Pisowski komendant główny policji, Zbigniew Maj podał się do dymisji po niespełna dwóch miesiącach urzędowania. W tym czasie dokonał czystek na najwyższych, policyjnych stanowiskach. Wraz z jego dymisją zostali strąceni ze stanowisk w Biurze Spraw Wewnętrznych po kilku tygodniach pełnienia swoich funkcji protegowani byłego głównego komendanta: Marcin Kulas oraz Renata Ziemlewicz. Media donoszą, iż nowe meta-czystki obejmą wszystkich komendantów wojewódzkich, którzy zostali mianowani na swoje stanowiska w wyniku wcześniejszych, pisowskich czystek Maja.

Jaki jest powód meta-czystek?

Obejmując swoje stanowisko, Maj zeznał w oświadczeniu majątkowym, iż jest milionerem.

Reklamy
Reklamy

Swój majątek wycenił na 3.8 mln złotych. Żaden policjant w Polsce nie może osiagnąć takiej fortuny, pracując wyłącznie w swoim zawodzie. Oświadczenie Maja stało się więc przedmiotem zainteresowań CBA. Jego nazwisko rownież przewija się w dokumentach ze śledztwa dotyczącego korupcji w kaliskim samorządzie.

„Fakt” donosi, iż po dymisji Zbigniew Maj przejdzie na emeryturę w wieku niespełna 45 lat, otrzymując około 10 tys. złotych miesięcznie. Dla porównania, uniwersytecki profesor z osiągnięciami publikacyjnymi o zasięgu międzynarodowym może przejść na emeryturę dopiero w wieku 65 lat, najczęściej po przepracowaniu 40 lat, otrzymując około 4 tys. złotych miesięcznie emerytury.

Pisowski „cyrk” w policji jest dopiero początkiem rewolucyjnego przedstawienia

Mianowanie na szefa policji osoby, której nazwisko przewija się w śledztwach dotyczących korupcji, bez sprawdzenia tego, czy jej majątek ma pokrycie w legalnych dochodach, świadczy o braku profesjonalizmu szefa MSW, Mariusza Błaszczaka.

Reklamy

Jego decyzja personalna pokazuje, iż pisowski styl promowania ludzi na najwyższe stanowiska w państwie nie odbywa się zgodnie z profesjonalnymi standardami. Wyborcy chcieliby jednak wiedzieć, w oparciu o jakie profesjonalne kryteria i procedury dochodzi do nominacji osób na kluczowe stanowiska w administracji państwowej.

W rządzie Szydło za finanse i gospodarkę państwa są odpowiedzialni wicepremier Morawiecki oraz minister finansów, Szałamacha. Obaj politycy nie mają jednak magisterskiego wykształcenia ekonomicznego.

Morawiecki jest historykiem, a Szałamacha - prawnikiem. Choć pierwszy z nich ukończył dwuletni kurs MBA na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, to nie znaczy to, że ma kompetencje w dziedzinie ekonomii. Drugi z nich ukończył roczne studia podyplomowe w Harvard University w zakresie zarządzania administracją publiczną, które nie mają żadnych związków z matematycznymi wzorami z dziedziny ekonomii finansów

Rozumienie procesów ekonomicznych wymaga znajomości matematyki obejmującej rachunek różniczkowy, teorię równań liniowych, podstawy modelowania formalnego zjawisk społeczno-ekonomicznych i wielu innych trudnych gałęzi wiedzy (logiki decyzji, formalnej teorii systemów czy w końcu podstaw cybernetyki ekonomicznej).

Reklamy

Tego nie da się pojąć ani w ciągu dwóch lat nauki w trybie zaocznym na "podyplomówce", ani podczas studiów historycznych lub prawniczych.

Puenta

Czy Szałamacha i Morawiecki znają wzory matematyczne obliczające rentowność obligacji rządowych? Czy rozumieją korelacje pomiędzy ich rentownością a stopą inflacji oraz stopami procentowymi NBP? Czy potrafią odróżnić factoring od hedgingu? Czy rozumieją mechanizmy funkcjonowania swapów?

Kim jest Morawiecki (historyk), któremu Banco Santander wypłacił w ostatnich latach kilka milionów złotych? Jakie zadania miał on do wykonania, piastując stanowisko szefa BZ WBK? Czy otrzymane miliony stanowiły wynagrodzenie za to, że jako figurant z politycznymi koneksjami umożliwił sprzedaż akcji BZ WBK od AIB dla Banco Santander?

Czy polska #gospodarka przeżyje w 2016 r. „cyrk” podobny do tego, który obecnie rozgrywa się w policji? Czy pisowscy szefowie od finansów i gospodarki są w stanie ocenić przedkładane im przez ministerialnych podsekretarzy dokumenty ekonomiczne?  

Źrodła: wikipedia.org; fakt.pl; wpolityce.pl

#PiS #policja