Państwo Islamskie w krótkim czasie zdołało zagarnąć znaczne tereny Bliskiego Wschodu, w czym pomogła im destabilizacja tego regionu przez Amerykanów. Wydaje się mało prawdopodobnym, by w dzisiejszych czasach z dnia na dzień mogła powstać autonomia terrorystów, tuż pod nosem NATO, USA i Turcji. A jednak istnieje, ma się całkiem dobrze i osiąga niebagatelne zyski, między innymi z handlu ropą. Absurdalne? A jednak.

Wojna to niezły biznes

W dzisiejszej polityce jest jedna rzecz, której nie da się przeliczyć na pieniądze: wpływy. A w przypadku Bliskiego Wschodu stawka jest niebagatelna, wszak to tam znajdują się największe złoża roponośne, a nie od dziś wiadomo, że kto kontroluje ropę, ten trzyma w szachu pół świata.

Reklamy
Reklamy

To dlatego Amerykanom nie w smak rosyjska interwencja w Syrii - gdyby nie żołnierze Putina, to sytuacja w tamtych rejonach byłaby niezmienna.

Wiele raportów i dokumentów wskazuje na bezpośrednie wsparcie #ISIS przez Turcję: zarówno dzięki przymykaniu oczu na przekraczanie terrorystów granic jej terytorium, jak i kupowanie ropy z zajętych złóż, czy wręcz... leczenie rannych bojowników w tureckich szpitalach. Nie mówiąc już o zapewnianiu dostaw amunicji przez wywiad.

Kurdyjski opór

Od początku istnienia ISIS Kurdowie stawiają mu realny opór - i możliwe, że ich działania zostałyby nawet zwieńczone sukcesem, gyby nie wspomniane wyżej wsparcie Turcji, jak i realna groźba... tureckiej interwencji. To Kurdowie pomogli uciekającym Jezydom i to Kurdowie byli gotowi do przejęcia Jarablusu, tym samym pozbawiając ISIS strefy wpływów na granicy z Turcją.

Reklamy

Turcja na wieść o tych planach zagroziła militarną interwencją, jeśli miasto zostanie zaatakowane - tym samym przyczółek ISIS na granicy tureckiej ma się całkiem dobrze, a bombardowania rzekomej stolicy tego samozwańczego państwa, Raqqa, przez Francję to spuszczanie bomb na głowy cywili wziętych w niewolę.

Trzeba zadać sobie pytanie, czy cała sytuacja, zarówno z falą rzekomych uchodźców, jak i Państwem Islamskim nie jest jakimś wyrafinowanym sposobem Turcji na dołączenie do Unii Europejskiej, o co zabiegają od lat. Teraz zyskali realne karty przetargowe, które mogłyby pomóc im w osiągnięciu upragnionego celu, nawet jeśli za plecami dosłownie pozwalają wykrwawiać się Kurdom.

Nie tylko Turcja korzysta na zamieszaniu

Drugim istotnym beneficjentem całego kryzysu jest najpewniej Izrael. Im dłużej będzie trwać zamieszanie z Państwem Islamskim, tym dłużej oczy całego świata skierowane będą na okupowane przez terrorystów tereny - Izrael może w tym samym czasie spokojnie toczyć swoją wewnętrzną wojnę z Palestyną. Prawdziwych chętnych do tortu nazwanego #Bliski Wschód jest zapewne sporo więcej, jednak ciężko przewidywać, kto jeszcze, oprócz USA, Turcji i Arabii Saudyjskiej może ugrać coś znaczącego na obecnej sytuacji w regionie.

źródło: mediumpubliczne.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #wojna