Aleksandra Siedlecka: Czy postrzeganie Polski w Europie i na świecie zmieniło się ostatnio? 

Andrzej Jonas, „The Warsaw Voice”: Wystarczy czytać i oglądać, żeby wiedzieć, że tak się dzieje. Wiele mediów międzynarodowych dało wyraz, co najmniej, zdziwienia biegiem zdarzeń w Polsce. I zasygnalizowało, że zastanawia się nad tym, co się u nas dzieje i czy dzieje się coś, co mogłoby być niebezpieczne dla demokracji. Najwyraźniej płyną z Polski informacje, które tego rodzaju nastroje wywołują. 

Tak zwani dziennikarze niepokorni dezawuują zagraniczną prasę, zwłaszcza niemiecką twierdząc, że to dziennikarze „Gazety Wyborczej” dla niej piszą.

Ten rodzaj argumentacji do mnie nie przemawia, gdyż nie wierzę w spiskową teorię dziejów. Dlatego też, nie wyobrażam sobie, że dziennikarze polscy i zagraniczni weszli w spisek, którego celem jest przedstawianie Polski w złym świetle

W minionym tygodniu Marek Magierowski, szef Biura Prasowego Prezydenta poinformował na Twitterze, że Andrzej Duda udzielił wywiadu dziennikarzowi „Der Spiegel”. Wywiad ukaże się najprawdopodobniej w świątecznym wydaniu tygodnika.  Czy jest to Pana zdaniem próba poprawy wizerunku Polski za granicą? Trzeba przyznać, że niemiecka prasa pisze o nas ostatnio bardzo dużo. 

Wywiad udzielony tygodnikowi „Der Spiegel” jest uznaniem, że na arenie międzynarodowej istnieją media, które są poważne i mają znaczny wpływ na opinię publiczną. Błędem byłoby nie nawiązywanie z nimi kontaktu.  

Pan prezydent zapewniał, że drzwi jego pałacu będą dla nas, dziennikarzy zawsze otwarte. Niestety tak nie jest. 

Pewna część prasy ma zdecydowanie prostszy dostęp do pana prezydenta. Jest to grono sprzyjające partii rządzącej, czyli Prawu i Sprawiedliwości, a także dziennikarze związani z imperium medialnym ojca Tadeusza Rydzyka. Pozostali dziennikarze mają utrudniony dostęp do Andrzeja Dudy zapewne dlatego, że dzisiejsze ośrodki władzy uważają ich za wrogie media

9 grudnia marszałek Marek Kuchciński podzielił się z dziennikarzami listem, który wystosował do Martina Schulza, czyli przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Zapewniał w nim, że sytuacja w Polsce jest przedstawiana w zagranicznych mediach jednostronnie. Z kolei M. Schulz udzielił wywiadu, w którym powiedział: „to, co się rozgrywa w Polsce ma charakter zamachu stanu”. Premier #Beata Szydło, za pośrednictwem polskich mediów, zażądała za te słowa przeprosin. W końcu, w Brukseli doszło do krótkiego spotkania pani premier z przewodniczącym PE. Rozmowa była podobno konstruktywna. 

To nie jest wyłącznie Polski wynalazek, że zaatakowana władza reaguje alergicznie, a im jest krócej na urzędzie tym reakcja jest bardziej alergiczna. To świadczy o pewnej niedojrzałości władzy i jej przekonaniu, że można zmieniać dowolnie wizerunek kraju lub osoby, kiedy ma się władzę. Ale istota wolnych mediów polega na tym, że takie operacje nie są zbyt proste. 

Dla mnie rzeczą bardzo charakterystyczną jest to, że w czasie spotkania pani premier Beaty Szydło z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinem Schulzem nie rozmawiano na temat słów M. Schulza ani żądania przeprosin jakie padły pod jego adresem ze strony B. Szydło. Nie rozmawiano też na temat tego, co ma się wydarzyć 19 stycznia (w PE odbędzie się dyskusja na temat sytuacji w Polsce). Wyciągam z tego wniosek, że są od siebie wyraźnie oddzielone dwie sfery: polemik publicznych i kontaktów bezpośrednich. Pani premier w rozmowie z M. Schulzem mówiła o komunikacji między Warszawą a Brukselą. Oczywiście, z punktu widzenia interesów obu stron. Chociaż w istocie to jest jedna strona (#Unia Europejska). Kwestia dobrej komunikacji jest bardzo istotna. Powinna ona przebiegać nie tylko na płaszczyźnie mediów, bo to nie jest dla polityków najwłaściwsza forma wymiany informacji. Powinna odbywać się również na płaszczyźnie dyplomatycznej przy pomocy tych wszystkich struktur UE, które takową wymianę informacji umożliwiają. 

Andrzej Jonas, dziennikarz, publicysta, założyciel i redaktor naczelny „The Warsaw Voice” #PiS