisja Wenecka to jakby do nas przybyły jakieś byty nadnaturalne. Jak już widzą Komisarza Unii Europejskiej to zawsze idealizują" - zaczął Krasnodębski.

-"Gdybym był Francuzem to do tej pory paliłbym się ze wstydu za 1940 rok. To jest taka hańba. Gdybym był Niemcem - to jakiż to jest ciężar, który człowiek nosi. Ja kiedyś pytałem studentów polskiego pochodzenia, którzy mieli paszporty niemieckie +ale wobec tego przyjmujecie ten ciężar historii Niemiec?+ to wtedy usłyszałem +Nie, nie. Co to, to nie+. Jakaż straszna historia Belgii z tym ludobójstwem, te tradycje kolonialne" - kontynuował profesor.

- "Każdy ma więc swoje problemy. Natomiast ci ludzie uważają, że to są jakieś nadnaturalne osoby pełne mądrości, światłości, życzliwości a żadnych interesów nie mają, żadnego egoizmu.

Reklamy

Byty niebieskie. To ten rodzaj lizusostwa - niektórzy posłowie Platformy Obywatelskiej są dla mnie uosobieniem tej postawy. Ta Komisja Europejska coś powie to wybuchają takim entuzjazmem, podczas gdy ich koledzy z innych krajów, ale z jednej frakcji zachowują dystans" - stwierdził poseł Parlamentu Europejskiego.

- "Mnie zawsze to złości - przykładowo jak jakiś sportowiec odniesie sukces, ostatnio Angelique Kerber, która wygrała turniej w tenisa. I wszyscy mówią +a ona ma polskie korzenie+ albo kanclerz Merkel ma polskie korzenie. Mnie to nie porusza. Ja kiedyś tłumaczyłem studentom, bo padło stwierdzenie +a bo Kopernik to był Niemiec+. To ja mówię, że dla mnie jest ważne to, że on występował przeciwko zakonowi krzyżackiemu, więc dla mnie on jest Polak. I dla mnie jak ktoś gra dla polskiej drużyny - to jest Polak." - ocenił Krasnodębski.

- "Znam takich ludzi, którzy mają polskie nazwiska, polskie korzenie, mogą wykazać swoją polskość do ósmego pokolenia, ale co z tego? To jest ważne, kto się z tą Polską identyfikuje, kto Polskę kocha i kto gra w naszej drużynie - tego przyjmujemy i z tym będziemy grać i wygrywać" - zakończył profesor. #Unia Europejska #polityka zagraniczna #Parlament