To nie pierwszy i z pewnością nie ostatni raz, kiedy musimy oglądać podobne zachowania w realizowanych na żywo programach telewizyjnych. W lutym 2015 roku głośno się zrobiło po opuszczeniu studia #TVP Info przez Łukasza Warzechę. Publicysta "Wsieci" starł się z prowadzącym Jarosławem Kulczyckim. Warzecha skomentował wystąpienia konwencyjne kandydatów na prezydenta. -"Czy pan bierze pieniądze za udział w kampanii Andrzeja Dudy? Bo to nie są słowa godne dziennikarza tylko propagandysty" - stwierdził prowadzący program "Z dnia na dzień". -"Ja się boję cokolwiek powiedzieć, bo za chwilę pan znowu zasugeruje, że jestem opłacany przez sztab Andrzeja Dudy. Więc prawdę mówiąc nie wiem, jak mam dalej w tym programie zabierać głos." - stwierdził po chwili Warzecha i korzystając z przerwy na emisję materiału zapowiadającego następny temat, wyszedł ze studia.

W maju tego samego roku studio TVP opuścił Marcin Mastalerek z Prawa i Sprawiedliwości na gest protestu wobec braku prezentowania w mediach wystąpień Andrzeja Dudy (Mastalerek zarzucał telewizji, że ta jednocześnie często pokazuje wystąpienia na żywo Bronisława Komorowskiego).

Z kolei w sierpniu 2015 roku z dalszego udziału w programie "W punkt" (Telewizja Republika) zrezygnował Paweł Kukiz. - "Czy pani mnie zaprosiła do studia po to, żeby gnębić, czy żeby rozmawiać? Ja już wolę chyba u Olejnik" - powiedział Katarzynie Gójskiej-Hejke podczas rozmowy nt. spraw międzynarodowych. - "Ja nie chcę tego programu. To jest jakiś absurd" - zakończył Kukiz i poderwał się z zajmowanego siedzenia. Miesiąc później z dalszego udziału w dyskusji nt. problemu uchodźców zrezygnował Piotr Skwieciński z "Wsieci", który podczas rozmowy w "Loży prasowej" (realizowanej przez TVN24) poczuł się dotknięty słowami Pawła Wrońskiego z "Gazety Wyborczej".

To tylko kilka przykładów z minionego roku pokazujące, że opuszczanie studia nie jest w naszej rzeczywistości niczym nowym - a wręcz powszechnym, powtarzającym się kilka razy w roku. Wojciech Czuchnowski na swoim blogu napisał " Nie oceniam kolegów, którzy nadal będą przyjmować zaproszenia do TVP czy radia. Ja nie mogę. Chciałem tym ostatnim występem dać wyraz zawodowej i ludzkiej solidarności" - czy gest ten przyniesie jakąkolwiek zmianę? Chociaż decyzję o zerwaniu programu podejmują się przeróżne osoby - politycy, dziennikarze, publicyści; osoby o przeróżnych poglądach - skrajnie prawicowi i skrajnie lewicowi - wszystkich ich łączy jeden element - zachowanie to nie przekuwa się na głębszą dyskusję nt. standardów prowadzenia programów czy w ogóle poziomu dyskusji publicznych. Prowadzący, którym zarzuca się stronniczość nie ponoszą żadnych konsekwencji, a politycy opuszczający studio swoim zachowaniem nie zdobywają punktów poparcia (najwyżej utwierdzają w przekonaniu już przekonanych).