Aleksandra Siedlecka: Czy jest Pan w stanie wskazać ten moment, kiedy język polityków przestał być językiem umiarkowanym, szukającym kompromisów; a przerodził się w język podziałów?  

dr Konrad Maj, psycholog społeczny, Uniwersytet SWPS: Jeśli miałbym to ulokować w czasie to nasuwa mi się moment, kiedy Jarosław Kaczyński zaczął głosić hasło: „tu jest Polska”. Podziały na „my i „oni” rozwinęły się w postaci szeregu etykiet. Najnowsze to rowerzyści i wegetarianie

To już słowa ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, które padły w wywiadzie dla niemieckiej bulwarówki „Bild”. 

Myślę jednak, że sygnał do dzielenia Polaków dał wiele lat temu Jarosław Kaczyński.

Reklamy
Reklamy

Oczywiście druga strona odpowiedziała. Pamiętamy np. „moherowe berety” i „sektę smoleńską”. Ale ważniejsze od tego, co mówi dany polityk jest to, jaką wywołuje to reakcję wśród jego współpracowników, czyli w jego otoczeniu. Jeśli reakcją jest zdziwienie, wytłumaczenie czy zwykłe zignorowanie to wtedy można przypisać to dynamice dyskursu politycznego, który do anielskich nie należy. Niedopuszczalne jest   z kolei powtarzanie czy nawet „twórcze rozwijanie” (przez członków danej partii i jej sympatyków) takich wypowiedzi. Ostatnio w internecie prowadzono dyskusje wokół określenia „najgorszy sort Polaków”. Zamiast potępienia wiele osób twierdziło, że nic złego prezes nie powiedział, bo to „nie dotyczyło wszystkich Polaków, tylko pewnych polityków opozycji”. Nie chcę tutaj używać mocnych słów, czy odwoływać się do rasizmu, ale takie tłumaczenie jest przyzwoleniem na mówienie, że w polityce jest lepsza i gorsza kategoria ludzi

Trzeba też zwrócić uwagę na pewien zabieg, który jest stosowany przez prezesa Kaczyńskiego.

Reklamy

Chodzi tutaj o komunikowanie się w taki sposób, żeby komunikat pozostawiał dozę wątpliwości. Jest to komunikat niedomknięty, żeby w razie czego można było powiedzieć, że nie o to chodziło, że dotyczyło to kogoś innego. 

Mnie jednak wciąż zastanawia dlaczego minister #Witold Waszczykowski „przyczepił” się do rowerzystów, wegetarian i zwolenników odnawialnych źródeł energii. Przecież mamy XXI wiek (!). 

Kto jak kto, ale minister spraw zagranicznych powinien wiedzieć, czym jest język dyplomacji. Pan W. Waszczykowski skoro - jak sam zauważył - wiedział, że rozmawia z tabloidem powinien też mieć świadomość, że te konkretnie jego słowa (o wegetarianach i rowerzystach) zostaną nagłośnione i że znajdą się w leadzie wywiadu (kilkuzdaniowe podsumowanie wywiadu znajdujące się tuż pod tytułem). Język dyplomatów rządzi się pewnymi zasadami. Nie wierzę, że minister tego nie wie. Ale o czym to w ogóle świadczy? Moim zdaniem o głębokim archaizmie w sposobie myślenia. Chciałbym wierzyć, że nie jest to reprezentatywne dla całego rządu.

Reklamy

Nawet z perspektywy logicznej słowa pana ministra są trudne do obrony. Przecież w Polsce przed wojną ludzie masowo jeździli na rowerach, których było więcej niż samochodów. Przecież w czasie krytykowanej przez obecne władze transformacji rowery poszły w kąt, a ludzie przesiedli się do samochodów Rzekłbym również, że mamy również wspaniała tradycję jazdy konnej, ale chyba do tych wspaniałych czasów nie będziemy wracać.   

Jeżeli chodzi o odnawialne źródła energii to na całym świecie mówi się o potrzebie odchodzenia od wykorzystania energii ze źródeł kopalnych. To nie moda, ale konieczność.

W wypowiedzi ministra najprawdopodobniej chodziło o zakomunikowanie, że istnieje w Europie taki model kultury, do którego my nie należymy. I kraje Unii Europejskiej nie mają prawa się wtrącać w nasze sprawy. Bo mamy inny sposób myślenia i funkcjonowania. U nas nie ma miejsca dla jakichś tam wegetarian, czy jakichś mód rowerowych. My, po prostu, lubimy swoje pierogi i schabowego z kapustą. I nie będziemy się zmieniać. Mamy swoje podwórko i obcym nic do tego. Taka postawa polskich władz jest obecna w stosunku do wielu ważnych europejskich polityków.

dr Konrad Maj, psycholog społeczny, Uniwersytet SWPS

źródło fot: screen, metrowarszawa.gazeta.pl #PiS #psychologia